37

Nie sądziłem, że to napiszę, ale podobała mi się jazda pociągiem w Polsce

Przez kilka lat nie jeździłem pociągami - jeśli już byłem zmuszony korzystać z publicznego transportu, to bez wahania wybierałem autobusy. Bo szybko, tanio i wygodnie. A przynajmniej szybciej, taniej i wygodniej niż z PKP. Po studiach, podczas których jeździłem najczęściej pociągiem, miałem naprawdę złe wspomnienia. Stary tabor, bardzo powolna jazda, nierzadkie przypadki chamstwa lub nawet chuligaństwa - to odstraszyło na lata. Ale z nowym PKP chyba mogę się pogodzić...

Pociąg to wdzięczny środek transportu, który od dawna stanowi jego bardzo ważną część i to pewnie długo się nie zmieni. Jazda pociągiem potrafi być nawet przyjemna – zwłaszcza, gdy trasa jest ciekawa, a wagon spełnia standardy, których spodziewalibyśmy się po XXI wieku. Z tym ostatnim był niestety u nas problem i chyba nikomu nie muszę tego przypominać. Co więcej, większość wagonów pewnie nadal tych standardów nie spełnia. To zaczyna się jednak zmieniać.

W końcu poznałem Pendolino

Po tych kilku latach omijania kolei szerokim łukiem, w końcu wsiadłem do pociągu. Częściowo kierowała mną ciekawość, chciałem się przekonać, jak wygląda podróż słynnym Pendolino. I muszę przyznać, że byłem pod wrażeniem. Prócz ogólnej wygody, możliwości zjedzenia normalnego posiłku w wagonie, przestrzeni do pracy, było i to, co mogło się pojawić znacznie wcześniej, bo nie jest do tego wymagany nowoczesny tabor: strefa ciszy. Tak, jechałem w miarę szybko, w niezmąconej niczym ciszy i do tego dotarłem na miejsce punktualnie. Nawet udało się kupić bilet w przystępnej cenie. Przyznaję, że PKP zmazało część win, udowodniło, że może się zmieniać.

Pociąg zamiast Polskiego Busa

Wybrałem pociąg m.in. dlatego, że od jakiegoś czasu nie podoba mi się to, co dzieje się w Polskim Busie, którym do niedawna podróżowałem dość często. O co chodzi? Opisywał to swego czasu Jakub, sam mam podobne odczucia – nie podobają mi się walki przed wejściem, głośne zachowanie innych pasażerów (czasem wręcz imprezy), nieporządek w pojazdach. Możliwe, że kiedyś przeszkadzało mi to mniej, ale nie wykluczam, że jakość usługi uległa po prostu pogorszeniu. Jednak z tego, co pisali koledzy, pojawiła się już alternatywa, która oferuje wyższy poziom przejazdu. No i jest wspomniane PKP, które przeobrażać będzie się pewnie długo, lecz mam dowód, że ten proces już się zaczął.

Stary nie znaczy trup – można się zmienić

Zastanawiam się nad tym wszystkim od wczorajszego tekstu dotyczącego Ubera i warszawskich taksówkarzy. Ktoś w komentarzach wspomniał właśnie o Polskim Busie, który też wywoływał kontrowersje, ale finalnie pomógł branży – wystarczy wspomnieć, że zmusił część przewoźników do zmiany pojazdów, nabrania ogłady przez kierowców, starania się o zdobycie klienta. Pewnie jesteście w stanie wymienić trasę, gdzie doszło do takiej transformacji, gdzie wejście dużej, silnej konkurencji przyspieszyło zmiany ku lepszemu.

To samo dzieje się z Uberem. Bo chociaż nie chcę krytykować wszystkich taksówkarzy i oskarżać ich o oszustwa, chociaż jestem za tym, by Uber przestrzegał polskiego prawa, to trzeba przyznać, że pod wpływem tej firmy biznes taksówkarski zaczął się zmieniać. I można chyba przyjąć, że lawina ruszyła, korporacje zdają sobie sprawę z tego, że albo przystosują się do zmian albo będą skazane na klęskę. Klienci zobaczyli po prostu, że można inaczej, że można lepiej.

Dobrym przykładem podobnych zmian jest też Poczta Polska, która potrzebowała silnego i agresywnego konkurenta, by się obudzić, by zacząć przekształcać biznes i przystosowywać go do XXI wieku, a nie schyłkowego PRL. We wszystkich przypadkach mamy polski biznes z „tradycjami”, który musiał dostać w twarz, by zacząć traktować klienta, jak… klienta. Owe biznesy mają sporo za uszami, nadal muszą sporo nadrobić, ale widać, że dzieje się coś pozytywnego. Chętnie jeszcze raz przejadę się owym Pendolino, bo jazda pociągiem w Polsce w końcu jest przyjemna.