Felietony

Po wielu latach doceniłem mobilne granie. Streaming i abonamenty odmieniły ten rynek

Kacper Cembrowski
15

Nigdy nie doceniałem grania mobilnego i nie traktowałem tego poważnie. Po wielu latach się to jednak zmieniło.

Granie na smartfonie potrafi bawić

Zawsze uważałem, że do czerpania radości z grania mobilnego potrzebny jest jakiś handheld — kiedyś PSP lub Nintendo DS, teraz Switch lub Steam Deck. Granie na smartfonie kojarzyło mi się wyłącznie z Angry Birds czy Jetpack Joyride, czyli nieangażującymi grami, które potrafią sprawić frajdę przez krótką chwilę, jednak nie ma mowy o niczym ambitnym.

Moje podejście do tego tematu całkowicie zmienił 2022 rok. Odkrycie Apple Arcade sprawiło, że wreszcie poznałem sens takich akcesoriów jak Razer Kishi — i granie na smartfonie w takie produkcje jak Dead Cells+, Exit the Dungeon, Gris+, Sayonara Wild Hearts czy Shantae and the Seven Sirens to naprawdę doskonała opcja, która zdaje egzamin. Odpowiednikiem na Androidzie jest Google Play Pass, którego sam jednak nie miałem okazji sprawdzić, chociaż opinie ma tak samo pochlebne.

Xbox Game Pass w chmurze to również doskonała sprawa

Jestem również pod wrażeniem tego, jak streaming Microsoftu dobrze działa na mobilkach. Na początku obawiałem się, że granie na smartfonie poprzez Xbox Cloud Gaming obejmuje zaledwie produkcje proste w sterowaniu, na przykład jak Among Us, Donut County czy Moja Znajoma Świnka Peppa — nic bardziej mylnego. Oczywiście nie wszystkie produkcje mają sterowanie dotykowe (na przykład Forza Horizon 5, co było dla mnie największą stratą), lecz za pomocą dotyku możemy grać między innymi w takie produkcje jak Psychonauts 2, Assassin’s Creed Odyssey, DIRT 5, Need for Speed Heat, Dragon Age 2, Fortnite (co swoją drogą jest ciekawym sposobem na obejście braku hitu od Epic Games w App Store), Halo, Immortals Fenyx Rising, Yakuza, Star Wars Squadrons czy nawet Hellblade: Senua’s Sacrifice. Działa to naprawdę dobrze, o czym więcej rozpisałem się w artykule pod tym linkiem.

Źródło: Depositphotos

Paradoksalnie najwięcej czasu spędziłem przy darmówkach

Największą przyjemność sprawiły mi jednak darmowe gry, w szczególności Marvel Snap. Karcianka z postaciami z jednego z największych uniwersów komiksowych stała się pewnego czasu moją obsesją — i ulepszanie kart, zbieranie nowych bohaterów oraz walczenie z rywalami online sprawiały mi niezwykłą przyjemność. Całkiem jasne zasady, świetna grafika i doskonałe animacje, a do tego spora różnorodność i pomysłowość twórców w zakresie aren (trzech sektorów na mapie) oraz specjalnych umiejętności każdej z kart sprawia, że każda rozgrywka jest inna. Marvel Snap nie nudzi się nawet po setkach rozgrywek i wielu godzinach spędzonych w grze — ta produkcja zapewni mnóstwo frajdy nawet osobom, które nie znają uniwersum Marvela.

Taką samą rewelacją okazało się Vampire Survivors. Na pierwszy rzut oka minimalistyczna grafika i niezwykle prosta rozgrywka — ale ma to coś specjalnego w sobie. Arena zapełniającą się wrogami, dodatkowe umiejętności kupowane za zdobywaną walutę. To niepozorna fuzja RPG z rogue-litem, która wygląda na zwykłą, prostą, nawet przeglądarkową grę. Zdaje mi się jednak, że o doskonałości tej produkcji nie muszę nikogo przekonywać, gdyż tytuł został słusznie doceniony.

Nie trzeba mieć już osobnego sprzętu, żeby cieszyć się rozgrywką w wysokiej jakości. Abonamenty i usługi streamingowe gwarantują rozrywkę dla graczy nawet na smartfonach — i świetne, że mamy takie czasy. Jedyne, czego mi brakuje w przypadku gier mobilnych, to działania PlayStation Plus Premium na innych urządzeniach niż konsola (nawet na PC, bo chociaż Sony obiecało tę funkcję przy premierze, to dalej nie jest ona dostępna). Po wielu latach sięgam po rozgrywkę na smartfonie w podróży czy w komunikacji miejskiej — a co z Wami? Dajcie znać w komentarzach.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu