Technologie

Moduł „Nauka” mógł doprowadzić do katastrofy stacji ISS

KK
Krzysztof Kurdyła
5

Pechowy moduł „Nauka” zdestabilizowała Międzynarodową Stację Kosmiczną, a mogło być gorzej. Historia jego budowy i połączenia ze ISS nie poprawi raczej opinii o rosyjskim przemyśle kosmicznym. Pytanie, czy to koniec problemów, jest ciągle aktualne.

Jeśli śledziliście wczorajsze dokowanie „nowego” modułu „Nauka” do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, to mogła się Wam przypomnieć prześmiewcza sekwencja o radziecko-rosyjskiej technice z filmu „Armageddon”. Oczywiście tamten obraz był drastycznie przerysowany, a wkład ZSRR i Rosji w rozwój przemysłu kosmicznego jest niepodważalny, ale historia nieszczęsnej „Nauki” z pewnością przyczyni się do utrwalenia stereotypów o prymitywizmie rosyjskiego przemysłu kosmicznego.

Niemiłe złego początki

Perypetie związane z budową tego modułu i kolejnymi próbami wysłania go w kosmos opisałem już przy okazji wystrzelenia rakiety Proton-M z pechowym modułem na pokładzie, możecie przeczytać tę historię tutaj. Już wtedy zaznaczyłem, że start nie musi oznaczać końca problemów, ponieważ już przy wprowadzaniu „Nauki” na orbitę pojawiły się doniesienia o szeregu awarii. Szczególnie jedna z nich wyglądała niepokojąco, a dotyczyła problemów z napędem modułu.

Po paru godzinach pojawiły się uspokajające komunikaty i wydawało się, że sytuacja została opanowana. Jak się okazało później, cały czas trwała walka o to, aby moduł nie spłonął po paru dniach w atmosferze. Połączenie problemów komunikacyjnych z niemożnością odpalenia głównego silnika „Nauki” stworzało takie zagrożenie.

Pierwszych korekt kursu, polegających na ratunkowym podnoszeniu orbity modułu, dokonano przy pomocy silników pomocniczych. Jak się okazało w zbiorniku silnika głównego ciśnienie było zbyt wysokie i musiano je skorygować, wszystko trwało jednak dość długo, ponieważ komunikacja ciągle się rwała. W końcu główny napęd udało się odpalić i skierowano „Naukę” na poprawny kurs... prawie.

Prawie robi różnicę

W związku ze zmianą trajektorii lotu, wynikającą z opisanych wyżej perturbacji, musiano opracować nową procedurę manewru dokowania „Nauki”. Wymagało to między innymi zmiany pozycji przez Międzynarodową Stacji Kosmiczną. Godzinę przed połączeniem rosyjscy astronauci zauważyli, że „Nauka” i tak leci złym kursem, co jednak szybko naprawiono przy pomocy silników korekcyjnych.

Następnie moduł przeszedł w tryb automatyczny i udanie zadokował do przygotowanego wcześniej portu nadir w serwisowym module „Zviezda”. Parę dni temu mogliśmy podziwiać operację usunięcia i spalenia w atmosferze modułu Pirs, wykonanego przez bezzałogowy statek Progress.

Kiedy wydawało się, że to koniec problemów, trzy godziny po połączeniu, już po otworzeniu włazu ze „Zviezdy” do „Nauki” samoczynnie i w niekontrolowany sposób zaczęły się włączać się silniki korekcyjne modułu. Siła przez nie wytwarzana zaczęła wpływać na zmianę pozycji ISS. Kontrolerzy misji próbowali przeciwdziałać temu zjawisku, odpalając silniki „Zviezdy”, ale chaotyczne „strzały” silników „Nauki” powodowały, że nie przyniosło to zamierzonego efektu.

Sytuację opanowano dopiero, gdy silniki modułu wypaliły resztki paliwa. Stacja została zepchnięta ze swojej nominalnej pozycji i zakończyła niespodziewaną podróż z odchyleniem o 45°. Po wszystkim kontrolerzy lotu użyli zadokowanego do stacji statku transportowego Progress MS-17, do przywrócenia właściwej pozycji. Na obecną chwilę wygląda, że stacja nie odniosła uszkodzeń. Załoga nie odczuła w czasie całego wydarzenia żadnych wstrząsów.

Z powodu tego incydentu, NASA zdecydowało się na przesunięcie o co najmniej o jeden dzień startu misji OFT-2, w czasie której sprawdzany będzie statek kosmiczny Boeing CST-100 Starliner. W czasie bezzałogowego lotu ma on automatycznie zadokować, a następnie odłączyć się do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej.

Mogło być znacznie gorzej

Nie mniej pozostaje pytanie, co by się stało, gdyby silniki modułu odpaliły w niekontrolowany sposób w czasie samego manewru. Przypomnę, że kolizja statku kosmicznego ze stacją kosmiczną miała już kiedyś miejsce. W stację Mir uderzył, testujący nowy system dokowania, statek Progress M-34. Zniszczony został wtedy moduł „Spektr”, część ogniw słonecznych, a praca stacji została zdestabilizowana na wiele tygodni. Dla porównania, wspomniany Progress ważył około 7 ton, podczas gdy masa „Nauki” to aż 24 tony.

Koniec problemów? Cóż...

Po zadokowaniu trzeba będzie go doprowadzić do stanu operacyjnego. Wymaga to przynajmniej 11 spacerów kosmicznych, w czasie których montowane będzie okablowanie od różnych systemów ISS, uruchomione zostanie ramię przygotowane przez ESA. Przeniesione i zamontowane do nowego modułu zostaną, wyniesione jeszcze w 2010 r., specjalny radiator i śluza. W listopadzie Rosjanie mają też wystrzelić i połączyć z „Nauką” dodatkowy moduł dokujący „Prichal”.

Czy przy tych wszystkich operacjach na astronautów będą czekały kolejne niespodzianki? Niestety, patrząc na historię „Nauki”, wiek części urządzeń, jest to bardzo prawdopodobne. Pozostaje mieć nadzieję, że tym razem rosyjski moduł badawczy zaskoczy swoich twórców i całą „kosmiczną” społeczność inaczej niż dotychczas, czyli pozytywnie.

Źródła: [1], [2], [3]

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy: