8

Fatalna passa Boeinga. Starliner w rozsypce, ostatnia szansa SLS 25 lutego

Jeśli dla większości ludzi rok 2020 był ciężki i trudny, to u Boeinga właściwe zarząd mógł wzruszyć ramionami, u nich stan katastrofy trwa nieprzerwanie od 2018 r. O ile w kwestii samolotów jest szansa, że na niebo wzbije się w końcu poprawiony 737 Max, to niewiele wskazuje na to, że 2021 r. jakoś wybitnie poprawił sytuację działu produkującego technikę kosmiczną. Jeden z kluczowych projektów, SLS, już zawiódł i napiął grafik do granic możliwości, a kapsuła załogowa Starliner podążył ostatnio śladem większego brata.

Wypracowany pech

To, że Boeingowi sypią się w ostatnich latach wszystkie kluczowe projekty, nie wygląda na przypadek. Mająca dominującą pozycję na rynku lotniczym i hołubiona przez agencje rządowe i wojsko firma stała się leniwa i uznała jednocześnie, że bezkarnie może chodzić na skróty. Katastrofalne błędy doprowadziły do śmierci setek ludzi w wypadkach, gdyby nie SpaceX amerykańskie załogowe loty kosmiczne by nie istniały, a w kalendarz programu Artemis nie wierzą już nawet najwięksi optymiści.

These images/video show how teams rolled out, or moved, the completed core stage for NASA’s Space Launch System rocket from NASA’s Michoud Assembly Facility in New Orleans. Crews moved the flight hardware for the first Artemis mission to NASA’s Pegasus barge on Jan. 8 in preparation for the core stage Green Run test series at NASA’s Stennis Space Center near Bay St. Louis, Mississippi. Pegasus, which was modified to ferry SLS rocket hardware, will transport the core stage from Michoud to Stennis for the comprehensive core stage Green Run test series. Once at Stennis, the Artemis rocket stage will be loaded into the B-2 Test Stand for the core stage Green Run test series. The comprehensive test campaign will progressively bring the entire core stage, including its avionics and engines, to life for the first time to verify the stage is fit for flight ahead of the launch of Artemis I...Assembly and integration of the core stage and its four RS-25 engines has been a collaborative, multistep process for NASA and its partners Boeing, the core stage lead contractor, and Aerojet Rocketdyne, the RS-25 engines lead contractor. Together with four RS-25 engines, the rocket’s massive 212-foot-tall core stage — the largest stage NASA has ever built — and its twin solid rocket boosters will produce 8.8 million pounds of thrust to send NASA’s Orion spacecraft, astronauts and supplies beyond Earth’s orbit to the Moon and, ultimately, Mars. Offering more payload mass, volume capability and energy to speed missions through space, the SLS rocket, along with NASA’s Gateway in lunar orbit and Orion, is part of NASA’s backbone for deep space exploration and the Artemis lunar program.

SLS – ostatnia szansa

Cóż, jeśli chodzi o projekt rakiety mającej być koniem pociągowym programu Artemis, to nazwa raportu dotyczącego jej bieżącego stanu może przypominać to, z czego zawsze śmieją się graficy komputerowi:„Artemis Final v23 last v3 def end shit”, czy jakoś tak. Gdy dobrnięto po latach do finalnego testu statycznego Green Run, znów coś musiało pójść nie tak. Silniki RS-25 wyłączyły się po 67 sekundach, zamiast przepracować przewidziane 485.

To oczywiście spowodowało, że zaplanowany na koniec tego roku start Artemis 1 stanął pod ogromnym znakiem zapytania. Boeing i NASA chciały początkowo machnąć ręką na kolejną próbę i jak gdyby nigdy nic przygotowywać rakietę do startu. Podano nawet informację, że przerwanie pracy silników wynikło ze zbyt rygorystycznych norm przyjętych dla tej próby i generalnie wszystko jest super. Ostatecznie rozsądek jednak zwyciężył i ponowna próba odbędzie się już za trzy dni, 25 lutego.

Jednocześnie zdecydowano się skrócić jej czas do 4 minut, tyle ma wystarczyć do zaliczenia testów, których nie udało się przeprowadzić wcześniej. Czas pracy silników styczniowej próby był dokładnie taki, jak w trakcie rzeczywistego startu, w lutowej ma zapewnić tylko i wyłącznie odhaczenie pozycji na rozpisce. Decyzja dość kontrowersyjna, biorąc pod uwagę ile różnych problemów trapiło ten projekt. Przedstawiciele NASA i Boeinga zachowują jednak oficjalny optymizm, twierdząc, że jeśli wszystko pójdzie dobrze, ciągle jest szansa na start Artemisa w 2021 r.

Spalony Starliner

Tymczasem kolejny raz obsuwę zalicza również kapsuła załogowa Starliner CST-100, która pod koniec marca miała zaliczyć powtórny, bezzałogowy lot (Orbital Flight Test 2). Tym razem okazało się, że trzeba będzie wymienić całą awionikę kapsuły, która uległa… spaleniu w wyniku skoku napięcia. Jak podało NASA, ta niespotykana na takim poziomie sytuacja została spowodowana „problemem z konfiguracją sprzętu wsparcia naziemnego podczas końcowych testów” statku kosmicznego…

Jednocześnie podano, że Boeing „ciągle pracuje” nad oprogramowaniem kapsuły, które było przyczyną większości problemów w czasie pierwszego lotu. Zespoły naprawcze zakończyły ponoć wypełnianie 95% zaleceń, określonych przez niezależny audyt prawie rok temu. Nowej daty dla OFT-2 nie podano, ale na pewnie nie odbędzie się wcześniej niż 2 kwietnia.

Gdyby każde z tych wydarzeń, które dotknęły produkty Boeinga wydarzyły się pojedynczo, można by mówić o jakimś pechu. Patrząc na firmę całościowo, widać, że duch inżynieryjny został zastąpiony przez korporacyjny, a główne decyzje podejmuje się, myśląc kategoriami księgowymi. Nie da się też ukryć, że zawiązek NASA i Boeinga, dodatkowo żyrowany politycznie, jest po prostu patologiczny.

„Praca zespołowa Boeinga i NASA nad wszystkimi aspektami przygotowań do lotu, w tym ostatecznej certyfikacji, analizy zagrożeń i testowania oprogramowania jest nadzwyczajna” – taki tekst, po wydaniu miliardów dolarów i ciągłych obsuwach może wywołać tylko uśmiech politowania.

Aktualizacja.
Kłopoty z jednym z zaworów głównego zespołu napędowego SLS spowodowały, że termin 25 lutego stał się nieaktualny. Trwa sprawdzanie problematycznego elementu, nowa data testu statycznego będzie dopiero ustalona. Dramat.