Gry

Recenzja Outriders: Worldslayer. Destiny chwalicie, swego nie znacie

Kacper Cembrowski
2

Outriders, polski looter-shooter debiutujący w kwietniu zeszłego roku, doczekał się pierwszego DLC. Czy Worldslayer jest dla produkcji People Can Fly tym, czym The Witch Queen było dla Destiny 2?

Outriders pozostawiło po sobie dość słodko-gorzki posmak. Chociaż polski deweloper stanął na wysokości zadania pod względem zbudowania całkowicie nowego uniwersum, które wyszło naprawdę nieźle, to zdecydowanie brakowało tam jakiegokolwiek przełomu - i trochę dopracowania, szczególnie w okolicach premiery, kiedy gra… cóż, nie nadawała się zbytnio do grania. Minęło jednak sporo czasu, podstawka prezentuje się w tym momencie naprawdę solidnie - brakowało jednak soczystego endgame’u i opowiedzenia historii w taki sposób, aby zatrzymać przy sobie graczy - a w końcu to jest podstawą w produkcjach tego typu. Czy Worldslayer jest lekiem na wszystkie grzeszki podstawki, tak jak oczekiwano?

Fabuła brzmi nieźle, ale na niewiele się to zdaje

Jak się okazuje, dotychczasowe starania nie przyniosły oczekiwanych skutków - anomalie obecne na Enoch wcale nie ustępują, a wręcz przeciwnie, zabijają coraz więcej przybyszów z Ziemi. Gdyby tego było mało, na Rift Town, naszą bazę wypadową, najeżdża przerażająca, ognistowłosa Ereshkigal ze swoją armią. Problemy miały zniknąć, a zrobiło się ich dwa razy tyle - ciężar jednego i drugiego zadania oczywiście spoczywa na barkach naszego Outridera.

Całość, trzeba przyznać, brzmi całkiem nieźle i zachęcająco. Problem jednak jest w tym, że historia nie jest prowadzona w żaden specjalny sposób - właściwie przez całą rozgrywkę czułem się, jakbym stał trochę z boku wszystkich tych wydarzeń, będąc zaledwie pachołem od biegania z pukawką. Pewnie, to w końcu looter-shooter, w którym głównie liczy się szkielet rozgrywki, bronie i akcja (chociaż pod tym względem Worldslayer też wypada różnie, ale do tego wrócimy). Mimo wszystko, zwyczajnie potrzebna jest angażująca historia, co udowodniła chociażby seria Destiny od Bungie, gdzie pierwsza część bez DLC również mocno pod tym względem kulała. Twórcy należący już do Sony wyciągnęli jednak wnioski - i People Can Fly też się starało to zrobić, chociaż bez tak owocnych skutków. Tutaj ponownie historia nie jest w stanie zaabsorbować gracza, a szkoda, bo sam zamysł miał naprawdę spory potencjał. Główna część rozgrywki rozpoczyna się jednak dopiero po zakończeniu kilkugodzinnej kampanii, kiedy trafiamy do Tarya Gatar, do czego wkrótce wrócimy.

Grasz w looter-shootery dla niekończącej się akcji? Ja też, ale w Outriders: Worldslayer będziesz uciekał i szukał osłony

To, że Worldslayer będzie sporym wyzwaniem, wiedzieliśmy już od jakiegoś czasu. Sam fakt, że żeby rozpocząć kampanię najnowszego DLC, musimy mieć postać na minimum 30 poziomie. Pomyślicie - no tak, skoro to kontynuacja wydarzeń z podstawki, to nie ma w tym nic dziwnego. Najpierw skończę pierwszą kampanię, rozwinę swoją postać, przygotuję sobie doskonały build, który idealnie pasuje do mojego stylu grania, i wtedy ruszam na podbój Worldslayera. Cóż… People Can Fly postanowiło, że zrobi trochę inaczej. Jeśli nigdy wcześniej nie graliście w podstawkę, nie musicie tego robić - wybierając Nową grę, możecie od razu przeskoczyć do Worldslayera, tworząc postać od zera. Ta automatycznie wskoczy na 30 poziom i będzie miała nieco rozwinięte drzewko umiejętności. Ciężko jednak nie odnieść wrażenia, że jest to dość specyficzna decyzja.

Worldslayer nie jest dodatkiem łatwym. Gra będzie sprawiać mnóstwo trudności niemal od samego początku. W eksplorowanych lokacjach przyjdzie nam się mierzyć nie tylko z hordami wrogów, ale kiedy podejmiemy próbę pokonania większego i silniejszego przeciwnika, na polu bitwy i tak będzie roić się od regularnych wrogów. To sprawia, że pojedynek już z drugim bossem, jakim jest Rybak, jest niesamowicie trudny i wymaga kilku (no dobra, kilkunastu) prób. Nie wyobrażam sobie zatem, co muszą przeżywać gracze, którzy przy pierwszym odpaleniu Outriders zdecydują się na Worldslayera - i szczerze to odradzam. Ja co chwilę musiałem uciekać (a w końcu nie tego oczekuję po tego typu grze) i nawet specjalnie umiejętności mojego Outridera w postaci nieprzyjmowania obrażeń przez 10 sekund czy wysysania życia z wrogów pokonanych na bliskim dystansie nie były w stanie pomóc, nie wspominając już o dopieszczonym buildzie postaci. Jeśli jednak lubicie wyzwanie i kochacie gnieść kontroler w swoich dłoniach z nerwów - będziecie zachwyceni.

Looter-shooter? Przez pierwsze godziny raczej tylko shooter

Nie da się również ukryć, że przez pierwsze godziny Worldslayera jest zaskakująco mało lootu. W końcu mięskiem rozgrywki w produkcjach tego typu jest ogrom broni, przedmiotów, modyfikacji - wszystkich aspektów, które pozwalają nam rozbudować własną postać. Tego w pierwszych godzinach zwyczajnie brakuje i sytuacja zmienia się właściwie dopiero pod koniec DLC.

Szkoda, że twórcy nie poszli bardziej w stronę roguelike

Patrząc na schemat rozgrywki w endgamie, czyli wspomnianym wcześniej Tarya Gatar, ciężko nie doszukać się tutaj elementów roguelike. Każda gra polega na tym samym - jak najszybszym przejściem do bossa z ewentualnym zbieraniem lootu z sarkofagów po drodze, i pokonaniem go, co daje nam gwarancję otrzymania legendarnego przedmiotu. Gdyby ścieżki się od siebie różniły, dungeony potrafiły zaskakiwać i za każdym razem mielibyśmy do czynienia z czymś innym, całość naprawdę potrafiłaby zabawić - tutaj niestety tak nie jest. DLC do Outriders zawiera minimum elementów losowych. Nie wiem, w jaki sposób miałoby to zabawić graczy na dziesiątki czy setki godzin, bo sama struktura rozgrywki wskazuje, że jest to produkcja “na raz”.

Nie mam na myśli nawet losowego generatora poziomów, ale chociażby niewielkich zmian dungeonów raz w tygodniu - po prostu, żeby gracze mieli jakikolwiek powód do powrotu. W obecnej formie Tarya Gatar zwyczajnie nuży. Warto również wspomnieć, że tutaj nie ma sensu wybierać się solo - obawiam się, że osiągnięcie sukcesu grając w pojedynkę jest niemożliwe. Tutaj jednak rodzi się kolejna kwestia.

O matchmakingu słów kilka

Tarya Gatar niemal wymaga od nas kooperacji, czego niestety nie ułatwia matchmaking w grze. Kluczowy do odbierania nagród jest tutaj Apocalypse Tier - gra często łączy nas z kimś na niższym poziomie, przez co nie dostajemy żadnych benefitów i zwyczajnie marnujemy czas. Jeśli chcecie przejść dungeon ze znajomym, który jest dużo słabszy od Was - nie ma innego wyjścia, jak to, żeby zdobył Wasz poziom. Brakuje tutaj jakiegoś balansu poziomu trudności i lepszego działania łączenia graczy.

Outriders pod względem gameplayu może równać się z Destiny. Reszta… cóż

Najgorsze jednak jest to, że nie mogę napisać, żebym bawił się źle - bo zwyczajnie musiałbym skłamać. Outriders to doskonały looter-shooter z miodnym gameplayem i świetnym systemem strzelania. Samo granie jest naprawdę przyjemne - a w końcu o to chodzi.

Ilość broni dostępnych w grze, buildów, a nawet same umiejętności dla każdej klasy bohatera - to wszystko zwyczajnie zachwyca i sprawia, że od Outriders ciężko się oderwać… do momentu, aż nie skończycie historii. Problemem właśnie jest podejście People Can Fly i nieumiejętność wyciągania trafnych wniosków - bo chociaż Worldslayer pozwolił mi powrócić do tej gry i czerpać radość z rozgrywki, to zwyczajnie nie czuję absolutnie żadnej potrzeby, aby znów próbować swoich sił w Tarya Gatar. A szkoda, bo naprawdę bym chciał.

Mętlik w głowie

Przez to wszystko w istocie sam nie wiem, co o tym wszystkim myśleć. Outriders to naprawdę świetna gra, gwarantująca mnóstwo frajdy - a jednocześnie niczym nie zaskakuje, jest okropnie powtarzalna i Worldslayer nie naprawia błędów podstawki, co było jego głównym zadaniem. Czy dodana treść jest warta 160 zł? Zdecydowanie nie. Czy bawiłem się dobrze, pierwszy raz doświadczając Worldslayera? Mimo wszystko - tak. Poczekajcie do kuszących promocji lub obecności DLC w Xbox Game Pass lub PlayStation Plus - wtedy na pewno nie będziecie zawiedzeni.

Outriders: Worldslayer - plusy i minusy
plusy
  • To nadal świetny looter-shooter
  • Doskonała rozgrywka
  • System strzelania
  • Ilość broni
  • Buildy
minusy
  • Historia powiela błędy podstawki
  • Brak różnorodności
  • Niezrozumiałe decyzje
  • Mimo wielkich planów, Worldslayer to dodatek "na raz"
  • Zepsuty matchmaking
  • Konieczność gry w ekipie
  • Stosunek ceny do ilości zawartości

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu