12

Oto mój sposób na nocne granie na Xboksie – Turtle Beach Ear Force XO SEVEN Pro

Każdy konsolowiec, który nie mieszka sam, dobrze zna wartość porządnych słuchawek. Posiadacze PS4 mają łatwiej, bo po prostu podłączają dowolny headset pod pada i wszystko gra (dosłownie). W przypadku Xboksa One już tak kolorowo nie jest, bo potrzebujemy specjalnej przejściówki… albo odpowiednich słuchawek. Takimi są na przykład Turtle Beach Ear Force XO SEVEN Pro. Pod tą […]

Każdy konsolowiec, który nie mieszka sam, dobrze zna wartość porządnych słuchawek. Posiadacze PS4 mają łatwiej, bo po prostu podłączają dowolny headset pod pada i wszystko gra (dosłownie). W przypadku Xboksa One już tak kolorowo nie jest, bo potrzebujemy specjalnej przejściówki… albo odpowiednich słuchawek. Takimi są na przykład Turtle Beach Ear Force XO SEVEN Pro.

Pod tą nieco długawą nazwą kryje się przewodowy headset o zastosowaniu stricte gamingowym, z których firma Turtle Beach słynie (w branży siedzą od 35 lat, więc nie jest to żadna wydmuszka). W jej ofercie znajdziemy całą masę różnych zestawów. Co najważniejsze, nie są one projektowanie pod kątem uniwersalnych zastosowań, ale specjalnie przystosowywane do konkretnych urządzeń. Testowany przeze mnie model zaprojektowano przede wszystkim z myślą o Xboksie One. Choć trzeba dodać, że w pudełku umieszczono również dodatkowy kabelek z myślą o urządzeniach mobilnych. Posiada on przycisk słuchawki, a więc możemy szybko odbierać połączenia głosowe.

Konstrukcja

Budowa XO Seven Pro na pierwszy rzut oka przytłacza wszechobecnym plastikiem. Metalowe elementy (których zapewne tutaj nie brakuje) ukryto wewnątrz. Całość sprawia wrażenie mimo wszystko dość masywnej i wytrzymałej. Nie znam osób, które rzucają słuchawkami, ale jeżeli się Wam zdarza, nie powinno to skończyć się dla tych słuchawek tragicznie. Zastosowany materiał nie sprawia wrażenia tandetnego – wręcz przeciwnie. Nie doświadczyłem przy tym tutaj żadnego trzeszczenia czy skrzypienia, co w przypadku plastikowych konstrukcji miewa miejsce.

Pałąk jest gruby i sztywny. Obito go sztuczną skórą. Na wierzchu w oczy rzuca się logo Turtle Beach, a na krawędziach grube, estetycznie wyglądające szwy. Od wewnątrz mamy kolejny szew, tym razem ozdobny. Wewnątrz napchano gąbki, która sprawia, że headset wygodnie leży na głowie.

Im bliżej muszli, tym więcej plastiku. W oczy rzucają się tutaj solidne mechanizmy regulacji, które działają dość ciężko (charakterystyczne klikanie pozwala precyzyjniej dopasować je do rozmiaru głowy). Daje to nam gwarancję, że w miarę upływu czasu nie wyrobią się i nie będą mimowolnie zmieniać rozstawu. Same muszle są bardzo elastyczne. Możemy je swobodnie obracać i pochylać. Tutaj dla odmiany mechanizmy działają płynnie i lekko.

Ciekawym, aczkolwiek stricte gadżeciarskim rozwiązaniem są wymienne klapki na muszlach. Pozwalają one na spersonalizowanie naszych słuchawek. Na stronie producenta znajdziemy dziesiątki zamienników w cenach od 9 do 12 dolarów z motywami z gier i nie tylko. Fajny sposób, żeby uczynić headset niepowtarzalnym.

Od wewnątrz muszli mamy pokryte sztuczną skórą gąbki. Każdą z nich producent przyozdobił swoim logo. Szczerze mówiąc, o wiele bardziej wolałbym zobaczyć tutaj oznaczenia „lewa – prawa”.

Całość jest bardzo wygodna, świetnie obejmuje ucho i nie męczy nawet przy dłuższym użytkowaniu. Jest to tym bardziej zaskakujące, bo headset nie należy do lekkich (301 g). Po pięciu godzinach ciągłego grania słuchawek właściwie nie czuje się na głowie. Choć przez pierwsze kilka godzin po wyjęciu z pudełka miałem wrażenie, że trochę za mocno uciskają czaszkę. Wrażenie to jednak szybko minęło i XO Seven Pro spisywały się doskonale. To jedne z najbardziej wygodny słuchawek, jakie dotąd miałem na uszach.










Oplatany kabel sygnałowy wyprowadzono z lewej muszli. Niestety jest on przymocowany na stałe. Zamiast wtyczki 3,5 mm mamy tutaj nietypowe złącze Mini-DIN (wizualnie identyczne jak klasyczne PS/2 w myszach i klawiaturach). Pozwala to wymienić kabel dedykowany XOne na drugi – przeznaczony z myślą o urządzeniach mobilnych. Niestety w ten sposób producent uniemożliwił nam stosowanie alternatywnych, bardziej uniwersalnych przewodów. Sam kabel ma długość ok. 1 m, co do grania na konsoli jest w zupełności wystarczające (w końcu podłączamy go do pada).

Lewa muszla posiada również otwór minijack na mikrofon. Ten znajdziemy w pudełku. Ma klasyczną, giętką konstrukcję i jest zwieńczony grubą, piankową końcówką. Nic nadzwyczajnego w jego wyglądzie nie dostrzegłem.

Dźwięk i możliwości

Przejdźmy do najważniejszego, a więc możliwości. Jak wspomniałem, pad do Xboksa One nie posiada złącza słuchawkowego. Ulegnie to zmianie wraz z wprowadzeniem konsoli w wersji 1 TB. Będzie ona sprzedawana z nową wersją pada, gdzie ten problem rozwiązano. Nie spodziewam się jednak, aby dotychczasowi posiadacze XOne pobiegli od razu do sklepu, więc takie rozwiązania jak opisywane ciągle będą pewnie cieszyły się zainteresowanie.

Turtle Beach stworzyło własną przejściówkę, która wizualnie po części przypomina tę od Microsoftu. Wyposażono ją w gumowe przyciski, za pomocą których oddzielnie regulujemy głośność słuchawek oraz mikrofonu. Mamy tutaj również przycisk całkowitego dezaktywowania tego ostatniego. Dużym plusem jest kilka predefiniowanych ustawień wewnętrznego korektora. Za pomocą osobnego przycisku przełączamy się między trybami: Natural Sound, Bass Booster, Bass & Treble Booster and Vocal Booster. Mikrofon również ma dwa ustawienia: bardziej czuły dla cichych pomieszczeń oraz mniej wyczulony dla pomieszczeń o dużym natężeniu hałasu.

Sam adapter jest jednak gorzej wykonany niż oficjalny od Microsoftu. Po wczepieniu do pada daje się wyczuć delikatny luz. Gumowe przyciski ustępują również ergonomią plastikowym. Nie to jest jednak najgorsze, a stabilność działania. Otóż w niektórych sytuacjach (rzadko, ale jednak) pojawiają się trzaski i chrupnięcia. Kilkukrotnie dźwięk natomiast całkowicie zanikł na krótką chwilę. Niestety nie potrafię zlokalizować problemu – adapter podłączałem do dwóch padów i sytuacja się powtarzała. W słuchawkach za 160 dolarów, aspirujących do zastosowań profesjonalnych to niedopuszczalne. Gwoli ścisłości dodam, że po podłączeniu do PC problem nie występuje.

Turtle Beach Ear Force XO Seven Pro to dwa neodymowe przetworniki o średnicy 50 mm. Nie są one ani trochę muzykalne. Prawdę powiedziawszy w muzyce headset sprawdza się po prostu miernie. Jeżeli będziecie chcieli stosować go zamiennie do grania i słuchania MP3, to zdecydowanie odradzam.

Sytuacja w grach wygląda o wiele lepiej, choć trzeba zaznaczyć, że nie jest to dźwięk 5.1 ani tym bardziej 7.1, tylko zwykłe stereo. Może to początkowo odstraszać, bo w tej cenie zapewne znajdziemy już rozwiązania oferujące bardziej przestrzenne doznania. Trzeba jednak zauważyć, że XO Seven Pro radzą sobie w większości przypadków świetnie. Tony niskie są głębokie i soczyste – efekty wystrzałów i eksplozji przyjemnie drażnią uszy. Po środku jest już nieco gorzej, bo dźwięk wydaje się nieco za bardzo spłaszczony. Tony wysokie, są natomiast bardzo czyste, ostre i wyraźne. Balans pomiędzy dźwiękami wydaje się zachowany. Nie doświadczyłem żadnych rażących zniekształceń ani przesterowań, aczkolwiek przyznaję, że nie jestem audiofilem, więc pewne niedociągnięcia mogły mi umknąć. Pasywna redukcja szumów nie jest idealna, ale dość skutecznie tłumi większość dźwięków otoczenia.

W każdym razie myślę, że nie XO Secen Pro nie jest doskonały na tym polu. Miałem na uszach headsety, które brzmiały dużo lepiej. Równolegle grałem z HyperX Cloud I na uszach i przyznaję, że dźwięk, który się z nich wydobywał, bardziej przypadł do gustu.

Podsumowanie

Turtle Beach Ear Force XO Seven Pro nie jest może najlepiej brzmiącym headsetem dla graczy na rynku. W swojej kategorii cenowej rozczarowuje też brak wsparcia dla dźwięku przestrzennego oraz problemy z działaniem adaptera do pada XOne. Słuchawki nadrabiają jednak wygodą – doskonale leżą na głowie, świetnie się dopasowują i są bardzo wygodne. Do plusów trzeba też zaliczyć predefiniowane ustawienia dźwięku oraz mikrofonu, które pozwalają lepiej dostosować odgłosy z gier do swoich preferencji i poprawić nasze brzmienie w rozgrywce wieloosobowej. Gracze z całą pewnością docenią też przyjemny design oraz możliwość personalizacji – choć nie są to cechy, które powinny decydować o zakupie słuchawek.

Przyznaję, że spodziewałem się nieco więcej od słuchawek za 160 dolarów z dopiskiem „Pro” w nazwie. Nie mogę jednak napisać, że potencjalny nabywca będzie rozczarowany. To dobry headset o wielu walorach i przyzwoitej jakości dźwięku, który oczarowuje przede wszystkim wygodą i komfortem użytkowania, a przy tym oferuje kilka rozwiązań dla Xboksa One, których nigdzie indziej nie znajdziemy.