Nokia

Nokia zrobiła na mnie spore wrażenie - Lumia 1020 to prawdziwe wejście smoka

MS
Maciej Sikorski
46

Wczoraj wieczorem (czasu polskiego) Nokia zaprezentowała smartfon Lumia 1020. Na temat tego modelu mówiło się dużo lub bardzo dużo na długo przed samą premierą. Wiele osób zastanawiało się, czy fińską firmę stać na przysłowiowe wejście smoka i czy może nas ona jeszcze czymś zaskoczyć. Okazało się, ż...

Wczoraj wieczorem (czasu polskiego) Nokia zaprezentowała smartfon Lumia 1020. Na temat tego modelu mówiło się dużo lub bardzo dużo na długo przed samą premierą. Wiele osób zastanawiało się, czy fińską firmę stać na przysłowiowe wejście smoka i czy może nas ona jeszcze czymś zaskoczyć. Okazało się, że może – jestem skłonny uznać wczorajszą imprezę za jedną z najciekawszych i najważniejszych premier Nokii na przestrzeni kilku ostatnich kwartałów, a może nawet lat.

Już na wstępie zaznaczę, że nie będę się rozwodził nad fotograficznymi możliwościami smartfonu. Po pierwsze, nie jestem w tej materii fachowcem i oddam głos innym, a po drugie, warto chyba poczekać na obiektywne testy, które dadzą klarowną odpowiedź na pytanie, czy propozycje Nokii faktycznie są rewolucją. Kwestię specyfikacji także pominę – pisałem o nich wczoraj na podstawie przecieków i doniesienia te zostały potem potwierdzone. Zresztą, Nokia dała kilkanaście godzin temu jasno do zrozumienia, iż zagadnienie podzespołów (oprócz tych z modułu fotograficznego) stanowi zaledwie tło i mało atrakcyjny "dodatek", które należy omówić niejako z konieczności.

Jeżeli ktoś śledził wczorajszą premierę, to zapewne zwrócił uwagę na jej motyw przewodni, czyli aspekt fotograficzny. Nie dało się tego nie zauważyć, ponieważ na tym zagadnieniu zbudowano praktycznie całą prezentację. Aparat nie był dodatkiem – on stał się wizytówką i orężem urządzenia. Nokia eksperymentowała z aparatami (rozwiniętymi) w słuchawkach już od dłuższego czasu, ale teraz można chyba spokojnie napisać, że wspięli się w tej materii na przysłowiowe wyżyny (patrząc oczywiście na samą premierę i suche specyfikacje – jak już wspominałem, testy wykażą, czy nie są to zwykłe czary mary).

Od dłuższego czasu obserwujemy na rynku smartfonów wyścig producentów na liczbę megapikseli w aparatach oraz "rewolucyjność rozwiązań" w tych modułach. Zaczęło się (chyba?) od Nokii, ale temat szybko podchwycili inni producenci, a niejako zwieńczeniem ich prób jest smartfon Galaxy S4 Zoom, który stanowi hybrydę telefonu i aparatu. Zaraz po premierze tego urządzenia Nokia kpiła z rozwiązania Samsunga i zadawałem sobie wówczas pytanie, czy Finowie robią dobrą minę do złej gry, czy faktycznie mają dużo mocniejsze karty, które przyćmią pomysł Koreańczyków?

Nie jestem fanem żadnej ze wspomnianych firm i staram się zachować obiektywizm. Dlatego z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że ostatnie rozdanie zasłużenie wygrywa Nokia. Jeszcze przed fazą testów obu urządzeń należy zaznaczyć, że fińska korporacja zyskała olbrzymią przewagę – ich koncepcja jest spójna, wygląda na dobrze przemyślaną i zdolną do przywrócenia wiary w Nokię. Firma sprawia wrażenie gracza, który dokładnie wie, dokąd zmierza i jak zamierza się odnaleźć na rynku. Po premierach poprzednich flagowych Lumii nie miałem takiego wrażenia – wydawało się, że firma chce postawić na moduł foto, ale sama nie do końca jest o tym przekonana. Wczoraj wyglądało to znacznie lepiej.

Nowy smartfon prezentuje się po prostu dobrze. Choć nie miałem go w rękach, to z pierwszych relacji wynika, iż został solidnie wykonany, a przy tym stracił na wadze (w porównaniu z Lumią 920), co zapewne ucieszy wielu potencjalnych klientów. Sprzęt dobrze leży w ręce, a nakładka przekształcająca go w kompakt może się okazać strzałem w dziesiątkę. Ten element zaintrygował mnie, gdy pojawił się w przeciekach i wiele wskazuje na to, że może się stać o wiele mocniejszym dodatkiem niż opcja bezprzewodowego ładowania.

Skoro padło już słowo "kompakt", to zostańmy na chwilę przy tej kwestii. Kilka dni temu pisałem o obawach prezesa Nikona, który zdaje sobie sprawę z tego, że rynek aparatów kompaktowych będzie się kurczył. Trudno nie przyznać mu racji. Gdy spojrzy się na smartfon Nokii można sobie zadać pytanie, czy posiadanie takiego urządzenia i aparatu kompaktowego ma sens? Raczej nie – Lumia 1020 powinna doskonale spełniać role zarówno telefonu, jak i aparatu. Producenci działający w segmencie foto powinni jak najszybciej zrewidować swoje plany i uwzględnić w nich zmiany zachodzące na rynku, by za kilka lat nie okazało się, że branżę czeka mocne przetrzebienie.

Nokia pozytywnie zaskoczyła, ale czy może być pewna sukcesu? Gdyby urządzenie typu Lumia 1020 zaprezentowały korporacje Apple albo Samsung, to zapewne okazałoby się ono hitem. W przypadku fińskiego gracza nie jest to takie pewne. Choć Stephen Elop (CEO Nokii) i spółka zapowiadają silne wsparcie marketingowe dla tego modelu, to należy poczekać na rzeczywiste działania oraz ich efekty – same plany nie wystarczą. Osobiście kibicuję temu urządzeniu z przynajmniej kilku powodów, a wśród nich najważniejszym będzie wiatr w żaglach Nokii – jeżeli firma poczuje, że jej sytuacja zaczyna się zmieniać w dobrym kierunku, to może nas jeszcze zaskoczyć kolejnymi ciekawymi, a może nawet nieszablonowymi rozwiązaniami. Oby tak się stało.

Źródło grafik: Nokia

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

MobileNokiaSmartfonLumia 1020