75

Przy konstruowaniu smartfona można popełnić kilka błędów. Nokia zdecydowała się popełnić je wszystkie

Nokia wyraźnie pogubiła się i zaczęła wyraźnie odstawać od reszty rynkowej stawki. Niestety, ale dzisiejsza premiera pokazała to aż nazbyt mocno.

Bardzo lubię Nokię, chociaż trzeba przyznać, że ta sympatia bardziej wiąże się z momentem ich dominacji we wczesnych latach 00, a nie z tym, jakie firma miała perypetie po 2010 r. Jednak w dalszym ciągu, wybierając nowy smartfon, zadaje sobie pytanie, czy może tym razem nie postawić na Nokię. Za każdym jednak razem mój wybór padał na produkt innej firmy. Kiedy jednak usłyszałem, że Nokia wprowadza do swojego portfolio rewolucję, byłem tym faktem mocno podekscytowany. Jako, że zaczynam powoli zastanawiać się nad zmianą prywatnego smartfona, liczyłem na to, że któryś z nowych produktów Nokii mnie urzeknie.

Liczyłem, liczyłem i się… przeliczyłem. Niestety, to, co zaprezentowała Nokia nie tylko kompletnie rozminęło się z moimi oczekiwaniami, ale też – zostawiło w ustach bardzo nieprzyjemny posmak. Nokia bowiem zdaje się nie widzieć tego, w jakim kierunku zmierza rynek, oferując smartfony, które moim zdaniem nie przystają do realiów 2021 roku, szczególnie biorąc pod uwagę proponowaną cenę. Dlatego też postanowiłem zebrać swoje spostrzeżenia po konferencji w jednym miejscu by wyjaśnić wam, dlaczego moim zdaniem przy konstrukcji nowych smartfonów Nokii coś poszło bardzo, ale to bardzo nie tak.

1. microUSB w 2021 roku

Zaczynamy z grubej rury. Nie można, po prostu nie można jednocześnie mówić o tym, że „nasze urządzenia wchodzą w nową erę” a następnie pokazać telefonu z micro USB. Ja rozumiem, tniemy koszty maksymalnie jak się da, ale w momencie w którym wszystko – od smartfonów, przez laptopy, aż po głośniczki bluetooth – korzysta z USB-C, oferowanie dwóch modeli z microUSB jest moim zdaniem ruchem antykonsumenckim. Taki klient nie tylko będzie musiał nosić zawsze przy sobie swój własny kabelek, bo wszyscy będą mieli ładowarki z USB -C, ale też – jest to dla niego mniej wygodne. Co więcej – Unia Europejska nakazała zunifikować ładowarki by zmniejszyć liczbę elektrośmieci, natomiast Nokia, która dosyć głośno mówi o ekologii i ochronie środowiska naturalnego jako swój pierwszy nowy smartfon (C10 i C20) prezentuje telefon z gniazdem z którego mało kto dziś korzysta. I ja rozumiem, że cena 449 zł nie jest wygórowana, ale na rynku mamy wręcz zatrzęsienie telefonów za 300 -350 zł (np. Redmi 9) które mają USB-C, więc argument, że zbyt dużo by kosztowało umieszczenie tego złącza w telefonie kompletnie do mnie nie trafia.

2. 5/10 W ładowanie w 2021

O ile jeszcze jestem w stanie zrozumieć, że w przypadku modelu za 500 zł mamy podstawowe, powolne ładowanie (chociaż i tu spotyka się już chociażby 18 W ładowarki), o tyle chciałbym zapytać, jakim cudem w modelu G20, którego cena „zaczyna się od 769 zł”, a skończy pewnie na 867 zł ktoś zaserwował ładowanie 10 W. Czy Nokia przegapiła, że na rynku są już takie smartfony jak realme 8, które za 800 zł oferują 3x szybsze ładowanie, a jeżeli realme 7 Pro stanieje jeszcze trochę – to dostępne będzie 65 W. Świat odkrył plusy szybkiego ładowania i kompletne olanie tego trendu nie służy dobrze sprzedaży.

3. Budżetowy telefon nazwany flagowym, oferowany w cenie superśredniaka + zbyt wysoka wycena innych urządzeń

Pamiętacie Nokię 8 Sirocco? Tak, tę, która miała 6 GB RAM, Snapdragona 835, ekran P-OLED 1440 x 2560 pikseli, wodoszczelność i Gorillę Glass 5? Tak, była wyceniona wysoko, ale na swoje czasy była bardzo kompetentnym flagowcem. To, co dziś Nokia wystawia do walki jako swój flagowy model w niczym nie nawiązuje do tej historii. Mamy tu bowiem Nokię X10. Najwyższy model, którego ceny „zaczynają się od 1499 zł”. I co za te 1500 zł dostajemy? 4 GB RAM, 64 GB miejsca na dane, Snapdragona 480, ekran IPS FHD+, 18 W ładowanie i obiektyw główny 48 Mpix, którego jedyną zaletą jest autofocus i logo Zeiss. Jeszcze śmieszniej robi się, kiedy przyjrzymy się Nokii X20. Tutaj cena za 6 GB RAM i 64GB pamięci (inne parametry pozostają te same) zaczyna się od 1799 zł i idąc tym tropem za wersję z 8 GB RAM i 128 GB miejsca trzeba będzie zapłacić 1999 zł.  I przypominam, że jest to telefon bez żadnej funkcji, którą dziś można byłoby uznać za współcześnie pożądaną, a we flagowcach – wręcz wymaganą. Gdzie ekran OLED? Gdzie wyższe odświeżanie? Aparat z zoomem optycznym? A może jakaś wodoszczelność? Albo chociaż głośniki stereo… Nie, absolutnie nic?

1999 zł za telefon ze Snapdragonem 480, bardzo przeciętnym ekranem, dosyć powolnym ładowaniem i raczej przeciętnym aparatem. Za tę cenę mogę mieć dwa (!) topowe warianty debiutującego w tym samym dniu realme 8, który pobije nokię X20 pod każdym względem – ma mocniejszy procesor, lepszy ekran (AMOLED), większą baterię, szybsze ładowanie i (prawdopodobnie) lepsze aparaty. A co, jeżeli mam do wydania 1799 zł i chcę z tego wycisnąć maksimum? Wtedy mogę wybrać chociażby POCO F3, który w tych pieniądzach zostawia podstawowy model Nokii X20 w piachu – AMOLED 120 Hz, Snapdragon 870, 8 GB RAM, 5G, 256 GB miejsca na dane, podwójne głośniki stereo, Wi-Fi 6… mam wymieniać dalej?

Pozostałe modele również nie prezentują się najlepiej. O serii C już mówiliśmy. Jeżeli porównamy C20 do wspomnianego Redmi 9 jawi nam się przepaść. Ten drugi nie dość, że kosztuje mniej, to ma mocniejszy procesor (MediaTek Helio G80 vs. SC9863a), więcej RAMu (3 vs. 1 GB), więcej pamięci na dane (32 GB vs. 16 GB), lepszy ekran (FHD+ vs. HD+), większą baterię (5020 mAh vs. 3000 mAh), szybsze ładowanie (18 W vs. 5 W), lepsze możliwości foto (13 Mpix PDAF, 8 Mpix [szeroki kąt], 5 Mpix [macro], 2 Mpix [głębia] vs. 5 Mpix) i w końcu takie funkcje jak NFC, Wi-Fi w standardzie ac czy czytnik linii papilarnych, których model Nokii po prostu nie posiada. Bardzo podobna sytuacja ma miejsce w przypadku serii G. Po prostu możliwości tych telefonów bardzo, ale to bardzo odstają od klasy cenowej, w której są oferowane.

4. Mówimy o ekologii, ale nasze telefony nie dostaną nowej wersji Androida

Na domiar złego, bardzo zabolał fakt, że w ekologicznej narracji Nokii pojawiają się wyrwy. Po pierwsze, bardzo fajnie, że Nokia sugeruje, że dziś nasze telefony są z nami dłużej, a przez to, że nie zmieniamy ich tak często, chronimy środowisko. Wszystko fajnie, ale żeby nasz telefon był z nami dłużej, potrzebne jest jego wsparcie przez producenta. I o ile w serii X Nokia zrobiła dobrą robotę (3 nowe wersje Androida i 3 lata poprawek bezpieczeństwa) o tyle jednocześnie pokazała, że ich marketingowe slogany są tylko tym – marketingowymi sloganami. W przypadku modeli C10 i C20 nowych wersji Androida… nie będzie wcale. Będą poprawki bezpieczeństwa, ale jeżeli chcesz mieć którąś z funkcji kolejnych edycji systemu operacyjnego, musisz kupić nowy smartfon. Jak to się ma do ekologii? Raczej nijak. Jest to sytuacja jeszcze gorsza niż w przypadku OnePlusa, który do niektórych telefonów daje tylko jedną nową wersję systemu. Tylko że OnePlus nie mówi tyle o środowisku.

5. Mówimy o ekologii i usuwamy ładowarkę, ale… tylko z jednego modelu

Drugą luką, którą bardzo szybko można wychwycić patrząc na zestawy z telefonami, to fakt, że w imię wspomnianej ekologii Nokia usunęła z zestawów X10 i X20 ładowarki. Nie przeczę – jeżeli chcą w ten sposób rzeczywiście chronić środowisko to chwała im za to, jednak moje pytanie brzmi – dlaczego, jeżeli tak im na tym środowisku zależy, to nie zrobili tego samego z ładowarkami w G10, G20 i C20? Czy te ładowarki nie szkodzą środowisku w ten sam sposób? Oczywiście, że szkodzą. Jednak brak ładowarki w zestawie to bardzo dobry sposób na przycięcie nieco grosza (na za wysoko wycenionym telefonie) i Nokia moim zdaniem marketingowo strzeliła sobie w stopę, próbując ten koncept przepchnąć, prezentując wszystkie produkty na jednej konferencji. Ludzie po prostu nie uwierzą, że za tą decyzją stoi coś więcej niż poszukiwanie oszczędności.

6.  Finalnie – dlaczego w 2021 roku mamy telefony z pasem startowym na dole?

To pytanie kołatało mi się w głowie przez cały czas trwania konferencji. Od momentu, w którym powstały telefony bezramkowe trwa trend, by podbródek był mniejszy i mniejszy. Ba, doszliśmy do momentu, w którym większość smartfonów już praktycznie go nie ma. Tymczasem Nokia od zawsze miała gigantyczny pas startowy na dole, który wizualnie był naprawdę mało zachęcający, szczególnie w telefonie pozycjonowanym jako „wyższa półka”. Myślałem, że „nowe otwarcie” coś w tym temacie zmieni. Nope. Nic nawet nie drgnęło i smartfony Nokii odstają od innych wizualnie tak bardzo, że nawet przy najlepszej specyfikacji po prostu nie przemówiłyby do mnie, ponieważ lubię otaczać się przedmiotami, które mi się wizualnie podobają. Tłumaczenie Nokii jest takie, iż podbródek ten jest niezbędny by zmieścić w nim lepszy niż u konkurencji zestaw anten. Problem polega na tym, że nie przypominam sobie, kiedy ostatnio w Samsungu S21 Ultra czy Xiaomi Mi 11 ktoś zgłaszał problemy z zasięgiem.

Podsumowując – moim zdaniem Nokia porządnie się pogubiła. Nowe otwarcie, mające być świętem marki pokazało, że producent albo nie ma pomysłu, albo też – nie nadąża za konkurencją. Przyczyny takiego stanu mogą być różne. Jednak rynek nie będzie się na nie oglądał. Przykład LG pokazał, że nawet jeżeli masz bardzo dobre smartfony, ale nie potrafisz ich wycenić, bardzo szybko wypadasz z gry. Nokii z zaprezentowanymi dziś modelami będzie bardzo ciężko nawiązać walkę z jakąkolwiek konkurencją, a pokłady nostalgii napędzające sprzedaż nieco się już wyczerpują. Nie oznacza to, że żywię do samego producenta jakiekolwiek negatywne uczucia i życzę mu źle. Jest wręcz przeciwnie. To, czego bym sobie życzył, to nie 6 smartfonów, ale jeden, który będzie porządnie zbudowany, będzie posiadał wszystkie funkcje których pożądają dzisiejsi konsumenci i będzie rozsądnie wyceniony.

Tylko tyle i aż tyle.