Motoryzacja

Niepełnosprawność i samochód. Jak samochód stał się dla mnie niemal tak ważny jak wózek

Kamil Świtalski
2

Polska jest krajem, który w wielu aspektach stara się nadążać za trendami dotyczącymi różnorakich praktycznych form pomocy dla osób niepełnosprawnych. Jednak przemieszczanie się po mieście czy kraju długo pozostawało kwestią bardzo problematyczną. Stąd zawarte w tytule, nieco absurdalne na pierwszy rzut oka stwierdzenie, że auto stało się dla mnie tak ważne jak wózek.

Autorem tekstu jest Zbigniew Pławecki - Pasjonat esportu, obieżyświat i DJ, redaktor Gaming Society. Gracz od ery 8-bitowców, piszący o grach od blisko 20 lat, wózkowicz całe życie

Witajcie, jestem Zbyszek - mieszkający w Katowicach i zakochany w tym regionie pasjonat gier, esportu, nowoczesnych technologii i wszelkich podróży. Podróżnikiem zostałem z chwilą zdobycia prawa jazdy i wejścia w posiadanie pierwszego samochodu, który stał się dla mnie podstawowym środkiem transportu na odległości większe niż moja dzielnica. To wraz z nim przyszła prawdziwa samodzielność. A ponieważ lubię się dzielić z ludźmi doświadczeniami ze świata osób niepełnosprawnych, chętnie przystałem na pomysł Kuby i Grzegorza by pokazać czytelnikom Antyweb jak wyglądają różne jego aspekty.

Jeszcze kilka lat temu powszechnym zjawiskiem były komunikacja miejska i pociągi niedostosowane do potrzeb osób niepełnosprawnych. Teraz sytuacja jest o wiele lepsza, ale nadal dla wielu osób najlepszym sposobem przemieszczania się pozostaje samochód. Przystosowana komunikacja miejska czy tabor kolejowy to oczywiście równie ważne elementy, ale nie w każdym mieście sytuacja pod tym względem wygląda równie dobrze. Samochód sprawia, że jedziesz gdzie chcesz - o dowolnie przez siebie wybranej porze dnia i nocy. Jednak nie każdy zdaje sobie sprawę, że “przygotowanie się” do roli niepełnosprawnego kierowcy wcale nie jest tak oczywiste, jak to się wydaje na pierwszy rzut oka.

Jako osoba niepełnosprawna, posiadająca prawo jazdy od ponad 10 lat, postanowiłem podzielić się z Wami najczęstszymi wyzwaniami stojącymi przed kierowcami takimi jak ja. Oczywiście spisane tutaj doświadczenia opieram głównie na swojej sytuacji - osoby poruszającej się na wózku, z niedowładem obu nóg. Trzeba jednak pamiętać, że ilu niepełnosprawnych, tyle różnych potrzeb.

Nauka i egzamin - niepełnosprawny kierowca nie ma lżej

Pierwszym krokiem, jaki musi wykonać każdy adept prowadzenia pojazdów, jest oczywiście kurs. Gdy sam uczyłem się jeździć, na Śląsku gdzie mieszkam, ośrodków szkolenia kierowców które oferowały kursy dla niepełnosprawnych ruchowo, było zaledwie kilka. Były to - jeśli dobrze pamiętam - 3 lub 4 szkoły na cały region. Obecnie jest ich kilkadziesiąt, jest więc w czym wybierać, ale nadal mogą się pojawić problemy ze znalezieniem odpowiedniej szkoły blisko miejsca zamieszkania. Dlaczego? Ponieważ nie każda szkoła jazdy dysponuje odpowiednio przystosowanym pojazdem.

Temat tego, co jest potrzebne by osoba niepełnosprawna mogła prowadzić samochód rozwinę za chwilę. Najpierw poruszę jednak kwestię egzaminu. Dostępność odpowiednich aut w Wojewódzkich Ośrodkach Ruchu Drogowego jest jeszcze słabsza niż w szkołach jazdy, wciąż więc powszechną sytuacją jest dopuszczanie do egzaminu osoby niepełnosprawnej w samochodzie, w którym uczyła się jeździć. Z jednej strony daje tokomfort zdawania w pojeździe, który siędobrze zna, a z drugiej - samochody te nie są wyposażone w kamery, rejestrujące przebieg egzaminu, ciężko więc potem wyjaśniać ewentualne sporne kwestie.

Przystosowanie samochodu - tu nie ma miejsca na kompromisy

Wróćmy do wspomnianego wcześniej przystosowania pojazdu. W przypadku osoby niepełnosprawnej ruchowo z niedowładem nóg, całkowicie odpada normalne korzystanie z pedałów: gazu, hamulca i sprzęgła. Aby ominąć tę kwestię, montuje się ręczne systemy sterowania. Nadal bardzo często spotykanymi rozwiązaniami są tak zwane RGH I i II generacji, produkowane w Warszawie. RGH I to dźwignia, przypominająca pół kierownicy motocykla, zakończona manetką. Montuje się ją przy kierownicy i kierowca dodaje w niej gazu przez obrócenie manetki, a hamuje odpychając całą dźwignię w kierunku od siebie.

W RGH II - z którego korzystam już w kolejnym samochodzie - dźwignia znajduje się przy prawej nodze. Przyspieszenie następuje po obróceniu “kulki” zgodnie z ruchem wskazówek zegara, a hamowanie przez odepchnięcie całości od siebie. System ten wzbogacono także o specjalną “śrubę”, która pozwala na zablokowanie gazu w zadanym położeniu, pozwalając dłoni na chwilowy odpoczynek, na przykład na autostradzie. Na szczęście wiele samochodów wyposaża się w fabryczny tempomat, który zastępuje to “toporne” rozwiązanie.

źr. własne

Oba systemy są sprzężone z pedałami za pomocą odpowiednich linek i / lub tłoczków. Nadal więc to one są odpowiedzialne za rozpędzanie i zatrzymywanie pojazdu - tyle, że nie operują na nich nogi kierowcy, a odpowiedni układ.

Oprócz dwóch powyższych, na rynku można znaleźć mnóstwo innych wariantów, jednak zasada działania wszędzie jest mniej więcej taka sama, tylko nieco inaczej opakowana. Każdy tego rodzaju układ musi oczywiście mieć odpowiednie atesty - między innymi Przemysłowego Instytutu Motoryzacji - i spełniać różnego rodzaju normy ISO, dotyczące na przykład wytrzymałości, zastosowanych materiałów czy sposobu montażu. Regulują one chociażby to, że systemy RGH montuje się w zdecydowanej większości do fabrycznego stelaża, na którym zamontowany jest fotel kierowcy - dzięki temu żadna taka przeróbka nie jest ingerencją w strukturę samochodu. Koniec końców, chodzi o to, by spełnić art. 38 prawa o ruchu drogowym, który mówi o konieczności posiadania dokumentu o dopuszczeniu samochodu do ruchu. Dodatkowo żaden system nie może blokować możliwości klasycznego prowadzenia auta - w razie gdyby niepełnosprawny kierowca nie był w stanie sam prowadzić, musi to móc zrobić osoba zdrowa.

Czasem też spotyka się rozwiązanie w postaci dodatkowej “obręczy”, montowanej za kierownicą oraz dźwigni obok - jest to system opracowany przez Włochów, w którym dociśnięcie obręczy do kierownicy dodaje gazu, a hamowanie odbywa się za pomocą popchnięcia dźwigni. Najsłynniejszym kierowcą, który korzysta z tego typu systemu jest Alex Zanardi, kierowca wyścigowy, który w 2001 przeżył wypadek, w wyniku którego stracił obie nogi. Po wypadku Zanardi startował między innymi w wyścigach DTM, gdzie miał w ten sposób właśnie przystosowany samochód BMW.

Alex Zanardi car (źr. press.bmwgroup.com)

Wielu kierowców, czytając o wymienionych wcześniej systemach, zastanawia się pewnie - no dobrze, problem hamulca i gazu rozwiązany, ale co ze sprzęgłem? Tutaj osoba niepełnosprawna ma do wyboru dwa wyjścia, oba niestety sprawiają, że koszt zakupu samochodu w celu późniejszego dostosowania jest wyższy niż dla osoby zdrowej. Albo zdecydujemy się na zakup auta z automatyczną skrzynią biegów, albo w “manualu” dokonujemy jeszcze jednej przeróbki - montażu elektronicznego sprzęgła.

Samochód dla osoby niepełnosprawnej - ile to kosztuje?

Jakie są ceny związane z przystosowaniem samochodu? Całkowity koszt, z uwzględnieniem elektronicznego sprzęgła może sięgnąć 4-6 tysięcy złotych. W przypadku automatu i konieczności dołożenia samego systemu “gaz-hamulec” jest to około 1,5 tys. złotych. Ale do tego trzeba wziąć pod uwagę, że ceny pojazdów z “automatami” są średnio o około 5 tys. wyższe niż z ręczną skrzynią biegów (mówię tutaj o rynku samochodów używanych). Taka skrzynia też jest droższa w utrzymaniu i naprawach.

Zakup i przystosowanie samochodu dla osoby niepełnosprawnej można częściowo sfinansować ze środków PFRON oraz programu stworzonego przez Peugeota – Peugeot Bez Barier. Trzeba się jednak liczyć z tym, że chętnych jest mnóstwo, a środków niewiele. Z doświadczenia wiem, że w PFRON kończą się one bardzo szybko i liczy się kolejność zgłoszeń, więc z zakupem auta trzeba trafić w początek roku. PFRON proponuje dofinansowanie do 10 tys. złotych, przy co najmniej 15% wkładu własnego. Peugeot natomiast do 6000 przy zakupie nowego auta lub adaptację, 3000 do używanego (maksymalnie 4-letniego) i do 1600 na kurs.

Dodatkowe wsparcie

W zależności od kwestii zdrowotnych danej osoby, do powyższych rozwiązań można dodać jeszcze różnego rodzaju inne elementy pomocnicze, jak gałka na kierownicy, ułatwiająca kierowanie jedną ręką (gdy druga operuje gazem i hamulcem), mini-pulpit sterowniczy, dzięki któremu funkcje auta takie jak sterowanie światłami są dosłownie w zasięgu jednego palca. Osoby, które mają sprawną tylko jedną rękę, mogą też skorzystać z dodatkowych dźwigni przy kierownicy, które między innymi pozwalają “przełożyć” kierunkowskazy z lewej na prawą stronę. Wszystko dlatego, że zdecydowaną większość czasu za kółkiem kierowca jedną rękę musi ciągle trzymać na dźwigni gazu / hamulca. To tylko niektóre przykłady - tak jak wspomniałem na początku, ilu jest niepełnosprawnych, tyle może być różnych “wymagań” co do takich systemów - wkraczamy więc tutaj na obszar indywidualnych preferencji.

Prowadzenie pojazdu to jedno, ale trzeba przecież do niego jakoś wsiąść. Jeśli kierowca porusza się na wózku, to także może dostosować samochód do tego w określonym zakresie. Niektórzy decydują się na drzwi odsuwane jak w busach zamiast tych otwieranych tradycyjnie. rampy wjazdowe albo specjalne dźwigi, które pomagają wciągnąć wózek za fotel kierowcy, gdy ten już zajmie swoje miejsce. Znowu - ilu kierowców i problemów ze zdrowiem, tyle rozwiązań. Mnie na przykład wystarcza zwykły stołek wożony w bagażniku, bo po spakowaniu wózka mogę przejść na swoje miejsce trzymając się auta. Istotny jest jedynie odpowiednio duży bagażnik.

Przyszłość udogodnień dla niepełnosprawnych. Te kierunki warto obserwować

Dużą nadzieję jeśli chodzi o ułatwienia w prowadzeniu pojazdów przez osoby niepełnosprawnej dają z pewnością samochody autonomiczne -chociaż to jeszcze odległa pieśń przyszłości, w dodatku trudno sobie wyobrazić by był to sposób dostępny dla przeciętnego Kowalskiego. Z pomysłów bardziej przyziemnych, które mogą sprawić, że ludzie będą częściej stawiać na poruszanie się samochodem można wspomnieć o modyfikacjach fabrycznych, których dokonuje się już na etapie montażu samochodu w fabryce. Z tego co mi wiadomo, taką możliwość daje chociażby Fiat. Oni zresztą byli jedną z pierwszych firm w Polsce, która oferowała taką pomoc. Jako osoba niepełnosprawna chętniej też widziałbym przystosowane samochody we flocie wypożyczalni oraz tak zwanych “samochodów na minuty” czy chociażby w ofercie aut zastępczych różnych firm ubezpieczeniowych.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu