kobiety mafii
10

Netflix ma Original, a ShowMax Patryka Vegę. Serial Kobiety mafii nie zawodzi

Nie zawodzi i trzyma poziom. Szkoda tylko, że ów poziom wyznaczył sam Patryk Vega swoim poprzednim serialem - Botoks. A jak możecie się domyślić, był fatalny.

– a co to za oglądanie seriali w pracy?

– zapytał dziś Grzesiek

– dobrze, że jesteś. Napisałem właśnie wniosek o dodatek za pracę w szkodliwych warunkach.

– odpowiedziałem będąc w połowie pierwszego odcinka Kobiet Mafii, który dziś wylądował w serwisie ShowMax.

W oczach Grzegorza zobaczyłem i zrozumienie, i współczucie. Wyszedł w ciszy z pokoju i zostawił mnie sam na sam z nowym “dziełem” Patryka Vegi. Obejrzałem pierwszy odcinek Kobiet Mafii żebyście Wy nie musieli.

Nie widziałem kinowego filmu i nie przekonała mnie do niego nawet urocza Julia Wieniawa, która ostatnio bryluje na celebryckich salonach i w telewizjach śniadaniowych. Jestem po tej drugiej stronie Pitbulla i wybrałem się na film Pasikowskiego. Nie było to może kino wybitne, ale nie żałuję. Podobnie miałem z Botoksem, najpierw obejrzałem serial na ShowMax, potem cały film. Nie pytajcie dlaczego, jakoś tak wyszło.

serial kobiety mafii

A że w życiu lubię ryzyko…

Kobiety mafii lepsze niż Botoks

Naprawdę trudno byłoby zrobić serial gorszy niż Botoks, ale to Patryk Vega, dla niego nie ma rzeczy niemożliwych. Oczywiście trochę żartuję, nic do niego nie mam, ale poziom ostatnich produkcji jest tak niski, że naprawdę trudno traktować reżysera poważnie. Pamiętajcie też, że to nie jest recenzja, nie mam za sobą całego sezonu, a jedynie pierwszy odciek.

Botoks był zły i niespójny od pierwszych scen, niezależnie od tego który odcinek został włączony. Co więcej, zależność między poszczególnymi odcinkami była mocno umowna i gdybyście je przemieszali, zarys fabularny w ogóle by na tym nie ucierpiał – bo go tam po prostu nie było. Ot zlepek mniej lub bardziej zabawnych scenek, które równie dobrze mogłyby mieć inną chronologię.

Kobiety mafii już na tej płaszczyźnie wydają się być inne. Serial powitał mnie sceną, w której dwójka policjantów interweniuje w sprawie wypadku kolejowego. Zbierają fragmenty ciała do foliowych toreb, po chwili pojawia się prokurator i każe wszystko odłożyć na miejsce. Fragment z czapy, niczego nie buduje, nie pozwala poznać bohaterów. Jest natomiast w stylu Patryka Vegi, ma być śmieszny – niestety nie jest. Na szczęście w kolejnych minutach takich niepotrzebnych scenek jest zdecydowanie mniej niż w Botoksie, momentami miałem wręcz wrażenie, że jedna pojawia się po drugiej nie bez powodu. A to oznaczałoby, że Vega wraca na dobre tory i będzie w stanie zaserwować coś ciekawego i wciągającego.

I tu mam wątpliwości, bo z jednej strony wierzę, że w kolejnych odcinkach będzie dobrze, z drugiej mam prawie pewność, że się rozczaruję. Jeśli więc odważę się na drugi odcinek (ten pojawi się w serwisie za tydzień), to z zerowymi oczekiwaniami. Bo coś tam szepcze, że może być ciekawie – tajniacy, mafia, warszawska przestępcza rzeczywistość. Widziałem Karola Bedorfa, i „Jurasa” – nie były to role wybitne, ale obecność zawodników KSW zaciekawiła. Więc tak, nie przeszedłem obok pierwszego odcinka obojętnie. Zaufać Patrykowi czy nie?- oto jest pytanie.

Uniwersum Vegi

Wiecie co najbardziej przeszkadza mi w filmach i serialach Patryka V.? Wcale nie bezsensowne opowieści, nie ciągłe wulgaryzmy których nie czuje w ogól umiaru. Ja kompletnie nie wiem kto jest kim. U Vegi ciągle grają ci sami aktorzy – Bołądź, Dygant, Warnke, Stramowski, Oświeciński, Chabior, Fabijański, Linda. I ja już nie wiem, czy to są te same postacie co w Pitbullu, a może te co w Botoksie. Grają podobnie, więc może tak? Zajrzałem więc na Filmweb i jednak nie – Linda w Pitbullu to „Babcia”, w Kobietach mafii „Padrino”. Naprawdę idzie się pogubić. Zastanawia mnie też co w zasadzie kieruje aktorami, którzy decydują się na granie u Vegi. Bo o dołączeniu ambitnej produkcji do swojego dorobku artystycznego raczej nie może być mowy.

kobiety mafii

To odczucie zagubienia potęgują prawie identyczne zabiegi realizatorskie, podobne kadry, te same bezsensowne ujęcia z drona, które kompletnie nic nie wnoszą do obrazu. Wygląda to trochę tak, jakby Vega i otaczająca go świta aktorów oraz realizatorów pracowała w fabryce i wypluwała kolejne produkcje maszynowo – byle więcej, byle szybciej.

Jest na polskiej scenie serialowej kilka naprawdę udanych produkcji. Może i niektóre potrafią rozczarować, ale części nie musimy się wstydzić – i gdyby ostatecznie pojawiły się na przykład w serwisie Netflix, mogłyby zainteresować widzów z innych krajów. Ale mamy też Patryka Vegę, który najwyraźniej na dłużej związał się z serwisem ShowMax, bo podobnie jak w przypadku Botoksu, kinowe Kobiety mafii doczekały się serialowej odsłony. Jak to świadczy o samym ShowMax? Niestety źle, podobnie jak o aktorach, którzy ponownie zdecydowali się wystąpić o Vegi.

Lubię pisać o serialach, które warto obejrzeć. Nie każdy ma czas łykać wszystko, szczególnie że przy łatwym dostępie do kilku serwisów streamingujących dostęp do treści można dotrzeć naprawdę szybko i przyjemnie. Ale nawet jeśli tego wolnego czasu posiadacie za dużo, w sieci jest wiele lepszych seriali i na Kobiety mafii szkoda tracić czas. Tak przynajmniej sądzę po konsumpcji pierwszego odcinka – zobaczymy jak to się rozwinie, o ile oczywiście znajdę w sobie odpowiednio dużo odwagi by dotrwać do końca.