50

Najlepsze anime dostępne na Netflixie. Japońskie animacje, które warto poznać!

Listy "ulubionych" i "najlepszych" mają to do siebie, że... dla każdego wyglądają zupełnie inaczej. Oto lista najlepszych, moim zdaniem, anime, które obecnie można znaleźć w ofercie Netflixa!

Animacje w naszej kulturze kojarzy się… przede wszystkim z kreskówkami dla najmłodszych. I chociaż trochę się w tej kwestii zaczyna zmieniać, to trudno z tym dyskutować: najwięcej seriali animowanych tworzonych jest z myślą o młodszej widowni. Te proporcje mogłyby wyglądać nieco inaczej, jeżeli weźmiemy pod uwagę Japonię — spektrum tematyczne i klimatyczne w Anime jest tak szerokie, że… prawdopodobnie każdy znajdzie tam coś dla siebie. Większość z tych, którzy urodzili się w latach 80 i 90 prawdopodobnie doskonale kojarzy tytuły takie jak Dragon Ball, Daimos, Kapitan Tsubasa czy Pokemony. Z tego zestawu w polskiej ofercie Netflixa znajdziemy wyłącznie te ostatnie, ale… wcale nie oznacza to, że brakuje tam tytułów, którym warto dać szansę!

B: The Beginning

To jedna z serii, które powstały na zlecenie Netflixa i… zadebiutowały w formie pełnego sezonu już na platformie. Za animację B: The Beginning odpowiada ekipa ze studia Production I.G. (m.in. Ghost in the Shell, filmy Patlabor), za scenariusz — Katsuya Ishida. Widzowie wplątani zostają wprost w sam środek kryminalnego dochodzenia specjalistów, którzy próbują poznać motywy działania Killera B — mordercy, który eliminuje samych zwyrodnialców. Jego działania okazują się dość mocno wpływać na futurystyczne miasto, a cała historia… dość zakręcona. Na tyle, że rozpoczynając przygodę z serialem w klimacie sci-fi, nie kompletnie nie spodziewałem się kierunku, w którym ten cały czas zmierzał. Jedno jest pewne: to seria, którą obejrzałem jednym tchem. Oczarowała mnie klimatem (potęgowanym przez fenomenalną ścieżkę dźwiękową od Yoshihiro Ike’go), ale mimo mojej sympatii — czułem pewien niedosyt. Za mało, za szybko, za krótko — no cóż, może kiedyś doczekamy się solidnego sequelu?

B: The Beginning w serwisie Netflix

Death Note

Absolutny klasyk — seria której od pierwszych rozdziałów udało się porwać tłumy, a telewizyjna adaptacja… zapewniła jej jeszcze większą rozpoznawalność! Yagami Light znajduje tytułowy Notatnik Śmierci — tajemniczy przedmiot, po wpisaniu do którego imienia i nazwiska osoby którą zna osobiście — ta… zginie w ciągu kilkudziesięciu sekund. Jeżeli nie wpisze sposobu — będzie to zawał serca, ale istnieje także możliwość doprecyzowania w jaki sposób ma skonać. Chcąc oczyścić świat ze złego, zaczyna jednego po drugim pozbywać się złoczyńców — do czasu, kiedy na jego drodze staje niezwykle inteligentny detektyw, który chce stawić kres jego działaniom. Death Note to trzymający w napięciu kryminał który, moim zdaniem, po pewnym czasie traci sporo swojego uroku i magii — mimo wszystko jest to jedna z tych serii, z którą warto się zapoznać.

Death Note w serwisie Netflix.

Erased

Seria, na którą natknąłem się przypadkiem — i po odpaleniu pierwszego odcinka… wsiąknąłem na wieczór. 12-odcinkowa seria opowiada historię Satoru Fujinumy, który ma moc powrotu do przeszłości. Po tragicznym wypadku zostaje wysłany 18 lat wstecz. Powrót do przeszłości daje mu szansę zapobiec morderstwu trzech dzieci, które uczęszczały z nim do klasy. Przemyślana, nieprzeciągana, historia, nienaganna animacja od studia A-1 Pictures i muzyka Yuki’ego Kajiury tworzą zestaw, obok którego trudno przejść obojętnie. A dla tych, którym będzie mało — na Netflixie czeka japoński serial aktorski oparty na tej samej historii.

Erased w serwisie Netflix

Fullmetal Alchemist

Fullmetal Alchemist to prawdziwy klasyk, o którym prawdopodobnie słyszał każdy, kto kiedyś choć trochę zbliżył się w miarę świadomie do świata japońskiej animacji. Świat do którego zabierają nas twórcy inspirowany zamknięty jest w klimacie przemysłowej rewolucji, a alchemia jest nieodłączną jego częścią. Główni bohaterowie są ofiarami nieudanych prób wskrzeszenia własnej matki za jej pośrednictwem — wyruszają więc w podróż, której celem jest odnalezienie kamienia filozoficznego. Ma on pozwolić im odzyskać to, co utracili — czyli… swoje ciała.

Fullmetal Alchemist to historia dość mroczna i pełna akcji. Warto zaznaczyć, że seria doczekała się dwóch seriali — obu stworzonych przez studio BONES. Pierwszy (ten, który jest moim faworytem) emitowany był w latach 2003-2004, który dość luźno podchodzi do historii, którą znamy z mangi (która dopiero się wówczas rozpoczęła). Drugi, Fullmetal Alchemist: Brotherhood zaś emitowany był w latach 2009-2010 — i był wierną adaptacją mangi.

Fullmetal Alchemist w serwisie Netflix

Fullmetal Alchemist: Brotherhood w serwisie Netflix.

Puella Magi Madoka Magica

To jedna z tych serii, które już na pierwszy rzut oka mają szansę odepchnąć większość widzów — i ani trochę mnie to nie dziwi, bo byłem jednym z klasycznych przypadków, który omijał serię szerokim łukiem. Dużo różu, słodkie nastoletnie uczennice i wszystko to przykryte słodkością, pastelowymi kolorami i magią — nie brzmiało jak seria, przy której chciałbym spędzić popołudnie. Mimo wszystko znajomi siedzący znacznie głębiej w temacie przekonali mnie, że nie pożałuję. Dałem więc szansę i… jak ja lubię takie pozytywne zaskoczenia! To seria, która mimo wielu typowo japońskich, rzekłbym nawet irytujących, elementów ocieka mrokiem i… zaskakująco poważną tematyką — czego kompletnie się nie spodziewałem! Czy faktycznie warto zaryzykować tak wiele, by spełnić jedno tylko życzenie?

Puella Magi Madoka Magica w serwisie Netflix.

Najlepsze anime na Netflix: podsumowanie

Oferta Netflixa zmienia się z każdym miesiącem — i choć obecnie japońskich animacji nie ma w tamtejszym katalogu zbyt wiele, to pamiętając początki usługi w Polsce — można powiedzieć, że jest… naprawdę świetnie! Oczywiście każdego miesiąca coś w tam się w tej kwestii zmienia — a wierzę, że też nie wszyscy się z moim, jak najbardziej subiektywnym, wyborem. Jeżeli na powyższej liście nie znaleźliście nic dla siebie, to może Fate Stay/Night: Ultimate Blade Works, March Comes in like a Lion, szalonemu Aggretsuko albo klasycznemu Kenshinowi pójdzie lepiej? Swoją drogą — mam nadzieję, że kiedyś doczekamy się tam również obu serii OAV ostatniej z przywołanej serii — to jedne z tych animacji, które prawdopodobnie nigdy mi się nie znudzą! Na tę chwilę nie pozostaje nam nic innego, jak tylko cieszyć się tym, co mamy — a z każdym kwartałem jest coraz lepiej!