13

Zespoły publikują swoje płyty za darmo na YouTube. I to jest świetny pomysł, by zachęcić do zakupu CD

Zmiany na rynku muzycznym wymusiły na zespołach, wykonawcach i wytwórniach zmiany w sposobie dystrybucji muzyki. Nie każdy się do tego przystosował, ale widzę coraz więcej przykładów tego, że można obmyślić promocję i dystrybucję muzyki, która nie dość, że jest bardzo korzystna dla słuchacza, to jeszcze odbija się pozytywnie na sprzedaży fizycznego i cyfrowego nośnika płyty.

Standardowa sprzedaż muzyki? Dziś nie ma czegoś takiego

Mam wrażenie, że im bardziej niszowa muzyka, tym jej twórcy i wydawcy lepiej rozumieją, że świat poszedł do przodu i rynek nie jest już tym, czym był kiedyś. Naczytałem się sporo narzekań wielkich muzycznych gigantów i znanych wykonawców – ich ciągle ktoś okrada. Najpierw piraci, potem YouTube, teraz serwisy streamingowe. Prawda jest niestety bardzo bolesna i chyba nikt nie chce jej zaakceptować. Są ludzie oddani gatunkowi muzycznemu lub zespołowi i oni zawsze kupią płytę, niezależnie od formy. Czy to w cyfrze, na CD czy na płycie winylowej. Ci natomiast, którzy nigdy płyt nie kupowali, nie planowali ich kupować – i tak tego nie zrobią. Lata temu przegrywali kasety, potem płyty, później ściągali mp3 z osiołka, teraz słuchają na YouTube lub Spotify/Tidal/Apple Music i podobnych serwisach. Moim zdaniem dobry produkt znajdzie nabywców, przeciętny nie i nie ma znaczenia jak zmienił się rynek. Pamiętacie mema „gdyby nie piraci, byłym jak…”. Bawił czy nie, był bardzo prawdziwy.

W zasadzie każdy artysta i każdy wydawca stara się jakoś korzystać z nowych narzędzi promocji muzyki. Chodzi przede wszystkim o YouTube, gdzie publikuje się teledyski tak, jak kiedyś puszczało się w stacjach muzycznych pokroju MTV czy Viva. W dzień premiery nowej płyty, jest ona dostępna we wszystkich serwisach streamingowych. I to by było na tyle. Dodatkowo wydawcy walczą z uploadami pełnych albumów na YT, podobnie jak z torrentami. Jeszcze trochę i za samo wspomnienie nazwy płyty, kapeli lub wykonawcy we własnym filmie na YouTube pięć algorytmów zablokuje wyświetlanie materiału na całym świecie. Nic nie zmienia się od lat, nikt nie ma pomysłu jak podejść do tematu inaczej.

A tymczasem w niszowych gatunkach…

Twórcy i wydawcy zrozumieli, że to walka z wiatrakami, nie ma sensu tracić na nią sił i środków – trzeba po prostu wykorzystać możliwości i spróbować obrócić wszystko na swoją korzyść. Jak? Dając ludziom płytę za darmo. Tak,  naprawdę ktoś daje coś w najlepszej możliwej cenie.

Nasza polska rodzima Mgła nie jest pierwsza, nie jest też wyjątkiem. Ale w związku z tym, że wczoraj miała premierę ich nowa płyta – może posłużyć za doskonały przykład fajnego, ciekawego i przemyślanego działania marketingowo/pr-owego. Bez reklam w prasie, z raptem jednym wypuszczonym na YouTube singlem. Opublikowano na Facebooku informacje o tym, że nowy album jest już dostępny – tak po prostu, bez wcześniejszego zdradzenia daty premiery. W tym samym czasie krążek w całości pojawił się na Bandcampie (ograniczona liczba odsłuchów) z możliwością zakupu płyty w wersji cyfrowej. Do tego oczywiście format fizyczny w wysyłkowych sklepach i…cała płyta, oficjalnie na YouTube.

YouTube jest oczywiście kiepską platformą do słuchania muzyki. Bardzo wygodną (szczególnie w opcji Premium, która w tym miesiącu mi się kończy i nie zamierzam jej przedłużać), bo można zminimalizować okno i słuchać sobie muzyki w tle. Jakościowo niestety sporo detali się rozmywa, kompresja robi swoje. Zespół pozwolił jednak zapoznać się z całym albumem kompletnie za darmo. Tak po prostu. Jaki jest efekt? Taki:

Ludzie kupują masowo fizyczne nośniki gdzie tylko się da, informują o tym, że mimo złożenia zamówienia na CD i tak kupili wersję cyfrową na Bandcampie do tego błyskawicznie zniknęły koszulki w normalnych rozmiarach. Oczywiście skala jest nieporównywalnie mniejsza niż przy nowej płycie Tool czy któregokolwiek popularnego polskiego zespołu lub wykonawcy – ale sam pomysł świetny z kilku powodów. Album na YT to na dobrą sprawę sampel/demo – w gorszej jakości (nie pogorszonej celowo, wina kompresji) i pewnie części osób w zupełności wystarczy. Możliwość przesłuchania nowej, wyczekiwanej płyty zupełnie za darmo pomoże natomiast w dwóch rzeczach. Sprzeda bilety na przyszłe koncerty, napędzi też sprzedaż koszulek i bluz. Muzycy i wydawca doskonale rozumieją, że dziś nie płytą zarabia się pieniądze, ale wszystkim co można zbudować wokół niej. Że lepiej dać samemu za darmo niż walczyć z osobami, które i tak opublikują ten album w internecie samodzielnie. Świetnym przykładem innego miejsca, gdzie pojawiają się – w pełni legalnie – pełne albumy jest kanał Black Metal Promotion. Zespoły same wysyłają tam swoje płyty i wręcz biją się o ich umieszczenie na tym profilu. Bo w ten sposób mogą dotrzeć do odbiorców, których nie umieliby sami upolować, niezależnie od tego jak bardzo by się starali. I nie wydają na to pieniędzy, nie wiążą się kiepskimi kontraktami polegając całkowicie na wydawcy, który przecież chce tylko zarobić na muzykach.

Czy to idealne podejście? Oczywiście takiego nigdy nie było, nie ma i nie będzie. Niestety słuchacze często nie pamiętali, że za muzykę się płaci – a serwisy streamingowe jeszcze bardziej ich rozpieściły więc zapomnieli już całkowicie. No bo skoro za 20 złotych można mieć dostęp do ogromnej bazy utworów, to po co w ogóle kupować album, który kosztuje 40 złotych i więcej? Myślę, że muzycy i wytwórnie też powinny to zrozumieć, a na pewno przynajmniej się postarać.

grafika