20

Chciałbym żeby Spotify było jak MTV

Lata 90. ubiegłego wieku nigdy nie wrócą i co do tego nie mam najmniejszych wątpliwości. Z drugiej strony praktycznie wszystko jest dziś lepsze, szczególnie jeśli spojrzeć na łatwość dostępu do muzyki. Ale Spotify, które ma przecież pozycję lidera na rynku streamingu audio, nie wykorzystuje tego potencjału.

Kiedyś to były czasy, teraz to nie ma czasów

Muzyka z kaset? Pamiętam. Kolejny walkman na baterie “paluszki” przypięty do paska od spodni? Pamiętam nawet bardzo, bo zawsze towarzyszył mi w drodze do szkoły. Pamiętam też wysyłkowe zamawianie kaset i nagrywanie programów z telewizji – MTV czy VIVA (kto pamięta metalowy program Virus?). Nie było innego sposobu na zapoznanie się z teledyskami, nie było YouTube’a, nagrywanie płyt CD z klipami w naszym kraju dopiero raczkowało. Czy było źle? Absolutnie nie, potrafiliśmy poradzić sobie w tych trudnych czasach – trudnych patrząc na teraźniejszość. Szczerze wątpię, by dzisiejszy nastolatek wykazał się taką determinacją by zdobyć klip czy płytę zespołu, który lubi. Małolaty są rozpieszczone, wszystko mają na wyciągnięcie ręki. Mam i ja, szczególnie w temacie muzyki, więc nie odbierzcie tego, że niby marudzę.

Jest jednak jedna rzecz, która zniknęła i za którą tęsknię. Miejsce kojarzące się z muzyką od pierwszej chwili. Takie, które tworzyło gwiazdy, tworzyło trendy i subkultury. Pamiętacie jak MTV było mekką miłośników muzyki i motorem napędowym rynku muzycznego? To tam poznawaliśmy nową muzykę, nowych wykonawców, nowe teledyski. To oni rozdawali najważniejsze nagrody na rynku muzycznym, tymi też nagrodami tworzyli największe nazwy w świecie muzyki.

Dziś jest to tak mocno rozproszone, że ciężko znaleźć wspólny mianownik, niezależnie od tego o jakim gatunku muzycznym mówimy. Czegoś takiego, jak niegdysiejsze MTV nie ma i nic nie wskazuje na to, by kiedyś miało się pojawić.

Zobacz też: Rada Premier Spotify stał się karykaturą samego siebie

Spotify mogłoby być takim współczesnym MTV

Jeśli czytacie moje teksty na Antywebie, na pewno zauważyliście, że używam Spotify regularnie od polskiej premiery usługi i nie czuję potrzeby przesiadania się na inny serwis streamingujący. Choć wciąż kupuję płyty CD, Spotify to dla mnie główne źródło muzyki – zarówno tej, którą znam lub o której słyszałem, jak i tej nowej. Radar Premier stał się karykaturą, jednak wciąż tam zaglądam licząc na to, że algorytmy serwisu podsuną mi coś ciekawego. I choć nie dzieje się to tak często jak kiedyś, to zdarzają się dobre strzały – tak jak na przykład przy aktualnym zestawieniu, gdzie znalazłem nowy singiel Niemców z Negatora. Zupełnie bym o tym zespole zapomniał, bo od 2013 roku nie wydali nic nowego – a tak wiem, że warto czekać na ich nowy krążek, który ma pojawić się w październiku. Ale to jednak algorytm, a nie coś co próbowałoby ukształtować mój gust muzyczny.

Zobaczcie – Spotify to gigant, który ma w swojej bibliotece…no właśnie sam nie wiem ile, ale sporo utworów. Ma ogromną bazę użytkowników, zarówno tych płacących, jak i korzystających z darmowej wersji serwisu. I wydaje się, że nie robi z tym nic. No bo trudno porównywać tworzone przez nich toplisty z wpływem MTV na młodzież lat 90.

Ostatnio pisałem o tym, że serwis zamierza wprowadzić relacje. Takie na kształt instagramowych, gdzie artyści mogliby publikować różne głupotki związane ze swoją twórczością. Serwis streamingowy jest chyba ostatnim miejscem gdzie chcę oglądać tego typu rzeczy, szczególnie że artyści mają swoje profile w mediach społecznościowych i tworzą tego typu treści właśnie do nich. To jednak nie jest droga, które jako słuchacz oczekiwałbym po takim gigancie.

Zobacz też: Spotify wprowadza relacje

Nie mam pomysłu na jakieś konkretne działania, raczej na zmianę podejścia do tego, co robi Spotify na rynku. Na chwilę obecną jest tylko playerem, abonamentową usługą w której słucham muzyki. Nie pomaga młodym artystom wybić się do mas, nie tworzy żadnych supergrup, które mogłyby namieszać na rynku. Coś tam niby działają z podcastami na wyłączność, ale nie chodzi o skupianie się na rynku muzycznym.

Z drugiej strony za serwisem stoi armia analityków, którzy dzień w dzień badają to, czego potrzebuje dzisiejszy słuchacz. I wygląda na to, że on nie potrzebuje nowej wersji MTV. I w pewnym sensie to rozumiem, muzykę znajdziecie też u konkurencji, za darmo na YouTube – zespoły czy wykonawcy sami wrzucają tam (czy na przykład na Bandcampa) swoje nowe płyty, zupełnie za darmo. W dobie streamingu i banalnie prostego dostępu do muzyki już nie zarabia się na płytach, pieniądze są na koncertach i w tak zwanym merchandisie, czyli wszelkiej maści gadżetach związanych z wykonawcą czy zespołem.

Wielokrotnie czytałem (i wciąż czytam), że dawne MTV to było to, dziś stacja zamiast puszczać muzykę karmi nas wątpliwej jakości programami rozrywkowymi. Tylko czy my w ogóle chcielibyśmy dziś oglądać MTV w takiej formie, jak na przykład w połowie lat 90. ubiegłego wieku? Nie móc wybrać piosenki i być całkowicie zdanym na łaskę osoby układającej playlistę do emisji? Wydaje mi się, że nie – ale chciałbym jednocześnie żeby Spotify było czymś więcej niż tylko platformą do streamingu muzyki. Takim MTV XXI wieku, które tworzy i kształtuje gusta muzyczne.

grafika