27

Mieszkasz pośrodku niczego, a zarabiasz jak w Warszawie

Masowe migracje wewnątrz granic, odpływ wysokiej klasy specjalistów z dużych aglomeracji miejskich, zasilenie gotówką mniej zamożnych obszarów. Czy droga na którą wchodzą Stany Zjednoczone będzie tą samą którą i my pójdziemy?

W ostatnich dniach amerykańskie serwisy biznesowe przepełnione są informacjami o spadających czynszach w San Francisco, Dolinie Krzemowej i okolicach, jednak spokojnie, to nie jest kolejny artykuł z serii „Ameryka for lajf!”. Zastanawiam się bardziej jak mocno zaobserwujemy to u siebie.

San Francisco się wyludnia

San Francisco to miasto, które jest dla mnie wyjątkowe. Nie szukajcie w tym logiki bo nie znajdziecie nawet namiastki czegoś co by można było tak nazwać. W większości jest to dość brudne miasto, pełne bezdomnych. Napotkanie osoby, która akurat wali w żyłę w biały dzień nie jest specjalnie trudnym zadaniem. Jest tam absurdalnie drogo. Dla przykładu powiem, że wykupienie miejsca parkingowego na własność to obecnie wydatek w granicach 100 tysięcy dolarów. Ale ma to „coś” co sprawia, że chciałbym tam mieszkać.

Cały tamtejszy obszar jest też ciekawy z dwóch powodów. Po pierwsze ze względu na słynną Gorączkę Złota, która sprawiała, że ludzie masowo osiedlali się w Kalifornii. Mekka hipisów i wolnomyślicieli w której osadziły się jedne z największych firm technologicznych tworząc nową odmianę dawnej gorączki. Szybki napływ ludzi, próby ściągania najlepszych specjalistów przez firmy takie jak Intel, IBM, Google, Facebook i inne sprawiły, że Dolina Krzemowa, San Francisco i okolice bardzo szybko zaludniły się ludźmi o wysokich zarobkach. Efekt? Stały i metodyczny wzrost kosztów życia.

Nikt nie wiedział jak sobie z tym radzić. No bo co zrobić w sytuacji w której osoby mające wykształcenie wyższe i dobrą pracę muszą spać w aucie bo nie stać ich na wynajem mieszkania? Brzmi absurdalnie? Macie rację, ale nie jest to nic coś co by kogoś tam specjalnie szokowało . Istna patologia.

Gdzie człowiek nie może tam wirus ogarnie

Zdaje się, że tam gdzie politycy polegli, koronawirus zrobi robotę. Facebook ogłosił, że planuje przerzucić minimum 50% pracowników na pracę zdalną. Google stwierdził, że przez najbliższy rok nie będzie potrzeby powrotu do biura. Pozostałe firmy również rozluźniają swoją politykę. Skoro ludzie mogą pracować zdalnie, to po co mają płacić tak ogromne pieniądze za utrzymanie? Nawet jeśli pracodawca obetnie im pensje z powodu relokacji to i tak tamtejsi specjaliści będą zarabiać bardzo dobrze.

Zgodnie z informacjami podanymi przez Facebooka, blisko 40% ich obecnych pracowników zgłosiło chęć pracy zdalnej. 75% tej grupy zadeklarowało, że zmieni miejsce zamieszkania. Serwis z ogłoszeniami o pracę Hired przeprowadził ankietę wśród kandydatów i 42% stwierdziło, że jeśli będą mogli pracować zdalnie to przeprowadzą się w tańsze miejsce. Z kolei według danych Blind blisko 59% z ankietowanych pracowników którzy przenieśli się z powodu trwającej pandemii rozważa przeprowadzkę na stałe jeśli tylko firma im na to pozwoli.

Nawet jeśli zaniżymy te wartości to i tak wyraźnie widać, że San Francisco i okolice mogą liczyć się z bardzo dużym odpływem mieszkańców. Co za tym idzie? Spadek cen nieruchomości, czynszów, ogólnych kosztów życia. Poszperałem trochę i okazuje się, ża na serwisach jak Reddit czy Quora już widać wątki w których tamtejsi mieszkańcy obserwują obniżki cen.

Amazon CEO Jeff Bezos walks off stage after holding a news conference at the National Press Club in Washington, Thursday, Sept. 19, 2019. (AP Photo/Pablo Martinez Monsivais) Apple CEO Tim Cook and President Donald Trump speak during a tour of an Apple manufacturing plant, Wednesday, Nov. 20, 2019, in Austin. (AP Photo/ Evan Vucci) Google CEO Sundar Pichai speaks during the keynote address of the Google I/O conference in Mountain View, Calif., Tuesday, May 7, 2019. (AP Photo/Jeff Chiu) Facebook CEO Mark Zuckerberg speaks on the second day of the Munich Security Conference in Munich, Germany, Saturday, Feb. 15, 2020. (AP Photo/Jens Meyer)

Polska nie jest gorsza

Osobiście znam dwóch programistów, którzy w ostatnich miesiącach ze względu na rozluźnienie polityki firm w których pracują wyprowadzili się z Warszawy. Wykonują te same zadania, pracują w tej samej firmie, otrzymują te same pieniądze, ale koszty lokum i poboczne spadły im o 20-30%. Robi różnicę, prawda?

Koronawirus nauczył wielu pracodawców, że firma nie upadnie, gdy ludzi nie będzie w biurze. Wielu pracowników odkryło, że lubi pracę z domu, a przeprowadzka do tańszego województwa pozwala im na podniesienie standardu (np. większe mieszkanie) przy utrzymaniu, a czasami wręcz obniżeniu miesięcznych opłat. Przypadek San Francisco zmusił mnie do zastanowienia się czy przypadkiem nie będziemy świadkami masowego odpływu ludzi ze stolicy kraju i innych dużych miast na rzecz mniejszych miejscowości?

A Wy jak to widzicie? Obserwujecie już tego typu rzeczy jak przeprowadzki dobrych specjalistów w obszary o których wcześniej nie mogli nawet myśleć?

 

grafika