5

Czy jesteśmy świadkami transformacji Google? Dowiemy się już za rok!

Google miało pewne plany, ale zamiast ich realizacji jesteśmy świadkami ich całkowitej zmiany. Mnie to nie dziwi, nawet niespecjalnie interesuje. To co chcę wiedzieć to czy i jaki wpływ będzie miała ta zmiana na innych graczy z Doliny Krzemowej. Niestety dowiem się tego dopiero za rok.

Od początku lockdownu staram się na bieżąco śledzić poczynania największych firm IT w zakresie ich podejścia do pracy zdalnej oraz przyszłości typowo biurowej rzeczywistości. Co ciekawe, nie ma tam zgodności co do jednego, najlepszego rozwiązania. Jesteśmy świadkami eksperymentów niemal z każdym możliwym podejściem.

Firmy zdają się rozumieć, że czas, w którym wszyscy pracujemy z biur mija bezpowrotnie. Jednak jest jedna firma, która na swój sposób się wyłamywała. Marka o zasięgu międzynarodowym, zatrudniająca blisko dwieście tysięcy ludzi. Tą firmą jest Google, który od początku lockdownu głośno mówi o tym, że to tylko rozwiązanie tymczasowe i jak wszystko się uspokoi to wrócą do biura jak kiedyś. Nawet opracowano bardzo szczegółowy plan powolnego i stopniowego otwierania poszczególnych biur o którym pisałem tutaj.

Plan nie wypalił

Mówi się, że plany są po to, aby je zmieniać i coś w tym jest. Pracownicy Google nie tylko nie zaczynają powolnego, metodycznego powrotu do swoich biur, ale zostaną przytrzymani w domach na dużo dłużej. Myślicie, że będzie to do końca roku jak w przypadku większości firm z Doliny Krzemowej? O nie nie. Według źródeł The Wall Street Journal CEO Google, Sundar Pichai, w zeszłym tygodniu podjął decyzję o przedłużenia zamknięcia o kolejne 12 miesięcy.

Motywacją oczywiście jest bezpieczeństwo pracowników. Niestety w Stanach Zjednoczonych sytuacja z koronawirusem jest daleka od uznania jej za opanowaną. W oficjalnej notatce do pracowników, Sundar Pichai wyraża głęboką nadzieję, że takie podejście pozwoli pracownikom na zachowanie zdrowego balansu między pracą, a możliwościami zaopiekowania się rodzinami.

Szkoła za pasem

Na początku nie do końca rozumiałem czemu 12 miesięcy, czemu jest to tak drastycznie przedłużone. Jednak jak się spojrzy na temat całościowo to nabiera to sensu. 12 miesięcy obejmie koniec obecnie trwających wakacji, cały rok szkolny i początek przyszłych.

Obecnie nikt nie jest w stanie powiedzieć jak będzie wyglądać rok szkolny czy akademicki. Nie mówię teraz wyłącznie o Stanach Zjednoczonych, osobiście sam nie wiem czy swoich studentów przywitam w nowym semestrze w sali wykładowej czy na callu przez MS Teams.

Podejście władz Google wydaje się tu być bardzo rozsądne i takie…ludzkie. Normalnie aż nie gra to z obrazem krwiożerczej korporacji ;)

Mnie osobiście najbardziej zastanawiają długofalowe implikacje. Firma, która jako jedna z pierwszych w tamtym rejonie zapowiedziała jak najszybszy powrót do biur wydłuża okres pracy z domu jeszcze bardziej. Jeśli nic się nie zmieni sumarycznie praca zdalna będzie u nich obowiązywać przez 1,5 roku. Czy po tak długim czasie zarząd Google dalej będzie tak mocno stać za pełnym powrotem do biur czy może Google mocniej otworzy się inne formy pracy?

No i co na to inne firmy?

 

grafika