10

Microsoft Teams z rekordem 145 milionów użytkowników! Co na to Zoom i Slack?

ms teams logo
Microsoft ogłosił, że z komunikatora Teams korzysta już codziennie 145 milionów ludzi. To gigantyczna liczba, ale czy rzeczywiście powinna robić aż takie wrażenie? Jak to wypada na tle Zooma i Slacka?

Dane z października zeszłego roku wskazywały, że Microsoft Teams cieszy się ogromną popularnością – 115 milionów użytkowników wydawało się nie lada osiągnięciem, ale pół roku później statystyki zostały poprawione o 26 procent. W tweecie Jeffa Tepera pracującego na stanowisku Corporate Vice President w Microsoft – padła liczba 145 milionów użytkowników aktywnych każdego dnia. Wzrosty na przestrzeni zeszłego roku nikogo nie dziwiły, ale ciągłe powiększanie bazy użytkowników i to o tak znaczące liczby może już robić wrażenie.

Microsoft Teams idą jak burza – dużo nowości, mnóstwo użytkowników

Microsoft wykonuje tytaniczną pracę rozwijając Teams, co pokazały chociażby ostatnie nowości, wśród których pojawił się dymki czatu aktywowane w trakcie rozmów wideo, a także dynamiczny widok, który lepiej dostosowuje się do aktywności użytkowników i udostępnianych przez nich materiałów. Na przestrzeni kilkunastu miesięcy Teams pod wieloma względami zmieniły się nie do poznania i choć nie jestem tak aktywnym użytkownikiem aplikacji jak wiele innych osób, to trudno ich nie dostrzec.

Lawina nowości w Telegramie. Twórcy komunikatora nie znają umiaru

Microsoft zauważył ogromną szansę dla swojej aplikacji w momencie, gdy zapotrzebowanie na komunikację online drastycznie wzrosło, a w zdobywaniu popularności na pewno pomógł cały ekosystemem usług i aplikacji Microsoft 365, z którego korzystają firmy i szkoły. Przypomnijmy, że na początku pandemii liczba użytkowników Teams wynosiła około 32 milionów – to oznacza, że przez rok przybyło ich ponad 100 milionów!

Co na to konkurencja? Slack, Zoom, Skype i Google Meet

Upatrywany jako główny rywal Teamsów Slack prawdopodobnie nie ma aż tak gigantycznych powodów do radości, ponieważ dane sprzed roku wskazują, że liczba użytkowników wynosiła 12,5 miliona, a od tamtego czasu firma nie ujawniła żadnych statystyk. Zasada wydaje się więc prosta – skoro nie ma się czym pochwalić, to żadne dane nie są udostępniane. Można śmiało zakładać, że wzrost liczby użytkowników wystąpił, ale najwyraźniej nie był tak znaczący, by włodarze Slacka postanowili o nim publicznie komunikować. Efekt jest więc taki, że o formę komunikatora dopytuje coraz więcej osób, bo brak informacji powoli daje do myślenia.

Znikające wiadomości WhatsApp wkrótce z dodatkową opcją

Zupełnie inna sytuacja występuje w przypadku Zooma czy Google Meet – pierwszy z komunikatorów podaje, że korzysta z niego 300 milionów ludzi, natomiast po drugiego z wymienionych sięga 100 milionów osób. To naprawdę ogromne liczby i wraz z danymi na temat Teams pokazują, jak drastycznie zmieniły się okoliczności na przestrzeni ostatnich kilkunastu miesięcy. Pandemia i praca zdalna miały też wpływ na weterana rynku komunikatorów, czyli Skype’a, który należy do Microsoftu. W marcu 2020 roku zanotowano 70% wzrost – miesięcznie z komunikatora korzystało 100 milionów ludzi, a dziennie 40 milionów.

Jestem ciekaw przyszłości Skype’a

Nie są to tak pokaźne dane, ale pokazują, że aplikacja wciąż ma swoje grono użytkowników. Microsoft będzie zapewne dążył do ujednolicenia oferty, co pokazała chociażby prezentacja Teamsów dla prywatnych użytkowników, ale nie wydaje mi się, by w najbliższym czasie odejście Skype’a na emeryturę było w ogóle brane pod uwagę. Aplikacja ma za sobą trudny okres przejściowy, gdy Microsoft musiał przebudować całą infrastrukturę, a później wielokrotnie próbowano go odświeżyć. Wydano nawet odrębną aplikację Qik, specjalną wersję dla Windows 8,  ale ostatecznie powrócono do podstawowej aplikacji, której używamy obecnie.

Zoom i Google Meet z nowościami – te zmiany były bardzo potrzebne

Praca/edukacja hybrydowa utrzyma popularność komunikatorów

Trudno przewidzieć najbliższe tygodnie, a co dopiero miesiące, jeśli chodzi o ewentualny powrót do normalności. Można być jednak pewnym, że część wypracowanych schematów z nami pozostanie, bo one się po prostu sprawdzają i mogą być co najwyżej minimalnie skorygowane, na przykład poprzez wdrożenie pracy/edukacji hybrydowej, gdzie pracownicy/uczniowie/studenci/nauczyciele/wykładowcy pojawiają się w placówkach jeden, dwa lub trzy dni w tygodniu.