seriale

Jak wygląda kolonizacja Marsa? Przekonaj się na własne oczy

KK
Konrad Kozłowski
2

Po seansie "Pierwszego człowieka" powoli odzyskuję odwagę na lot w kosmos. I to czas najwyższy, bo dzisiaj swoją premierę ma 2. sezon serialu "Mars" (widzieliśmy przedpremierowo!) przedstawiający niezwykle dokładnie losy astronautów na Czerwonej Planecie i z tej okazji rozmawiał z nami ktoś wyjątkowy.

"Mars" jaki jest, każdy widzi. Czerwona Planeta to element Układu Słonecznego, na którym od lat ludzkość marzy o postawieniu stopy. Jak wyglądałaby taka misja, jak długo by trwała i jakich efektów moglibyśmy się po niej spodziewać? National Geographic postanowiło w nietypowy sposób zaprezentować nam wizję realizacji wspomnianych marzeń. Dwa lata temu w ramówce programu pojawił się serial "Mars" przedstawiający to dokonanie, ale nie tylko, bo na każdy odcinek serii składają się dwie części: fabularna i naukowa. Pierwsza z nich to z rozmachem nakręcona opowieść o próbach przetrwania na Marsie i zbudowania tam ludzkiej kolonii. Druga to seria wywiadów z osobistościami, które na różne sposoby są powiązane lub mają bezpośredni wpływ na to, jak idą nasze przygotowania do takiej pierwszej misji.

"Mars" - 2. sezon. Inna planeta, te same ludzkie problemy

Drugi sezon serialu "Mars" ukazuje w dobitny sposób, że jesteśmy tylko i aż ludźmi. Choć jesteśmy w stanie połączyć siły, by osiągnąć coś niezwykłego, to nie jesteśmy w stanie uniknąć konfliktów i nie zawsze dążymy do wypracowania kompromisu, tylko staramy się postawić na swoim. Taki etap w kolonizacji Marsa czeka bohaterów serialu, którzy będą musieli poradzić sobie sami oddaleni od Ziemi (w sprzyjających warunkach) o blisko 55 milionów kilometrów. Nowa technologia i osiągnięcia ludzkości bledną, gdy w grę wchodzi ekonomia i starania w osiąganiu zysków. Wydarzenia, które oglądamy mają miejsce pięć lat po 1. sezonie - baza rozrosła się i robi naprawdę spore wrażenie. Ale większa liczba ludzi przekłada się na wzrost prawdopodobieństwa sporów i rozbieżności zdań. Widziałem wszystkie 6 odcinków 2. sezonu i była to równie, a chwilami może i bardziej niż wcześniej ekscytująca przygoda. "Mars" nadal zachwyca mnie wizualnie - jest to produkcja telewizyjna i trzeba mieć ten fakt na uwadze, ale nie powiedziałbym, że występują tu jakiekolwiek braki techniczne.

Nauka napędza fabułę, a fabułę tłumaczy nauka

Co istotne, w każdym z odcinków - jak już pisałem - nie oglądamy tylko historii misji załogowych i kolonizatorów. "Mars" posiada też element naukowy, który pozwala wypowiedzieć się przedsiębiorcom, astronautom, naukowcom i pisarzom na tematy związane z planetą Mars - w tej grupie znaleźli się Elon Musk, Bill Nye, Naomi Klein, Leland Melvin i Stephen Petranek, a także znany z serii "Kosmos" Neil deGrasse Tyson oraz Andy Weir - autor książki "Marsjanin", na podstawie której nakręcono hollywoodzki hit. To jest prawdziwa uczta dla sympatyków przestrzeni kosmicznej i jej eksploracji. Od zawsze mnie to pasjonowało i możliwość takiej podróży okraszonej dawką wiedzy i szansa na wgląd w techniczne oraz naukowe kulisy przygotowywanych misji jest czymś niesamowitym. Tym samym muszę napisać, że nie jest to produkcja dla każdego i doskonale zdaję sobie z tego sprawę - poruszane zagadnienia mogą kogoś zaintrygować, ale jeśli brakuje u widza chęci poznania tych informacji, to nie weźmie się ona z sufitu. Dobra wiadomość jest taka, że pierwszy sezon "Mars" możecie swobodnie nadrobić na Netflix, natomiast przedpremierowo 1. odcinek 2. sezonu zobaczycie za darmo na YouTube (na końcu wpisu).

Andy Weir, autor książki "Marsjanin" specjalnie dla Antyweb

Miałem też niesamowicie sympatyczną możliwość porozmawiać z jedną z osób występujących w serialu "Mars" - autorem książek "Marsjanin" i "Artemis" Andym Weirem. Jak pisałem wyżej, na podstawie pierwszej z nich powstał wysoko oceniany film z Mattem Damonem w roli głównej, a na ekranie znaleźli się też Jeff Daniels, Jessica Chastain, Michael Peña, Kristen Wiig i Sean Bean. Głównym bohaterem jest Mark Watney, który w skutek nieszczęśliwych wydarzeń zostaje sam na Marsie i postanawia wziąć sprawy w swoje ręce, by przetrwać potrzebną do uzyskania pomocy ilość czasu. Książka jak i film w dużej mierze opierają się na prawdziwych osiągnięciach technicznych i rozwiązaniach naukowych, które istnieją - to wspólny punkt serialu National Geographic i wartej ponad 100 mln dolarów produkcji filmowej, która nie powstałaby bez książki.

Tak Andy Weir przedstawia 2. sezon serialu "Mars":

Pierwszy sezon był przede wszystkim o problemie przetrwania na Marsie. Drugi skupia się na procesie kładzenia fundamentów pod kolonizację. Zamiast kilkorga ludzi wysłanych tam w pojedynczej misji, teraz mamy ich wiele więcej i dochodzi nawet do konfliktów odnośnie tego, czym powinni się zająć.

Byłem ciekaw, czy biorąc udział w tym projekcie, Andy miał okazję spotkać się z filmowcami na planie.

Seria składa się z dwóch części: naukowej i fikcyjnej. Ja jestem w tej pierwszej, która jest serią wywiadów. Nie miałem żadnego wpływu na to, jak rozwija się fabularna historia. Zdjęcia do serialu odbywały się na Węgrzech. Do mnie, do Kalifornii, wysłano ekipę w celu nakręcenia moich wypowiedzi.

Chcąc się upewnić, co do podejścia przy pisaniu scenariusza i opowiada tej historii, zapytałem o jej dokładność pod względem naukowym i jak bardzo może pokrywać się z przyszłością.

Stosowano podejście ściśle naukowe. Wszystkie naukowe zagadnienia w serialu są zgodne z prawdą. Jeśli jesteś ciekaw, jak by to naprawdę wyglądało, to serial jest dla ciebie. W kwestii dokładności ukazywanych zagadnień naukowych myślę, że dokładność wynosi 99,9%. Pod tym względem jest niezwykle precyzyjny. Ale jeśli chodzi o przewidywanie przyszłości - nie mam zielonego pojęcia. Uważam, że w przeciągu najbliższych dwóch dekad człowiek nadal nie znajdzie się na Marsie, myślę, że zajmie to znacznie dłużej. Dwie dekady od dzisiaj to zaledwie 2038 rok. Obstawiam, że dojdzie do tego około 2050 - to moje przypuszczenie. Jeszcze jakiś czas temu sądziliśmy przecież, że dojdzie do tego przed rokiem 2000 (śmiech)."

Andy Weir, autor książki "Marsjanin"

Ale dlaczego zajmie to tak długo? Co jest największą przeszkodą w organizacji takiej misji już dzisiaj?

Koszt. By udało się dotrzeć na Marsa, to misja sprowadza się tak naprawdę do sprawy kosztów budowy silników, które wyniosą wszystko na niższą orbitę. Zrobienie tego dzisiaj jest niezwykle drogie. Firmy komercyjne, jak firma SpaceX, pracują nad bardziej ekonomicznym rozwiązaniem i to naprawdę cool, bo z czasem koszt będzie mniejszy. Gdy do tego dojdzie, rządy będą mogły myśleć o wysłaniu człowieka na Marsa, lecz jeszcze się to nie udało i nie sądzę, by doszło do tego jeszcze przed 2030.

Skoro tak, to czy człowiek postawi stopę na Marsie w skutek misji komercyjnej zorganizowanej przez firmę?

Uważam, że pierwszy człowiek na Marsie znajdzie się tam dzięki dużej, międzynarodowej misji. Coś na zasadzie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Na wysłanie będzie mógł sobie pozwolić tylko rząd, żadna prywatna firma nie dysponuje takim budżetem jak chociażby Stany Zjednoczone. A punktem, w którym do tego dojdzie będzie analogia do MSK, gdzie zorientowano się, że za wszystko nie musi płacić NASA. Może powstać misja wspólna z ESA i Roscosmos czy JAXA, a także innymi agencjami kosmicznymi, które będą sobie mogły pozwolić na wysłanie człowieka na Marsa.

Czy jest więc szansa, że doczekamy się prywatnych lotów na Marsa?

Czysto komercyjny lot na Marsa to bardzo odległa przyszłość. Może być mowa nawet o okresie 100 lat od dzisiaj.

Jakich korzyści można spodziewać się po pierwszej i kolejnych wyprawach na Marsa?

Pod względem ekonomicznym nie ma żadnych korzyści z podróży na Marsa. Nie znajdziemy tam niczego, czego nie ma na Ziemi. Patrząc na to z dużej perspektywy, będzie to dobre dla ludzkości stać się dwuplanetarnym gatunkiem, co zmniejsza szanse przed zagładą. Jeśli w Ziemię uderzy ogromny meteor wszyscy tutaj zginą, ale na Marsie nic im się nie stanie i gatunek przetrwa. Ludzie nie myślą "jakie płyną korzyści ze skolonizowania Marsa?" to raczej indywidualna decyzja, którą ktoś podejmuje mówiąc, że mógłby tam żyć. Dla każdej z tych osób byłaby to osobista decyzja.

W takim razie dlaczego w ogóle się tam wybieramy?

Ludzie mają tendencję do kolonizowania rejonów, które tylko mogą. Są przecież misje i mieszkańcy na Alasce czy u podnóża Mount Everest. Wybieramy się wszędzie tam, gdzie tylko można. Jeśli ekonomicznie stanie się możliwe wysłać ludzi na Marsa, to do tego dojdzie. Jeśli ktoś chciałby zamieszkać na Saharze, to musi go być na to stać - może sprzedaż dom, samochód i zostawić inne rzeczy, by to zrobić. I ludzie tak robią. By wyruszyć na Marsa i go skolonizować musi być nas stać. Jeśli to będzie w naszym zasięgu, to to zrobimy.

Kim więc będą ludzie, którzy się tam znajdą jako pierwsi?

Międzynarodowa załoga astronautów, na którą składałoby się 6 osób, na przykład po jednej z każdej agencji. Fajnie byłoby rozpocząć współpracę z chińską agencją - to byłoby super. Na pierwszą załogę składaliby się niesamowicie wyszkoleni astronauci z umiejętnościami naukowymi w celu zbadania Marsa.

Nie mogłem odmówić sobie możliwość podpytania Andy'ego o jego własne projekty oraz reakcję na najnowsze produkcje telewizyjne i kinowe opowiadające o misjach załogowych w kosmos. Najciekawszymi w ostatnim czasie był serial Hulu pt. "The First" skupiający się na załodze mającej polecieć na Marsa oraz "Pierwszy człowiek" (recenzja) przedstawiający historię Neila Armstronga - pierwszego człowieka na Księżycu. Dlaczego te historie są tak osobiste i stawiają na bohaterów, a nie sam fakt odbywającej się misji?

Większość elementów fikcyjnych będzie skupiać się na postaciach, bo tym widzowie i czytelnicy są zainteresowani. A w przypadku seriali telewizyjnych fabuła musi dotyczyć ludzkich historii. Ludzkie interakcje to coś, co się ciągle zmienia i ewoluuje. W przypadku filmu "First Man" celem nie było stworzenie produkcji o programie Apollo, lecz nakręceni filmu o Neilu Armstrongu, jednym człowieku. Takie podejście zastosowano. Jeśli kogoś bardziej interesowałaby sama misja, to dla niego będzie "Apollo 13", który pokazuje jak próbowano uratować członków zasłogi, ale nie zabrakło linii fabularnej i troski o bohaterów.

Andy Weir był blisko wprowadzenia na antenę własnego serialu. Wspólnie z CBS wyprodukował pierwszy odcinek (pilotażowy), lecz seria nie dostała zamówienia na pełny sezon. Co się stało?

Mój pierwotny pomysł na "Mission Control" został zmieniony przez stację CBS, wprowadzono sporo zmian. Chciałem, by był to cotygodniowy serial naukowy - coś jak "Doktor House" ("House MD"), gdzie co tydzień pojawiała się medyczna zagadka, tak tutaj pojawiałby się problem na stacji kosmicznej. CBS zapragnęło, że będzie to jednak serial dramatyczny, czego po części chciałem i ja, lecz CBS stawiało na relacje pomiędzy bohaterami, zawiłości fabularne, co mi do końca nie odpowiadało. Skończyło się na tym, że serial nie był taki, jaki chciałem. Więc gdyby ktoś zgłosił się do mnie, chciałbym porozmawiać o moim pierwotnym pomyśle na "Mission Control".

Spodziewamy się, że po "Marsjaninie" i "Artemis" ukaże się kolejna książka Andy'ego, dlatego spróbowałem także dowiedzieć się cokolwiek na ten temat. Czy mógł mi coś powiedzieć?

Niestety nic, kontrakt nie został sfinalizowany, a dopóki nie ma zielonego światła nie mogę wiele ujawniać. Powiem jednak, że będzie to realistyczna opowieść science-fiction [podobnie jak dwie poprzednie - przyp. red.].

A czy Andy Weir wybrałby się w kosmos, gdyby mógł?

Nie! (śmiech). Czytałem wiele o odważnych ludziach i nie jestem jednym z nich (śmiech). Nie wybrałbym się na orbitę, nie chcę lecieć w kosmos. Ja tylko piszę o tym książki (śmiech).

Premiera 2. sezonu "Mars" w National Geographic już dziś, 13 listopada o 22:00. Nowe odcinki będą emitowane co tydzień i dostępne także w Player.pl i nc+ GO (National Geographic Play).

Pierwszy odcinek 2. sezonu zobaczycie poniżej za darmo.

 

 

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy: