21

Zuckerberg prezydentem – taki scenariusz jest możliwy, ale większą władzą daje chyba sterowanie Facebookiem

Mariaż polityki i biznesu nie jest niczym nowym, to wręcz standard - także w zakresie przepływu ludzi między tymi obszarami. Dolina Krzemowa jest tu całkiem ciekawym przykładem, nie brakuje polityków czy urzędników, którzy znajdują zatrudnienie w korporacjach technologicznych, te ostatnie pompują natomiast pieniądze w kampanie wyborcze. A gdyby tak któryś z szefów wielkiej firmy postanowił powalczyć o Biały Dom albo przynajmniej o fotel senatora czy gubernatora? Pewnie mieliby spore szanse, ale czy jest im to potrzebne?

Mark Zuckerberg prezydentem? Na pierwszy rzut oka pomysł wydaje się szalony albo niedorzeczny – przecież to nie jest polityk, przecież nie ma za sobą wielkiej partii, przecież niedawno mówił o rozwoju firmy w dłuższej perspektywie i prawdopodobnie to jej zamierza poświęcać swój czas. Ale z drugiej strony… Gdyby Zuckerberg postanowił zostać politykiem, pewnie znalazłoby się zaplecze polityczne, wielkiej partii zależałoby na przejęciu człowieka z taką rozpoznawalnością, wpływami i pieniędzmi.

Urlop od Facebooka

Temat podjęto niedawno w artykule Forbesa, a wszystko za sprawą emisji nowych akcji (wspominałem o tym przy okazji omawiania wyników firmy). Owe akcje pozwolą Zuckerbergowi zarobić na sprzedaży papierów wartościowych, ale ta sprzedaż nie zmniejszy jego wpływów w korporacji. W tym projekcie pojawiają się też zapisy, które wywołały spekulacje dotyczące służby publicznej czy politycznej Zuckerberga. Zaczęto pytać, czy to furtka, dzięki której młody miliarder mógłby pójść drogą Michaela Bloomberga, biznesmena, który wszedł do świata dużej polityki, ale po rozstaniu się z gabinetem burmistrza Nowego Jorku wrócił do firmy na stanowisko CEO. Czyżby i Zuckerberg planował taki „urlop” od niebieskiego serwisu społecznościowego?

Możliwe, że ten zapis w dokumentach ma niewielkie znaczenie, a spekulacje są mocno przesadzone. Czy mogłoby nas jednak dziwić to, że ambitny Amerykanin chce zostać jednym z najpotężniejszych ludzi świata? Odpowiem pytaniem: a czy Mark Zuckerberg nie jest już bardziej mocarny niż prezydent? Nawet prezydent USA. Im dłużej się nad tym zastanawiam, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że CEO Facebooka dysponuje dzisiaj naprawdę dużą władzą i z każdym rokiem będzie ona większa.

Mark Zuckerberg i tak ma wielką władzę

Jasne, Zuckerberg nie ma wielkiej armii, nie może bezpośrednio stanowić prawa czy wpływać na politykę gospodarczą lub zagraniczną swojego kraju. Ale na wiele kwestii może wpływać pośrednio. Na spotkaniach z nim zależy głowom państw czy majętnym biznesmenom, jego wsparcie znaczy naprawdę dużo. Gdyby zaangażował się mocno w czyjąś kampanię wyborczą, pewnie zwiększyłby szanse tej osoby na wygraną. A gdyby zaangażował do tego także swoją firmę… Tak, na postać Zuckerberga należy patrzeć przez pryzmat jego „dziecka”, niebieskiego serwisu i jego zasięgu.

Z Facebooka każdego dnia korzysta ponad miliard ludzi, pakiet aplikacji jeszcze mocniej przywiązuje te osoby do sieci społecznościowej. Ta ostatnia wie sporo o użytkownikach, z każdym dniem poznaje ich coraz lepiej, te informacje nie znikają. A im więcej będzie im serwować usług, tym bardziej wbije się w życie setek milionów ludzi (zakładam, że część osób ze wspomnianego miliarda jednak nie pozwoli na mocną ingerencję). Zdjęcie, na którym Mark Zuckerberg mija grupę ludzi z okularami VR na głowie oddaje istotę władzy Facebooka – zwłaszcza tej przyszłej, potencjalnej.

To Facebook będzie decydował, co przeczytają, obejrzą, usłyszą miliony, co kupią, gdzie pojadą, kogo pokochają lub znienawidzą być może też na kogo zagłosują. Już kilka lat temu przy okazji rewolucji na Północy Afryki widzieliśmy siłę niebieskiego serwisu. Wtedy był on narzędziem, warto zastanowić się nad tym, jak będą wyglądały sprawy, gdy społecznościówka bardziej się zaangażuje. I jaki wpływ na świat będzie miał wówczas szef korporacji, osoba, która teraz umacnia w niej swoją władzę? Jeżeli za dekadę Zuckerberg zechce zrobić z kogoś prezydenta, to możliwe, że uda mu się osiągnąć cel – niekoniecznie musi sam wprowadzać się do Białego Domu.

Patrząc na to wszystko, warto jeszcze raz zadać sobie pytanie: czy Mark Zuckerberg potrzebuje stanowiska politycznego, choćby i prezydenta, by rosnąć w siłę. Może i byłoby to połechtanie ego, spełnienie jakiegoś marzenia z dzieciństwa (o ile takie miał), ale prawda jest taka, że „Zuckowi” większą władzę daje jego serwis. W takim wypadku nie ma sensu otwarcie bawić się w politykę. Masa ograniczeń, które wiążą ręce prezydenta, nie dotyczy miliardera z Doliny Krzemowej, więc może lepiej nim pozostać…