4

WhatsApp z miliardem użytkowników. Facebook jednak nie przepłacił za ten biznes?

Miliard użytkowników jakiejś aplikacji, usługi czy serwisu to naprawdę duża liczba - niektóre firmy zdążyły nas z nią już oswoić, ale nadal słysząc "miliard" można pokiwać głową z uznaniem. Zwłaszcza, gdy komuś udało się stosunkowo szybko dojść do tego wyniku. A tak można opisać rozwój WhatsApp, który powstał 6 lat temu i w roku 2014 trafił pod skrzydła Facebooka. Zuckerberg nie próżnuje, jego biznesy rosną...

Komunikat WhatsApp jest dość krótki: w skali miesiąca mamy już miliard aktywnych użytkowników. Okrągły miliard. Jeszcze kilka miesiecy temu informowali o 900 mln, więc w relatywnie krótkim czasie (nie minęło nawet pół roku) zasięg powiększył się o 100 mln osób. Nieźle. Na poniższej grafice widać też inne liczby, którymi chcieli się pochwalić twórcy aplikacji. Najciekawsza jest chyba ta dotycząca… samych twórców. Zwróćcie uwagę na ich liczbę – inżynierów jest zaledwie kilkudziesięciu. Nie oznacza to oczywiście, że cały zespół liczy tyle osób, ale nadal robi to wrażenie. Ekipa niewielka, a to oznacza mniejsze koszty.

Zakładam przy tym, że wsparcie inżynierskie płynie z Facebooka, lecz to nie umniejsza osiągnięcia – cały interes Zuckerberga pod względem zatrudnienia prezentuje się całkiem nieźle, nadal nie jest to rozpasana korporacja. A przecież główny serwis może się już pochwalić wynikiem 1,6 mld użytkowników (w skali miesiąca) – pisałem o tym przy okazji prezentowania wyników społecznościówki. Za nimi kroczy Messenger – jego społeczność za jakiś czas też może dobić do granicy miliarda. Będziemy mogli mówić o złotej trójce.

Zdaję sobie sprawę z tego, że spora część użytkowników powtarza się, korzysta z różnych rozwiązań, ale nie są to wszyscy. Tym samym baza, którą dysponuje Zuckerberg jest naprawdę duża. A na tym przecież nie kończą się jego inwestycje – kilka miesiecy temu pisałem o rosnącym Instagramie:

Serwis pochwalił się, że miesięcznie korzysta już z niego 400 mln osób. Pękła kolejna setka. Co ciekawe, poprzednia duża granica, czyli 300 mln została złamana na przełomie 2014 i 2015 roku, a 200 mln w pierwszej połowie 2014 roku. Utrzymują szybkie tempo wzrostu, wydaje się prawdopodobne, że zostanie ono utrzymane. Ważne jest to, że serwis zyskał popularność poza USA – Amerykanie stanowią dzisiaj 25% użytkowników. Pozostałych znajdziemy w Europie, Azji, Brazylii – to w tych miejscach ludzie zakładają nowe konta.

Mocny zestaw, a niektórzy już dopisują do tego społeczność, która może powstać wokół projektu Oculus Rift. Ciekawe, jak szybko uda się rozkręcić ten biznes? Może Facebook postanowi też poszerzyć „rodzinę” na drodze kolejnego przejęcia? Nie zdziwiłbym się, gdyby wykonali tu jakiś ruch związany z wideo, poszukali biznesu, który dobrze rokuje na tym perspektywicznym rynku.

Wróćmy jednak do WhatsApp. I zostańmy przy przejęciach – warto przypomnieć, że gdy Facebook zaproponował za ten biznes kilkanaście miliardów dolarów (większość w akcjach, ale jednak), to ludzie patrzyli na ten ruch ze sporym niedowierzaniem. Poważna część komentatorów powtarzała, że to szaleństwo czy brawura, niepotrzebne wyrzucanie pieniędzy. Kwotę tłumaczono wówczas w dość dziwny sposób, wspominano chyba, że to bonus związany z wiarą w sukces. Okazuje się, ze potencjał wzrostu rzeczywiście był spory, a może być przecież jeszcze lepiej – w Azji aplikacja na razie radzi sobie dość umiarkowanie, przegrywa z lokalną konkurencją. Ciekawe czy zespół podejmie jakieś kroki w tym kierunku. I czy przyniosą one pożądane skutki?

Podobne pytanie zadaję sobie w kwestii zarabiania na tym biznesie. Wiemy już, że na Facebooku można zarabiać. W przeliczeniu na jednego użytkownika nie są to wielkie pieniądze, ale systematycznie rosną. Jednocześnie coraz częściej mówi się o tym, że Zuckerberg i spółka będą monetyzować nie tylko główny serwis, ale też „przybudówki” – np. WhatsApp. Jak to zrobią, jaką drogą pójdą? Oto jest pytanie. Pojawił się wątek współpracy z biznesem: komunikatory miałyby być wykorzystywane przez firmy do porozumiewania się z klientami. Ciekawe. Ale też trudne i ryzykowne. Tym bardziej sprawa intryguje. Sporo znaków zapytania, mam nadzieję, że niedługo będą eliminowane – zwiększanie zasięgu jest istotne, ale to tylko element większej układanki.