74

Wybór komputera jeszcze nigdy nie był dla mnie taki trudny. Czy to czas zrezygnować z MacBooka?

W 2007 roku zamieniłem mój stacjonarny komputer na pierwszy laptop. Mobilność była dla mnie słowem kluczem: 15-calowy, ciężki, laptop w 2021 roku brzmi jak wzór antymobilności. Ale wtedy był spełnieniem marzeń: mogłem się przemieszczać i mieć wszystkie dane i narzędzie pracy/rozrywki/komunikator przy sobie. Po drodze był jeszcze 10-calowy netbook, który był ówczesnym królem mobilności. Od 2012 roku moimi głównymi komputerami są te od Apple — no i kontynuując tradycję, nie wyobrażałem sobie zmieniać formy komputera. A później nadszedł 2020.

„Uziemiony” Macbook był moim narzędziem pracy przez cały miniony rok

Po powrocie w lutym 2020 z urlopu zaczął się lockdown — a wraz z nim skończyły jakiekolwiek wyjścia. Koniec pracy w drodze, koniec pracy w kawiarniach, koniec pracy na konferencjach. Drogi nie było, konferencje przeniosły się online, a do kawiarni zaglądałem co najwyżej podczas spacerów po kawę na wynos. Od wielu miesięcy mój MBP działa jak komputer stacjonarny: zakup Magic Trackpada był strzałem w dziesiątkę. W zestawie z MX Keys for Mac tworzą duet idealny. Do tego drugi monitor (a podczas konferencji także trzeci w formie iPada) — i tak można pracować. Jest fajnie, jest wygodnie, ale nie ukrywam, że nowe komputery Apple rozbudzają wyobraźnię. I kiedy pozbędą się chorób wieku dziecięcego chciałbym wymienić MBP mid 2018 na… no właśnie, na co? Bo dotychczas wydawało mi się, że jedynym słusznym rozwiązaniem będzie jego bezpośredni następca: 13- lub 14-calowy Macbook Pro z czterema portami USB C, którego premiery spodziewamy się za kilka miesięcy.

mac mini m1

…a później zobaczyłem ceny i zrobiłem rachunek sumienia. Od lutego odpiąłem Macbooka Pro raz, jadąc na weekend w odwiedziny do rodziców. Poza tym brałem ze sobą wyłącznie iPada Pro, który w zupełności mi wystarczał.

Macbook Pro czy o połowę tańszy Mac Mini?

Mac Mini z M1 (16 GB / 256 GB) to koszt 4699 zł. Macbook Pro (16 GB / 256 GB) z dwoma portami to 7699 zł. Podejrzewam że wariant z czterema portami będzie jeszcze droższy — podobnie jak miało to miejsce w przypadku komputerów z układami Intela. I jeżeli weźmiemy pod uwagę, że w gruncie rzeczy obecny przez lata argument o mobilności odchodzi w zapomnienie — bo w 99% przypadków iPad Pro mi wystarczy (edycja zdjęć, wygodne pisanie dzięki dołączanej klawiaturze itd.) — to naprawdę trudno mi będzie usprawiedliwić wydanie dwukrotnie większej sumy. No, choć pojawia się tutaj jeszcze gwiazdka w postaci konieczności zakupu monitora: albo dużego i szerokiego, albo drugiego 24-calowego — bo nie wyobrażam sobie już powrotu do pracy na jednym ekranie. Mimo wszystko będzie to koszt, który prawdopodobnie nie przekroczy wydatków rzędu tysiąca złotych — zatem wciąż będę sporo gotówki do przodu.

2020 wywrócił wszystko do góry nogami, miejscami… może to lepiej?

Miniony rok przyniósł wiele złego. Ale jestem przekonany, że nie jestem jedynym, który w czasie pandemii zmienił swoje podejście do technologii. Moja miłość do przenośnych konsol i urządzeń mobilnych pozostała kompletnie niezachwiana, natomiast nie wyobrażam sobie już powrotu do pracy na jednym ekranie. Nawet przez tych wspomnianych kilka dni odwiedzin u rodziców iPad Pro służył mi jako drugi ekran, taka organizacja środowiska pracy odpowiada mi najlepiej. W domu biurko jest moim jedynym miejscem pracy. W drodze… w drodze zawsze będzie niewygodnie. Ale dzięki coraz bardziej zaawansowanym funkcjom iPadOS i opcji podłączenia klawiatury oraz myszki, będzie on w stanie (dla moich potrzeb) zastąpić efektywnie komputer. Chociaż zanim podejmę ostateczną decyzję chętnie wybrałbym się w chociaż kilkudniową podróż podczas której byłbym zmuszony pracować w ten sposób — może zrewiduję poglądy. Póki co jednak nie zapowiada się na to, bym szybko miał taką szansę — dlatego też nie pozostaje mi nic innego jak czekać na premierę nowych komputerów i względny powrót do normalności. Wtedy będę mógł podjąć ostateczną decyzję. Ale już teraz wiem, że nie będzie ona łatwa.