36

Ludzie czekają już na kolejnego iPhone’a. A jak sprzedaje się „Piątka”?

Ubiegły tydzień przyniósł nam rewelacje w sprawie taniego iPhone’a. Ten sprzęt pojawiał się już wcześniej w różnego typu plotkach i analizach, ale do tej pory nic z tego nie wyszło. Tym razem doniesienia firmowały swoja marką The Wall Street Journal i Bloomberg, więc odzew był całkiem spory. Od tego czasu trwa wielowątkowa dyskusja na temat […]

Ubiegły tydzień przyniósł nam rewelacje w sprawie taniego iPhone’a. Ten sprzęt pojawiał się już wcześniej w różnego typu plotkach i analizach, ale do tej pory nic z tego nie wyszło. Tym razem doniesienia firmowały swoja marką The Wall Street Journal i Bloomberg, więc odzew był całkiem spory. Od tego czasu trwa wielowątkowa dyskusja na temat wad i zalet wprowadzenia na rynek budżetowego iPhone’a. Przy okazji stało się widoczne, że branża żyje już kolejnymi produktami Apple (nawet tymi wyimaginowanymi), a temat sprzedaży iPhone’a 5 zszedł na dalszy plan.

Kilka miesięcy temu w jednym ze swoich wpisów zwracałem uwagę na coraz większą ilość informacji, które dotyczą nieistniejących produktów (w tamtym przypadku mowa była chyba o iPadzie mini – ostatecznie trafił on na rynek, ale wcześniej przez kilka kwartałów pojawiały się rewelacje na temat jego podzespołów, cen, obudowy, rozmiarów, a nawet problemów, jakie będą z nim mieli użytkownicy). Teraz podobnie rzecz się ma z następcami iPhone’a 5, iPada 4 oraz iPada mini (w każdym przypadku możemy być w miarę pewni tego, ze Apple faktycznie pracuje nad takim urządzeniem). Niektóre serwisy wzięły też sobie do serca plotki na temat tańszego smartfonu giganta z Cupertino i już podzieliły się jego danymi technicznymi, a przynajmniej najciekawszymi elementami specyfikacji. Dlaczego o tym piszę? Ponieważ w natłoku tych doniesień jakoś zaginęły pytania o sprzedaż iPhone’a 5.

Intel partnerem technologicznym AntywebApple znów notuje spadki na giełdzie (w chwili pisania tekstu cena za jedną akcję wahała się na granicy 500 dolarów), a jednym z powodów pogorszenia nastrojów były zapewne doniesienia, dotyczące sprzedaży iPhone’a 5. Precyzyjnie rzecz ujmując, nie tyle samej sprzedaży, co zamówień na komponenty do produkcji smartfonów. Zapewne domyślacie się, że nie były to optymistyczne doniesienia. Plotka głosi, że Apple poważnie zredukowało zamówienia na wyświetlacze do iPhone’a 5. Nawet jeżeli jest to prawda (a tego raczej się nie dowiemy), to sprawę można oczywiście tłumaczyć na rożne sposoby – niektórzy powiedzą np., że gigant z Cupertino szykuje się już do wypuszczenia na rynek kolejnego modelu i po prostu zaczyna ograniczać produkcję ostatniej słuchawki (mało prawdopodobne, ale po premierze iPada 4 nie byłbym już zdziwiony takim posunięciem).

Te doniesienia przypomniały wielu osobom, że na rynku jest dostępny w miarę „świeży” smartfon Apple, a firma niedługo powinna się pochwalić wynikami finansowymi za poprzedni kwartał. Na ich podstawie będzie można określić, czy nowy smartfon został pozytywnie przyjęty przez konsumentów, czy stał się „gorszym dzieckiem” amerykańskiego giganta. Zainteresowanie tym raportem jakoś podupadło i trochę zastanawia brak wszelkiej maści prognoz sprzedaży Apple. Takowe zapewne istnieją, ale nie przebijają się w natłoku innych wiadomości. Sama firma też unika tematu i można odnieść wrażenie, iż dyskusja dotycząca tego, co powiedział Phil Schiller w kwestii taniego iPhone’a jest im chyba na rękę.

Nie twierdzę oczywiście, że korporacja i reszta świata chcą już zapomnieć o modelu iPhone 5, ale w mediach da się zauważyć zdecydowaną przewagę pogłosek na temat nowych urządzeń Apple nad informacjami o już istniejącym sprzęcie i jego sprzedaży. Potrzebny był spory wstrząs, by głośno zrobiło się o obecnym flagowcu. Jednocześnie pojawia się pytanie, czy ta sytuacja jest charakterystyczna tylko dla giganta z Cupertino, czy dotyczy już wszystkich firm? Branża tak się rozpędziła z kolejnymi premierami i anonsami, że ludzie po dwóch miesiącach uznają produkt za stary i wypatrują jego następcy. I to następcy atrakcyjniejszego pod każdym względem.

Źródło zdjęcia: wired.com