Felietony

Pożar w burdelu. Czyli o tym, dlaczego "Kler" nie jest wybitny, ale ważny

JS
Jakub Szczęsny
30

Smarzowski słynie z filmów kontrowersyjnych, "brzydkich" i mocnych w swoim przekazie. Kto oglądał choć jeden z jego wcześniejszych obrazów ten wie, że ten reżyser nie bawi się w eufemizmy i często zachęca potencjalnych widzów wizją nieco brutalnej komedii - ostatecznie jednak każdy jego film to po prostu ciężki w odbiorze dramat - po którym widz nie do końca wie co powiedzieć. Może na tym właśnie polega magia Smarzowskiego?

Bardzo prawdopodobne. "Kler" to właściwie kolejny krok Smarzowskiego ku zaszufladkowaniu się - o tym reżyserze mówi się mniej więcej tyle, że doskonale czuje się w tematach trudnych, oślizgłych wręcz. Tak, jakby uwielbiał się tarzać w patologii, szokować i sugerować ogólne zepsucie świata. "Kler" to nie jedyny film, w którym Smarzowski dokopuje pewnej specyficznej grupie społecznej. "Dom zły" pastwił się i nad zwykłymi z pozoru ludźmi i nad policjantami, którzy odpowiadali za jeszcze większą tragedię niż ta, która wydarzyła się w tytułowym lokum. Kler więc odebrano jednoznacznie - skoro bierze się za to Smarzowski, to najpewniej dokopie pazernym, zepsutym i zboczonym księżom. Kto w ten sposób rozpatrywał ów film przed seansem, ten najpewniej się nie rozczarował.

Kto miał "Kler" już zrecenzować ten już zrecenzował. Ja natomiast powiem o tym filmie coś innego

Po obejrzeniu filmu mało kto będzie miał poczucie, że Smarzowski podszedł do tematu księży całkowicie neutralnie. Nawet zabieg pozornej zmiany podejścia do tej grupy w dalszej części filmu został potraktowany absolutnie po macoszemu - tak, jakby reżyserowi kompletnie nie zależało na tym, aby przypomnieć widzowi, że tytułowy "kler" to nie tylko siedlisko degeneratów, którzy z Bogiem mają wspólnego głównie tyle, że sobie nim napchane mordy wycierają. Mam nadzieję, że również ci, którzy wierzą w film Smarzowskiego niemal tak, jak w "prawdę objawioną" pamiętają o tym, że księża to również tacy ludzie, którzy robią to co do nich należy - nie babrając się w patologie ukazane w filmie. Tego jednak zabrakło - mimo, że z Kościołem jest mi wybitnie nie po drodze - zwyczajnie nie interesuje mnie duchowa oferta tej organizacji religijnej, to kilku księży znam. I oni mnie otwarcie mówią o tym, że istnieje konflikt między "normalnymi" i "zdegenerowanymi" księżmi. Tyle, że ci drudzy mimo wszystko mogą więcej - bo to oni rozdzielają wpływy, władzę i oczywiście pieniądze.

Kler na Antyweb. Poznaj inne nasze teksty o filmie Wojciecha Smarzowskiego:

Ale to nie wina Smarzowskiego, że ten film "wyszedł tak jak wyszedł". Ten reżyser w "Klerze" objawił nam się w roli twórcy mocnych i wiralowych wręcz manifestów. Zręcznie znalazł jeden z bardziej palących problemów Polaków i ukazał go na własną modłę - skupiając się na uwielbianych przez siebie patologiach. I tutaj nawiążę do "burdelu", który podniosłem w tytule. Kościół Katolicki w Polsce ma problemy, a wewnątrz jego struktur wytworzyła się zwyczajna klika. Ale to nie jest ogólny obraz Kościoła - Kościół przecież to wspólnota, wspólna wiara, wartości, historia. Jednak rozmiary wspomnianej przeze mnie kliki - albo jak kto woli "burdelu" przestały być bez znaczenia. Arbitrowie ludzkich dusz przestali zajmować się tylko swoimi owieczkami - zaczęli na tej kanwie tworzyć własne królestwa - tutaj na ziemi. Rytualizm zamieniając na pieniądze, a status duchowny rozmieniając na władzę. Nie wszyscy księża tacy są, uwierzcie mi. Niemniej, trzeba być absolutnie szczerym i powiedzieć o tym, że zdegenerowany kler również istnieje.

Pożar w burdelu

Polacy natomiast od dłuższego czasu byli już zmęczeni niekoniecznie właściwą pozycją księży. Można mnożyć dowody anegdotyczne na temat zdegenerowanych kleryków - biorących "co łaska", ale nie mniej niż x złotych, mówić o bezczelnych zachowaniach duchownych katechetów lub zakonnych katechetek w trakcie lekcji religii. Dowody anegdotyczne mówią natomiast jedno, ale stwierdzone przez media, system prawny nieprawidłowości to drugie. Nie będę wypominał księżom ich przewin - nie ja jestem od tego (i oni paradoksalnie tym bardziej, bo również są ludźmi), natomiast tajemnicą nie jest to, że bez winy nie są.

Smarzowski natomiast doskonale wychwycił to, co Polaków poruszy, nakaże im niezależnie od tego, czy poważają Smarzowskiego zapoznać się z tym obrazem. "Kler" wybitny nie jest, miejscami jest zwyczajnie niespójny, brakuje równowagi - przytłoczonej wręcz brzydotą sumień bohaterów i patologią. Gra aktorska - tutaj nie ma się do czego przyczepić - błyszczy natomiast ponownie Arek Jakubik, któremu udało się oderwać od wizerunku wybuchowego idioty - Rysia z "13 Posterunku". To niezwykle trudna sztuka - to prawdopodobnie nie udało się nawet Andrzejowi Grabowskiemu, który nie ma się przed Jakubikiem czego wstydzić, ale i tak wielu widzów ciągle widzi go w roli Ferdka - nieroba w "zapierdzianych" dresach. Zawiedziony natomiast byłem... Januszem Gajosem, który i tak zagrał świetnie, ale uważam, że jego postać powinna zostać zagrana nieco inaczej. Połączenie wysokiego rangą duchownego z mafijnym bossem na wzór Tuwary z trzeciej "Ekstradycji" wcale mnie nie porwało. Można mieć nieco pretensji do Smarzowskiego o to, że ponownie sięgnął po "starą gwardię" ze swoich filmów. Ale czy to źle? Trenerów nikt nie rozlicza z tego, że korzystają z usług doskonałych zawodników, którzy raz po raz udowadniają swoją jakość - o ile doprowadzają do korzystnych wyników. Podejście Smarzowskiego trzeba rozpatrywać w takich właśnie kategoriach: skoro ulubiona przez reżysera ekipa daje sobie radę - dlaczego mielibyśmy to zapisywać "na minus"?

Między innymi doskonała obsada, ogromny szum wokół "Kleru" przed premierą spowodowały, że film niektóre grupy poruszył i jeszcze przed jego oficjalną emisją udowodnił, że w relacjach między Kościołem a polityką coś jest nie tak. Bo skoro wysocy rangą duchowni nawołują do bojkotu filmu, wysługując się często wpływami politycznymi (i doprowadzając do nieformalnych "zakazów" w niektórych miejscach) nadużywają własnych kompetencji, można mówić o jawnym problemie. Nie jestem w stanie wskazać podobnej sytuacji w polskiej kinematografii, w wolnej już po zbrodniczym komunizmie podobnej sytuacji. Tak właśnie, Kler osiągnął zamierzony przez Smarzowskiego efekt jeszcze przed premierą. Wywołał pożar w opisywanym przez siebie burdelu.

To również doskonały dowód na to, że wcale nie trzeba robić filmów wybitnych, żeby osiągnąć niesamowity sukces

Sukces "Kleru" wynika natomiast wprost z tego, że Smarzowski to piroman genialny. Podpalił kościelną klikę i spowodował w niej popłoch. Zdegenerowany kler zapomniał o podstawowych zasadach związanych z gaszeniem takich pożarów i zaczął nerwowo reagować na ten film. Zakazy, krytyka z ambony, wypowiedzi w mediach i ostatecznie - deklaracje bojkotu wśród niektórych polityków i dziennikarzy... wszystko to spowodowało, że widzowie chcieli zobaczyć to, co klerowi (nie, nie Kościołowi, Kościół powinien być ponad takie połajanki) nie odpowiada, co irytuje niektórych polityków i dziennikarzy - tych, którzy na klęczkach latają za politykami przy korycie i sutannami w których brzęczy bilon.

"Kler" natomiast to film średni - ze świetną obsadą, z nieco niespójną, zbyt szybką akcją i nieco popsuty zbytnim przerysowaniem postaci. Zabrakło księży absolutnie normalnych - nie wierzę, że takich nie ma, bo sam takich znam. Gości w sutannach, którzy w głowie nie mają czegokolwiek z zestawu: "dziewczynki, dzieciaki, pieniądze, władza, seks, złoto, wóda".

Ale średni film też można doskonale sprzedać - o ile pojawi się w dobrym momencie, zirytuje kogo trzeba i wzbudzi ogromną potrzebę zapoznania się z nim. Jestem pewien, że "Kler" - mimo nieco niższej niż dotychczas u Smarzowskiego jakości odciśnie jakieś piętno na społeczeństwie, które coraz częściej odchodzi od groteskowego rytualizmu i zauważa, że duchowi arbitrzy nie tylko "są tylko ludźmi", ale i też grzeszą - czasami nawet bardziej od osób świeckich. Paradoksalnie, obraz Smarzowskiego może stać się ozdrowieńczą wodą dla zepsutej części Kościoła - tego zdecydowanie KK i normalnym księżom życzę.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy: