Wywiady

"Każdy kto ma odrobinę technicznego zacięcia jest w stanie budować aplikacje w no-code"

Tomasz Popielarczyk
19

W USA agencje no-code rosną jak grzyby po deszczu. W Polsce moda na budowanie oprogramowania bez kodu dopiero raczkuje. Jakie są zalety no-code? A jakie ograniczenia? Co da się dzięki niemu zbudować? Jaka przyszłość czeka no-coderów?

Ruch no-code kwitnie za oceanem. Perspektywa tworzenia aplikacji bez programowania z wykorzystaniem różnych builderów rozpala wyobraźnię twórców, managerów oraz... inwestorów. Kolejne platformy z tego rynku zgarniają milionowe dofinansowania. Czy szał na nie-kodowanie dotrze też do Polski? Rozmawiam na ten temat z Emilem Bednarczykiem, CEO havenocode - agencji tworzącej oprogramowanie w duchu no-code i low-code.

TP: Czym tak właściwie jest agencja no-code? Czy chodzi tylko o to, że dowozicie projekty szybciej, bo nie kodujecie ich od podstaw czy może kryją się za tym jakieś inne benefity dla Waszych klientów?

Emil Bednarczyk: Rynek agencji no-code jest mocno zróżnicowany. Część firm specjalizuje się wyłącznie w budowaniu MVP i współpracy ze start-up’ami. Po drugiej stronie mamy agencje, takie jak nasza, które działają tak jak tradycyjne software house’y, w trybie full-cycle development. Mam na myśli oferowanie klientom pełnego wsparcia, od analizy po UX/UI design, wdrożenie i testy, kończąc na utrzymaniu i dalszym rozwoju aplikacji o nowe funkcjonalności. To co odróżnia nas od software house’ów to technologia - agencje no-code nie programują w klasycznym tego słowa znaczeniu, a korzystają z platform no-code, jak np. Bubble, Webflow czy Appgyver, które umożliwiają tworzenie aplikacji bez pisania kodu. Niemniej, w przypadku niektórych projektów, agencje no-code stosują również podejście low-code - czyli częściowo korzystają z tradycyjnego kodowania, kiedy jest to niezbędne do zrealizowania szczegółowych wymagań klientów.

Jesteście chyba pewnym ewenementem na polskim rynku?

Zdecydowanie tak. O ile w USA rynek agencji no-code jest już mocno rozwinięty i tym samym świadomość samej technologii wśród klientów jest o wiele większa, o tyle w Europie mamy do czynienia z sytuacją, gdzie no-code to dopiero wschodzący trend. Ta różnica jest bardzo widoczna w trakcie rozmów z klientami. Firmy z USA nie pytają nas o samą technologię, znają korzyści wynikające z podejścia no-code, a skupiają się głównie na procesie współpracy, czy naszym portfolio. Natomiast w przypadku klientów z Europy, nadal istnieje duża potrzeba wyjaśnienia różnic pomiędzy no-code i klasycznym developmentem.

Zakładając havenocode byliśmy świadomi, że edukacja lokalnego rynku w dużej mierze spoczywa na naszych barkach. Niemniej cieszy nas fakt, że polskie software house’y dostrzegają potencjał tej technologii i tworzą dywizje, specjalizujące się strice w projektach no-code. Świadczy to o ogromnym potencjale no-code i tym, że jego popularyzacja w naszym regionie to tylko kwestia czasu.

Czemu klient, który ma pomysł na produkt miałby zdecydować się na drogę no-code zamiast tego tradycyjnego podejścia? 

Powód jest prosty, a zarazem bardzo istotny - oszczędność czasu, a tym samym obniżenie kosztów. Wynika to z samej idei, w oparciu o którą powstały platformy no-code. W dużym skrócie, platformy no-code pozwalają na tzw. programowanie wizualne, czyli korzystanie z gotowych komponentów w procesie budowania aplikacji. Większość funkcjonalności w programowaniu została już napisana setki tysięcy razy np. proces logowania użytkownika. Po co tracić czas na ponowne pisanie tego samego, kiedy można skorzystać z gotowego elementu i skupić się na bardziej istotnych funkcjach?

Drugim aspektem jest możliwość wprowadzania szybkich zmian w aplikacji, iterowania z produktem. To bardzo istotne w przypadku, gdy w trakcie developmentu pierwotne wymagania względem produktu ulegają modyfikacjom, co oczywiście ma wpływ na funkcjonalności aplikacji. Dzięki no-code możemy je wdrażać o wiele szybciej i tym samym skracamy czas budowy produktu. Finalnie, dzięki temu podejściu klient może szybciej zwalidować pomysł na rynku czy wewnątrz organizacji.

Istotne jest również to, że w wielu przypadkach “biznesu” nie interesuje to na czym zbudowane jest dane rozwiązanie, tak długo jak spełnia ono swoje zadanie i pomaga w realizacji celów danej organizacji. Pracując z agencją no-code klient końcowy tak naprawdę nie zobaczy różnicy czy rozwiązanie jest oparte o no-code czy tradycyjny kod, poczuje tylko ulgę w portfelu.

Jaki najbardziej zaawansowany produkt dotąd udało Wam się stworzyć za pomocą podejścia no-code?

To zdecydowanie jeden z naszych ostatnich projektów eCommerce - w pełni customowy sklep internetowy dla palarni kawy, który zbudowaliśmy od zera, projektując cały UX/UI, wdrażając złożoną logikę na backend, system rekomendacji kawy, kończąc na integracji z aplikacjami 3rd party. Spośród innych projektów - to portal rekrutacyjny dedykowany dla pracodawców i pracowników z branży TSL, obsługujący cały proces aplikacji z perspektywy kandydata i firmy, czy dedykowana platforma dla społeczności specjalistów związanych z realizacją procesów przetargowych w obszarze IT wyposażona w moduł szkoleniowy. Każdy z tych projektów zbudowaliśmy w 100% bez kodu, korzystając z platformy Bubble.

Na pewno są sytuacje, w których no-code dociera do ściany i trzeba iść na kompromisy, albo sięgnąć po klasyczne podejście programistyczne. Często Wam się to zdarza?

W naszych projektach nie mieliśmy jeszcze takiego przypadku, choć oczywiście nie jest żadną tajemnicą, że platformy no-code mają swoje ograniczenia. Chyba najczęściej przytaczanym argumentem, wskazującym “dojście do ściany” w no-code to brak możliwości budowy algorytmów AI, ML. Jest to oczywiście prawda - w no-code tego nie zrobimy. Natomiast, jeśli chcemy stworzyć aplikację, która takie algorytmy będzie wykorzystywała, nic nie stoi na przeszkodzie by zbudować je np. w Google Cloud Platform, i za pomocą API połączyć je z aplikacją budowaną w no-code, na której może powstać cały interfejs i panele dla użytkowników.

Należy również pamiętać, że każda platforma no-code ma swoją specyfikę i inne ograniczenia. Tak samo jak ma to miejsce w przypadku budowy rozwiązań tradycyjnymi metodami - wszystko zależy od wybranego narzędzia, frameworka czy języka programowania. Przykładowo, korzystając z Bubble nie stworzymy w pełni natywnej aplikacji mobilnej (możemy natomiast skonwertować aplikację webową na mobilną), to bez problemu możemy to zrobić za pomocą platform no-code, takich jak AppGyver, FlutterFlow czy Adalo. Mamy to na uwadze, i w zależności od projektu, nad ktorym pracujemy dobieramy odpowiednia platformę.

Czy to prawda, że strony i aplikacje tworzone za pomocą no-code są mniej wydajne i trudniej się je skaluje?

To mogła być prawda, ale kilka lat temu. Obecnie, aplikacje te są bardzo dobrze zoptymalizowane i wydajne nawet przy dużym ruchu. Jak podaje sam Bubble, aplikacje zbudowane w oparciu o ich platformę są w stanie bez problemu obsłużyć nawet 500 tys. odsłon dziennie. Dodatkowo ich algorytmy oraz kod (tak, platformy no-code napisane są w tradycyjnym podejściu) są stale optymalizowane.

No-code nadal w niektórych aspektach może cierpieć na choroby wieku dziecięcego i nie jest idealny dla każdej branży, ale tę samą sytuację obserwowaliśmy kilka lat temu w przypadku Office 365, Google Workspace czy cloud computingu. Wiele firm czy specjalistów podchodziło do nich sceptycznie, a dziś to gigantyczny kawałek rynku, bez którego branża IT nie mogłaby funkcjonować.

To czy aplikacja będzie się skalować i obsługiwać duży wolumen ruchu, w większym stopniu zależy od prawidłowo zaprojektowanej architektury czy wydajnej bazy danych, a nie od tego czy została zbudowana w no-code. Nawet najmocniejsza infrastruktura chmurowa będzie miala problemy z aplikacją, która została stworzoną w tradycyjnym podejściu, jednak niezgodnie ze sztuką i dobrymi praktykami. Wracając do no-code, oczywiście nadal nie mamy wpływu na wiele aspektów aplikacji i nie możemy w większości platform optymalizować kodu per se, ale nie oszukujmy się - w 90% przypadków wydajność będzie w pełni wystarczająca.

Pisząc ostatni artykuł o no-code, zauważyłem, że wielu programistów (a przynajmniej tak się przedstawiali w komentarzach) mocno krytykowało to podejście. Skąd to się może brać? Czy no-code ich przeraża, bo zabierze im pracę? To chyba mało prawdopodobne?

Trzeba to sobie powiedzieć głośno i wyraźnie - no-code nie zabierze pracy programistom. W moim przekonaniu, krytyka może wynikać z dotychczasowej, wysokiej bariery wejścia do świata IT, którą no-code drastycznie obniżył.

Zadaniem no-code jest uwolnienie potencjału ludzi do tworzenia aplikacji i automatyzacji codziennego życia. Różne źródła podają podobne dane - obecnie brakuje ok. 1 mln programistów, pomyślmy o tym, jaki potencjał jako ludzkość tracimy. Dzięki no-code obecni programiści przejdą do realizacji bardziej złożonych problemów, nie tracąc czasu na powtarzalne zadania. Ich praca stanie się jeszcze bardziej interesująca i postawi przed nimi o wiele ciekawsze wyzwania.

Jednocześnie no-code daje możliwość realizacji pomysłów osobom, których budżet to kilkadziesiąt tysięcy złotych, a nie kilkaset, tak jak w tradycyjnym podejściu. No-code należy traktować nie jako zastępstwo, a uzupełnienie tradycyjnego programowania. To technologia, która “odkorkuje” świat IT i jest przyszłością dla całej branży.

Czy każdy może zostać twórcą no-code? Próg wejścia wydaje się być znacznie niższy niż w przypadku programowania.

Mówiąc krótko - tak. Każdy kto ma odrobinę technicznego zacięcia jest w stanie budować aplikacje w no-code. Mówię tutaj np. o digital marketerach, rekruterach IT, testerach, UX/UI Designerach oraz wielu innych zawodach, które mają styczność z technologią i wykorzystują ją w codziennej pracy.

Jako pierwszy przykład, który przychodzi mi na myśl to historia naszego partnera biznesowego z USA - Jona Melo. Jon prowadzi agencję no-code, również tak jak havenocode, specjalizuje się w Bubble. Przez wiele lat pracował jako konsultant HR, jednak postanowił porzucić ówczesny zawód, sam nauczył się platformy Bubble i zbudował pierwsze MVP. Obecnie, oprócz prowadzenia firmy jest też oficjalnym instruktorem Bubble Bootcamps, na których szkoli przyszłych No-Code Developerów.

Ta historia pokazuje, że w podejściu no-code nie chodzi tylko o szybszy i tańszy development, ale przede wszystkim jest to szansa dla osób nietechnicznych na budowanie aplikacji, testowanie pomysłów na biznes czy zmianę ścieżki kariery o 180 stopni. Widząc potencjał, jaki no-code wyzwala w ludziach, już przed wakacjami uruchomimy platformę eLearning dla osób, które chcą nauczyć się tworzyć produkty w podejściu no-code. W ramach platformy udostępnimy autorski kurs przygotowanych przez naszych No-Code Developerów, który przeprowadzi uczestników przez cały proces nauki budowania aplikacji w narzędziach no-code.

Niektórzy posuwają się do stwierdzenia, że no-code to przyszłość developmentu i kiedyś nowe produkty cyfrowe będą tworzone tylko w taki sposób. Czy to nie jest zbyt życzeniowe myślenie?

Z perspektywy havenocode, życzyłbym sobie żeby tak było, choć to nierealny scenariusz :) Powiedzmy sobie szczerze, no-code nie zastąpi tradycyjnego programowania. Na pewno, z roku na rok będzie odpowiadał za coraz większy kawałek rynku (tak prognozuje Gartner i Microsoft). Duża część aplikacji tworzonych obecnie, i które będą tworzone w przyszłości, nie wymaga bardzo specjalistycznych algorytmów czy rozwiązań. Tak jak wspominałem wcześniej, programiści będą realizowali bardziej złożone zagadnienia, a no-code będzie odpowiadał za realizację i rozwiązywanie codziennych problemów ludzkości czy biznesu. A jak wiemy, tych jest najwięcej. Dlatego giganci świata IT, jak Microsoft czy SAP inwestują w rozwiązania no-code, a sami dostawcy platform no-code stali się obiektem zainteresowania funduszy inwestycyjnych. Tylko na przestrzeni ostatniego roku, dwaj kluczowi gracze na rynku - Bubble oraz Webflow zebrali ponad 240 mln USD finansowania na dalszy rozwój platform i globalną ekspansję. Rewolucja no-code jest dopiero przed nami.

 

Emil Bednarczyk, CEO havenocode


Absolwent executive MBA we Francuskim Instytucie Zarządzania, sprzedawca od zawsze. Zafascynowany partnerskim podejściem we współpracy z klientami i współpracownikami. Od 10 lat zbiera doświadczenia w branży IT, by aktualnie wraz z zespołem havenocode odpowiedzieć na wyzwania, z którymi mierzy się rynek wytwarzania oprogramowania i szeroko rozumianej digitalizacji procesów.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu