17

Jak to Microsoft trollował Samsunga na lotnisku Heathrow

Samsung wydaje niebotyczne sumy na marketing i nie jest to dla nikogo niespodzianką. Koreański producent jest jedną z najaktywniejszych na tym polu firm. Rezultaty widać gołym okiem – chociażby ostatnia akcja, w ramach której terminal 5 na lotnisku Heathrow zamienił się w terminal galaxy S5. Microsoft postanowił zrobić Koreańczykom psikusa… Terminal 5 na londyńskim lotnisku […]

Samsung wydaje niebotyczne sumy na marketing i nie jest to dla nikogo niespodzianką. Koreański producent jest jedną z najaktywniejszych na tym polu firm. Rezultaty widać gołym okiem – chociażby ostatnia akcja, w ramach której terminal 5 na lotnisku Heathrow zamienił się w terminal galaxy S5. Microsoft postanowił zrobić Koreańczykom psikusa…

Terminal 5 na londyńskim lotnisku Heathrow jest aktualnie zdominowany przez Samsunga. Koreański producent przekształcić to miejsce w terminal Galaxy S5 i uczynił prawdziwym miasteczkiem poświęconym swojemu najnowszemu flagowcowi. Obecne tutaj wyświetlacze, drogowskazy, bramki i wiele innych elementów ma formę nośników reklamy. W okolicznych sklepach użytkownicy mogą natomiast przetestować smartfona i go kupić.

Lumianauts4

Nie ulega wątpliwości, że Samsung wpompował w tę kampanię spore środki. Całość zrealizowano bowiem z niesamowitym rozmachem. Trudno wskazać drugą firmę rynku mobilnego, która zdecydowałaby się na realizację tak dużego przedsięwzięcia. Dla Samsunga to natomiast chleb powszedni, szczególnie, jeśli spojrzymy na pieniądze, które rocznie są przeznaczane na marketing – w 2013 sięgnęły one 14 mld dol.

Ale ktoś postanowił dać Koreańczykom pstryczka w nos, bo na terminalu Galaxy S5 pojawili się… lumianauci. Grupa odzianych w skafandry kosmiczne śmiałków została oddelegowania przez Nokię (Microsoft) do odbycia podróży w galaktykę z galaktycznego terminalu.

Lumianauts3

Lumianauci szybko przekonali się, że terminal nie zabierze ich w galaktyczną podróż, więc rozpoczęli rewizję swoich planów – z mapą kosmosu w rękach, kontaktowali się z dowództwem, nadając „Microsoft, we have a problem”. Krótko potem, mimo swojego rozczarowania terminalem, zapewniali, że czują się pewnie, mają swoje Lumie w kieszeniach.

Prowokacja ta jest doskonałym przykładem, że nie trzeba wydawać kilku miliardów dolarów na przejęcie całego terminalu lotniska. Czasem wystarczy bowiem znaleźć kogoś, kto już zainwestował takie środki i na jego plecach zwrócić na siebie uwagę. Tym samym efektowny (i efektywny) marketing nie zaczyna się wraz z workiem pieniędzy. Poproszę więcej takich akcji!