Felietony

Jak bardzo idiotoodporny jest Linux cz. 5: Co w Linuxie nie działa?

KR
Krzysztof Rojek
70

Większość dystrybucji Linuxa to dziś bardzo dojrzałe i rozwinięte systemy operacyjne. Jednak wciąż jest szereg elementów, które mogą w nich po prostu nie działać.

Używając systemu Linux od jakiegoś czasu, można w miarę ogarnąć, w jaki sposób on działa, na co pozwala i co robić, by był on narzędziem pracy i rozrywki na którym po prostu można polegać.Jednocześnie jednak, jako że jest to system kompletnie różny od Windowsa, na dzień doby musiałem przyzwyczaić się do tego, że niektóre rzeczy działają tu inaczej i, przez to, nie do końca tak, jakbym sobie tego życzył. Oczywiście, z czasem przywykłem do wielu z nich, ba – niektóre nawet zaakceptowałem, głównie dlatego, że z używania mojego ElementaryOS jestem bardzo zadowolony, więc to pozytywne doświadczenie zdecydowanie przysłoniło wady.

Jeżeli jesteście ciekawi jak wyglądała moja dotychczasowa przygoda z systemem Linux, zachęcam do odwiedzenia poprzednich części cyklu

Jak bardzo idiotoodporny jest Linux? Cz. 1: wybór i instalacja systemu

Jak bardzo idiotoodporny jest Linux? Cz. 2: instalacja podstawowych programów

Jak bardzo idiotoodporny jest Linux? Cz. 3: Linux wydajniejszy niż Windows?

Jak bardzo idiotoodporny jest Linux? Cz. 4 - customizacja systemu

Dlatego też dziś chciałem wrócić do tych początków i do momentów, w których próbując zrobić jakąś, wydawało mi się – dosyć prostą rzecz, z którą Windows nie miałby problemu, Linux zwyczajnie sobie sobie nie radził. I tak – mam świadomość, że duża część takich problemów to po prostu kolizja na linii otwartoźródłowy system – zamknięte oprogramowanie i sami twórcy Linuxa nie za bardzo mają co z tym fantem począć. Natomiast pamiętajmy, że jest to seria „jak bardzo idiotoodporny jest Linux”, w której opisuję moją przygodę z systemem z perspektywy osoby, która jest przyzwyczajona, że jej system „po prostu działa”. Oto więc lista rzeczy, które na początku mojej przygody z Linuxem sprawiły, że moje doświadczenie było gorsze niż mogłoby być

Touchpad

ElementaryOS 6, który zainstalowałem na początku (potem przeszedłem na 6.1), chwalił się, że jedną z jego głównych funkcji jest natywne wsparcie dla gestów na touchpadzie. Niestety, wygląda na to, że w przypadku mojego laptopa (HP Folio 1020) system raczej nie polubił się z gładzikiem, ponieważ tam, gdzie Windows nie miał problemu ze wsparciem i poprawnym wykryciem tego, jaki gest jest akurat wykonywany, Linux zwyczajnie gubi się i nie jest w stanie zarejestrować nawet podwójnego dotknięcia. Jak się pewnie domyślacie, oznacza to, że np. przewijanie stron internetowych czy dokumentów za pomocą dwóch palców jest niemożliwe, o bardziej zaawansowanych gestach nie mówiąc.

Szukałem rozwiązania tego problemu przez dłuższy czas i w końcu zrezygnowałem. Po cichu liczę, że ElementaryOS 7, który jest właśnie w przygotowaniu będzie wersją systemu, która zwyczajnie ten problem rozwiąże.

Czytnik linii papilarnych

Z czytnikiem linii papilarnych, który znajduje się w moim laptopie sytuacja jest bardzo podobna jak w przypadku touchpada, z tą różnicą, że w tym przypadku nie ma mowy o złym działaniu. Głównie dlatego, że nie ma tu mowy o żadnym działaniu, gdyż ten po prostu pod Linuxem nie funkcjonuje. Podczas gdy Windows Hello nie miało problemu z rozpoznaniem i odczytaniem mojego odcisku palca przy logowaniu, o tyle żadne z rozwiązań, które znajduje się w sieci nie rozpoznaje mojego urządzenia i nie pozwala na dodanie tej opcji do menu startowego.

 

Zakładam, że w tym wypadku może być to po prostu dzieło przypadku. Ot, programiści pracujący nad funkcją muszą wybrać, jakie standardy wesprzeć i jakie urządzenia dodać do listy i mój laptop (albo raczej – model czytnika) zwyczajnie się tam nie znalazł. Podejrzewam jednak, że w taki sam sposób może nie działać wiele urządzeń (a na pewno żadne nie będzie działało out_of_the_box), nie mówiąc już o tym, że przesiadając się na Linuxa raczej będziemy musieli pożegnać się z funkcją odblokowania komputera zdjęciem twarzy.

Obsługa sieci bezprzewodowych

O tym, że system Linux potrafi nie do końca dobrze radzić sobie z obsługą sieci bezprzewodowych dowiedziałem się „the hard way” kiedy podczas remontu mieszkania musiałem wiele rzeczy nadzorować na miejscu. Brałem wtedy mojego laptopa z myślą, że połączę się z siecią Wi-Fi z mojego telefonu jako hotspota, bądź też – że połączę się i prześlę dane przez USB. Niestety, w obu tych przypadkach napotkałem problemy. O ile komputer nie ma problemu z połączeniem się z regularną, domową siecią Wi-Fi (aczkolwiek zauważam, że w tym przypadku sygnał prezentuje się jako dużo słabszy niż na urządzeniach z Windowsem), tow przypadku mobilnego hotspotu nie udało mi się nawiązać stabilnego połączenia.

O dziwo problem był także z połączeniem się przez kabel i używania telefonu jako modemu. Niestety, mój komputer nie posiada złącza internetowego, wiec nie wiem, czy problem występuje też wtedy, ale zakładam, że tak jak w poprzednich przypadkach, tak i tutaj zapewne osia konfliktu są sterowniki, które po starają się robić co mogą, by w ogóle takie rzeczy działały.

Problemy ze skalowaniem drugiego ekranu

O ile nie jest to z pewnością duży problem dla mnie, ponieważ system zainstalowany jest na laptopie, więc podłączenie drugiego ekranu jest tu kwestią sporadyczną, to wiem, że dla wielu osób praca na dwóch, czy nawet trzech monitorach jest codziennością. Cóż, w tym wypadku lepiej póki co omijać ElementaryOS, ponieważ podłączenie drugiego wyświetlacza, szczególnie o innej rozdzielczości może nie skończyć się dla was dobrze. W moim przypadku albo mniejszy komputer dostosowywał się do większego ekranu tj. losowe elementy interfejsu skalowały się do małych rozmiarów, albo, jeżeli ustawiłem je na powielanie, system potrafił zgłupieć i kończyłem z dwoma ekranami ustawionymi na rozdzielczość 2 piksele na 1. Co gorsza, czasem takie ustawienie zostawało nawet po odłączeniu zewnętrznego monitora, więc konieczny był w tym wypadku restart systemu.

Oczywiście – rzeczy które zwyczajnie nie działają jest więcej, głównie przez fakt, że sterowników od nich nigdzie nie ma i nigdy nie będzie. Z działaniem mają problem słuchawki haptyczne czy perfyferia gamingowe (szczególnie takie z zarządzaniem podświetleniem RGB z poziomu aplikacji). Generalnie możecie oczekiwać, że wszystko, co w jakiś sposób wymaga konfiguracji z poziomu windowsowej aplikacji może nie działaś do końca tak jak powinno, aczkolwiek nie wliczam tego, ponieważ pamiętajmy, że to, że działa w ogóle jest zasługą ciężkiej pracy całego zespołu ludzi. Jest też wiele elementów, których sprawdzić nie mogłem, jak chociażby to, jak system radzi sobie z obsługą za pomocą ekranu dotykowego.Jednak takie rzeczy jak chociażby obsługa poprawna obsługa touchpada, są dla wielu ludzi kluczowe w korzystaniu z komputera, co pokazuje, że pozostało jeszcze trochę pracy, zanim będzie można polecić bezwarunkowo ten system każdemu wiedząc, że zadziała on na jego sprzęcie poprawnie.

A z jakimi problemami wy się zetknęliście korzystając z Linuxa?

 

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu