0

W tym hotelu z przyjemnością spędziłbym noc – oferuje pływające pokoje

Hotel na wodzie? Nic nadzwyczajnego, przecież taką funkcję spełniają chociażby wielkie wycieczkowce, statki zabierające na pokład tysiące pasażerów. Ale wyobraźmy sobie pływający... pokój. Robi różnice: nie ma tłumów czy podobieństw do innych hoteli (czytaj nudy). Są za to cisza, wygoda i piękny widok - można zasypiać patrząc w niebo pełne gwiazd. Takie rzeczy tylko w Japonii.

Huis Ten Bosch to miejsce, o którym większość z Was może czytać po raz pierwszy. Nazwa odnosi się do jednej z rezydencji holenderskiej rodziny królewskiej, ale też do parku tematycznego ulokowanego w Japonii. Fascynujące miejsce: odtworzono w nim stare niderlandzkie miasteczko. Park położony w prefekturze Nagasaki pojawił się już we wpisie na AW – Konrad pisał kiedyś o uruchomionym tam hotelu, w którym nie ma żywej obsługi. Prace wykonują roboty, gości wita np. recepcjonista-dinozaur. Jeżeli kogoś nie porywają takie nowinki, może zainteresuje go kolejny pomysł na ugoszczenie ludzi z Kraju Kwitnącej Wiśni i zagranicznych turystów.

Operator parku wymyślił pływające pokoje. To sporych rozmiarów kapsuły o dwóch poziomach: na dole znajduje się „część dzienna”, na górze sypialnia. Warto zwrócić uwagę na sufit/dach – jest przezroczysty, więc leżąc na łóżku można obserwować gwiazdy. Jak dla mnie bomba. Ale to nie wszystko, nie chodzi jedynie o budowę pokoju, ale też, a może przede wszystkim, o sposób jego działania: on ma się przemieszczać.

Plan jest taki, że gość hotelowy wieczorem rusza swoim pokojem w podróż. Odbija od brzegu w parku Huis Ten Bosch i pokonuje 6 km. Rano dociera do wyspy, która ma mieścić nowe atrakcje tego centrum rozrywki. Spędza na niej dzień i wraca do pokoju, który przetransportuje go do parku. Wszystko oczywiście dzieje się autonomicznie, pod pokładem nie będzie ukryty Japończyk ze sterem. Goście są sami. Niektórym pewnie to przeszkadza: będą się bali takiej wyprawy, zacznie się narzekanie na brak obsługi hotelowej (nie zdziwię się, jeśli zostanie to jakoś zorganizowane i butelkę szampana czy kolację dostarczy na pokład dron). Osobiście jednak wychylam kciuk do góry – chciałbym spędzić dwie nowe w takim pokoju.

Niestety, do tanich impreza należeć nie będzie, jeden gość za jedną noc ma ponoć płacić pond 300 dolarów. Zakładam też, że część turystów będzie źle wspominać tę noc: bujanie nie służy wszystkim, na ląd zejdą wymęczeni. Czego jednak nie robi się dla wrażeń, a zwłaszcza dla zdjęć na Instagrama (przyda się też jakaś transmisja na żywo)… Atrakcja ma ponoć wystartować do końca bieżącego roku. Do Japonii trochę daleko, nawet w czasach globalnej wioski, lecz spodziewam się, że jeśli pomysł wypali tam, to i do Europy dotrze. Zaczynam zbierać kasę na wycieczkę.