Felietony

Huawei ciągle walczy, a ja mam ochotę dać mu szansę

Tomasz Szwast
29

Huawei nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Choć firma zmaga się z poważnymi trudnościami, zwłaszcza poza rodzimym rynkiem, wciąż jest w stanie prezentować i oferować produkty, na które warto zwrócić uwagę. Ostatnia premiera sprawiła, że mam ochotę spróbować HMS.

Choć rozwój branży technologii mobilnych staram się wnikliwie obserwować, już dłuższy czas nie korzystałem ze smartfona z Androidem. Mimo tego często wracam do nich wspomnieniami chociażby po to, by móc odnieść się do moich obecnych odczuć. W czasach, gdy to właśnie system od Google był tym, z którego korzystałem w pierwszej kolejności, szczególnie chętnie sięgałem po urządzenia Huawei.

Dlaczego właśnie po nie? Między innymi dlatego, że mimo oferowania wszystkiego tego, co w Androidzie najlepsze, miały też sporo atutów kojarzonych z iOS. Należał do nich, w szczególności, bardzo przyjemny, czytelny interfejs, z którego korzystało mi się naprawdę bardzo dobrze. Nie da się ukryć, że Huawei P30 Pro był prawdopodobnie najlepszym smartfonem z Androidem, z jakiego kiedykolwiek korzystałem. Jako że swego czasu wypowiedziałem się na ten temat na łamach Antywebu, w komentarzach mogłem przeczytać, że wcale nie jestem jedyny.

Huawei P30 Pro był prawdopodobnie jedynym smartfonem, który skutecznie zagroził Samsungowi w walce o miano najlepszego urządzenia z Androidem na rynku. Niestety, doskonale wiemy co zdarzyło się później. Gościł u mnie jeszcze model P40, który również był bardzo dobry, jednak z uwagi na problemy wieku dziecięcego wdrażanych na szybko rozwiązań, nie aż tak dobry jak poprzednik.

Teraz, po premierze smartfona Huawei Mate 50 Pro, po raz kolejny mam ochotę dać szansę tej marce. Mam bowiem nieodparte wrażenie, że tracę możliwość korzystania z naprawdę świetnego urządzenia, które w połączeniu z dodatkowymi akcesoriami może bardzo pozytywnie zaskoczyć.

Huawei Mate 50 Pro sprawił, że rozważam zmiany

Moment, w którym zaprezentowano model Mate 50 Pro zbiegł się w czasie z rynkowym debiutem najnowszych iPhone'ów. Choć mogłoby się wydawać, że premiera Apple skutecznie przyćmi to, co zaprezentował Huawei, było zupełnie inaczej. Myślę, że bardzo wielu miłośników nowych technologii, podobnie jak ja, zwróciło uwagę na to, że smartfony Huawei również mogą być coraz lepsze. Na prezentacji mogliśmy zobaczyć, że firma robi co może, byle tylko skutecznie uporać się z ograniczeniami wynikającymi z braku współpracy z Google. Od strony sprzętowej nie można bowiem nowemu smartfonowi zarzucić absolutnie niczego. Ponadto recenzenci zwracają uwagę, że po stronie oprogramowania również nie ma się czego przyczepić. A skoro tak, dlaczego nie przekonać się o tym osobiście?

Nie bez znaczenia jest to, że Mate 50 Pro debiutuje w momencie, kiedy nowe smartfony Apple, mimo wszystko, przyniosły rozczarowanie. Owszem, są pewne udoskonalenia interfejsu, jednak pozostałe nowości to praktycznie wyłącznie kosmetyka. Co gorsza, od kontynuowania przygody z iPhonem odrzuca mnie system iOS 16, zwłaszcza za sprawą problemów z baterią, która po aktualizacji nie wystarcza mi nawet na jeden dzień pracy od rana do wieczora. W takich okolicznościach rozważania przesiadki na coś zupełnie innego są zupełnie naturalne.

Zdjęcia, które mogą imponować

Co skłania mnie do przesiadki właśnie na Mate 50 Pro? Między innymi jakość wykonanych tym smartfonem zdjęć, które dane mi było zobaczyć w internecie. Choć swojemu smartfonowi również niczego nie mogę zarzucić w tym aspekcie, mam nieodparte wrażenie, że nowe urządzenie od Huawei oferuje więcej. Owszem, nie jest to rewolucja, jednak zmiany na plus widać gołym okiem. Widać je zwłaszcza wtedy, gdy zdecydujemy się przyjrzeć porównaniom zdjęć zrobionych w gorszych warunkach oświetleniowych. Cóż, żyjemy w czasach kiedy smartfon jest naszym podstawowym aparatem. A skoro tak, warto pomyśleć o tym, by był jak najlepszy.

Naturalnie, atuty tego smartfona wcale nie kończą się na aparacie. EMUI 13, choć pozbawione usług Google, oferuje szereg innych zalet. Brak dużej ilości oprogramowania działającego w tle sprawia, że smartfon wydaje się pracować szybciej i stabilniej, co ma kluczowe znaczenie. W dodatku oficjalny brak dostępu do oprogramowania amerykańskiego producenta można bardzo szybko obejść wykorzystując dostępne narzędzie. Kiedy dodamy do tego jakość wyświetlacza i pozostałych komponentów smartfona, otrzymamy urządzenie obok którego ciężko przejść obojętnie.

Ekosystem? To nie jest słowo zarezerwowane dla Apple

Korzystanie z iPhone'a sprawia, że mogę rozszerzyć jego możliwości przy pomocy dostępnych akcesoriów. Mam tu na myśli chociażby słuchawki AirPods czy zegarek Apple Watch. Co ciekawe, Huawei również posiada mnóstwo urządzeń, dla których warto postawić na elektronikę tej firmy. Gdybym faktycznie postawił na smartfon tej firmy, w jej ofercie znajdę również odpowiedni dla moich potrzeb model zegarka. Szkoda jedynie, że nie będę mógł nim płacić w sklepie. Słuchawki również się znajdą, w dodatku oferujące bardzo wysoką jakość dźwięku. Co lepsze, na tym wcale nie koniec możliwości współpracy między urządzeniami.

iPhone świetnie współpracuje z MacBookiem – to oczywiste. Nie oznacza to jednak, że Huawei nie jest w stanie współpracować z komputerami. Wręcz przeciwnie, istnieje autorskie oprogramowanie ułatwiające komunikację między laptopami z Windows a smartfonami z oprogramowaniem Huawei. W moim przypadku to o tyle istotne, że nie korzystam ani z MacBooka, ani z iPada. Decydując się na zmianę smartfona mógłbym liczyć na zdecydowanie głębszą integrację z komputerem, niż obecnie. Zwłaszcza, że laptop, z którego bardzo często korzystam, to produkt właśnie marki Huawei.

Co mnie powstrzymuje?

Czytając powyższe z pewnością można odnieść wrażenie, że jestem sympatykiem chińskiej marki. Przyznam szczerze, jest w tym ziarnko prawdy, zasiane właśnie przez wspomniany wyżej smartfon Huawei P30 Pro. Dlaczego zatem jeszcze nie podjąłem decyzji, nie wystawiłem elektroniki Apple w jednym z serwisów ogłoszeniowych i nie zamówiłem Mate 50 Pro w przedsprzedaży? Przyczyn takiego stanu rzeczy jest kilka, jednak bez wątpienia najważniejszą jest to, ile to wszystko kosztuje. Doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że mamy 2022 rok, galopującą inflację, złotówka jest słaba a branża technologiczna też nie jest w optymalnej kondycji. Nie oznacza to jednak, że jestem gotów zapłacić tyle, ile Huawei życzy sobie za swój nowy smartfon. Oczywiście nie mam tu żadnych pretensji do producenta, bo flagowce teraz tyle kosztują, jednak kiedy dodałbym do tego pozostałe akcesoria, suma będzie po prostu zbyt duża.

Zdaję sobie również sprawę z niedoskonałości usług Huawei. Co istotne, wcale nie wynikają one z winy tej firmy. Niektórzy producenci oprogramowania wciąż nie podjęli decyzji o przygotowaniu wersji zgodnych z systemem Huawei, co oznacza, że niektóre aplikacje mogą działać niepoprawnie, a jeszcze inne wcale. Oczywiście współcześnie w tym aspekcie jest zdecydowanie lepiej niż dwa lata temu, jednak chciałbym, by producenci mocniej zainteresowali się tą platformą i sprawili, że różnice znikną na dobre.

Dzięki Huawei rynek smartfonów jest ciekawszy

We współczesnym rynkowym marazmie, w którym smartfony różnią się od siebie jedynie detalami, mocno czuć brak Huawei z dawnych lat. Rywalizacja, która nawiązała się między Huawei i Samsungiem, pchała cały rynek do przodu. Co istotne, nie dotyczyła ona wyłącznie segmentu flagowców, ale również pozostałych, w tym najpopularniejszych pułapów cenowych. Choć obecnie coraz mniej osób pamięta ten model, rekord sprzedaży smartfonów w Polsce należy właśnie do chińskiego producenta. To właśnie Huawei P8 Lite jest tym smartfonem, który sprzedał się w Polsce w rekordowej ilości egzemplarzy.

Czy kiedykolwiek wrócą te czasy, kiedy to właśnie ten producent rodem z Państwa Środka będzie odgrywał jedną z kluczowych ról na naszym lokalnym rynku? Mając na uwadze obecne uwarunkowania rynkowe, będzie to bardzo trudne zadanie. Mam jednak nieodparte wrażenie, że wielu użytkowników skreśliło Huawei zbyt pochopnie. Owszem to prawda, że w smartfonach tej firmy nie ma GMS i tego, co związane z tą platformą, jednak czy to w istocie aż tak wielki problem? Zdecydowana większość aplikacji działa poprawnie, a i te udostępniane przez Google da się zainstalować i uruchomić w bardzo prosty sposób. Istnieje jednak spory problem w tym, jak obecnie marka odbierana jest wśród klientów. Ci często uważają, że Huawei jest zły, bo nie ma GMS i kropka. Nie przekonali się jednak nigdy o tym, co takie urządzenia potrafią w rzeczywistości. A obecnie potrafią naprawdę pozytywnie zaskoczyć.

Trzymam kciuki za Huawei i za to, żeby pewnego dnia udało się wrócić do czasów świetności na smartfonowym rynku. Czy dam marce szansę i kupię Mate 50 Pro? Tego jeszcze nie wiem. Jeżeli podejmę taką decyzję i zdecydują się na zmianę, z całą pewnością podzielę się z Wami wrażeniami.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu