Gry

Największy problem obecnych gier to brak nowych IP i okropna powtarzalność

KC
Kacper Cembrowski
20

Przykro stwierdzić, lecz branża gier wideo cierpi od paru lat na brak nowych IP, co skutkuje dziwnymi transformacjami popularnych i lubianych serii lub okropną wręcz wtórnością.

Coraz mniej nowych IP, co dobitnie pokazuje Bethesda

O Bethesdzie dużo można napisać, lecz nie można jej odmówić jakości produkcji oraz tego, że wiele z nich zapisało się na kartach historii. To również swego rodzaju prekursor w kwestii gier RPG - w końcu nawet niedzielni gracze słyszeli o The Elder Scrolls, szczególnie Skyrimie, oraz całej serii postapokaliptycznego Fallouta. Chociaż to naprawdę doskonałe gry, to Skyrim debiutujący po raz pierwszy w 2011 roku dostał już tysiąc “ostatecznych wersji”, “edycji GOTY”, “remasterów”, “edycji odświeżonych”, które dostępne są na każdej możliwej platformie - jestem szczerze zdziwiony, że w Skyrima nie możemy jeszcze zagrać na pralce czy mikrofalówce.

Fallout to również stale kontynuowana seria, której czwarta odsłona w mocnym stopniu podzieliła fanów i zebrała mieszane recenzje. Fallout 76 może poszczycić się za to jednym z największych falstartów w historii branży gier wideo i chociaż później odbił się od dna, to ciężko mu zapomnieć początkowych grzechów. Ogólnie pójście w sieciowe MMO to sposób Bethesdy na jakiekolwiek odświeżenie zasłużonej marki - w końcu The Elder Scrolls też doczekały się swojego sieciowego odpowiednika, który jednak nie porwał tłumów. A gdzie w tym wszystkim nowe IP, czyli stworzenie niespotykanego wcześniej świata z nowymi bohaterami i unikalną historią, które nie będzie odcinaniem kuponów, a kreatywnym powiewem świeżości?

Pierwszym nowym IP Bethesdy od - uwaga - 25 lat jest Starfield. Projekt, o którym cokolwiek więcej mogliśmy się dowiedzieć podczas tegorocznego Xbox & Bethesda Games Showcase. Niestety, chociaż plany są ogromne, to mechanicznie jest to kalka dwóch serii, które wymieniłem w poprzednich akapitach. Na ten moment mamy za mało informacji żeby cokolwiek wyrokować, jednak sam fakt, że musieliśmy czekać ćwierć wieku na nową serię od Bethesdy, jest delikatnym absurdem.

Ubisoft wcale nie jest lepszy w tym temacie

Biorąc pod uwagę produkcje AAA, Ubisoft w ostatnich latach zaskoczył jedynie Immortals Fenyx Rising i Watch Dogs. Poza tym co chwilę dostajemy nowe Ghost Recony, które są dalekie od jakiejkolwiek rewolucji. Do tego odtwórcza do maksimum seria Far Cry, w której niesamowicie aktualne jest hasło, że jeśli ktoś grał w “trójkę”, to grał we wszystkie kolejne odsłony.

Ciężko jednak winić Ubi za te decyzje, skoro gry cały czas doskonale się sprzedają i są czystą żyłą złota - z tego względu trudno nie dojść do wniosku, że to gracze sami sobie zgotowali taki los. Mimo wszystko, branża sporo traci w takiej sytuacji. Brakuje podejmowania ryzyka, tworzenia nowych, fascynujących światów i historii - a jeśli pojawiają się “nowe” gry, to zazwyczaj są oparte na popularnej w popkulturze marce, czego idealnym przykładem są Strażnicy Galaktyki czy Star Wars Jedi: Upadły Zakon.

Źródło: Ubisoft

Oczywiście, bywają nowe IP. W tym nadal króluje Sony, które w ostatnich latach wydało Returnal, Ghost of Tsushima, Bloodborne, The Last of Us czy Horizon - mimo wszystko nadal duża część hitów na wyłączność to bezpieczne decyzje. Odświeżenie hitowego God of War z Kratosem w roli głównej, zrobienie open worlda w oparciu o jedną z najbardziej rozpoznawalnych komiksowych postaci, Spider-Manie, kolejna odsłona lubianego Ratchet & Clank czy remake uznanego Demon’s Souls.

Niektóre serie przechodzą transformację o 180 stopni

Nie można również zapomnieć o serii Assassin’s Creed, która przeszła ogromną transformację. Od gier akcji z elementami skradankowymi, w których ogromny nacisk stawiano na historię bractwa i templariuszy, aż po rozbudowane RPG z ogromnym światem, które z kręgosłupem serii nie mają praktycznie nic wspólnego.

Źródło: Ubisoft

O tym, w jakim kierunku zmierzyła jedna z najpopularniejszych serii gier wideo w historii, pisał już Patryk Koncewicz. Patryk co prawda nie jest fanem ogromu świata i kolosalnej zmiany rozgrywki, całego świata i ogólnie pomysłu na grę - ja co prawda jestem w tym drugim obozie, bowiem od Origins bawię się doskonale. Mimo wszystko nie jestem w stanie zrozumieć, dlaczego w tytule nadal widnieje “Assassin’s Creed”. Marketingowo z pewnością robi to robotę, jednak zdaje mi się, że samo logo Ubisoftu wystarczy, by gra zachęciła do siebie graczy. W tej sytuacji, jest to faktycznie lekkie nieporozumienie.

Czy tego właśnie chcemy?

Wszystkie wymienione serie są naprawdę doskonałe i każda na swój sposób porywa graczy. Ciężko jednak ekscytować się kolejnymi grami z tego samego uniwersum, z tą samą rozgrywką. Po 90% premier AAA doskonale wiemy czego się spodziewać, z czym będziemy mieli do czynienia i są tylko nieliczne niespodzianki. Temat został również poruszony w jednym z epizodów podcastu Antywebu, w którym Konrad Kozłowski opowiedział, że problem ten dotyczy również branży filmów i seriali.

Brakuje Wam nowych historii, czy może uważacie stawianie w kółko na te same bezpieczne opcje za dobre rozwiązanie? Dajcie znać w komentarzach.

Obrazek wyróżniający: Kamil Świtalski / Antyweb

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu