Chrome

Google wreszcie zaczął odchudzać Chrome. Co jeszcze zniknie z przeglądarki?

TP
Tomasz Popielarczyk
26

Przeglądarka Google Chrome przez ostatnie lata była sukcesywnie rozbudowywana o nowe funkcje i mechanizmy. Zintegrowano ją z Google Now, wbudowano system powiadomień, dodano launcher... Można by tak wymieniać długo. Od kilku dni widać jednak odwrotny trend. Twórcy powoli wycofują się z nietrafionych...

Przeglądarka Google Chrome przez ostatnie lata była sukcesywnie rozbudowywana o nowe funkcje i mechanizmy. Zintegrowano ją z Google Now, wbudowano system powiadomień, dodano launcher... Można by tak wymieniać długo. Od kilku dni widać jednak odwrotny trend. Twórcy powoli wycofują się z nietrafionych pomysłów. Czyżby w końcu Chrome przechodził na dietę?

W ubiegłym tygodniu Konrad pisał o usunięciu z Chrome systemu powiadomień. Chodzi tutaj o tę charakterystyczną ikonkę z dzwonkiem, która pojawiała się w zasobniku systemowym. Jej kliknięcie wysuwało panel z zaległymi powiadomieniami ze stron www, aplikacji, a także asystenta Google Now. Najwyraźniej jednak mało kto zdawał sobie sprawę z jego istnienia, a ci, którzy wiedzieli, nie korzystali. Twórcy ogłosili bowiem usunięcie tego elementu.

Teraz pod nóż idzie kolejna funkcja - obsługa komendy "Ok, Google", która na desktopach pozwalała jedną komendą aktywować wyszukiwanie głosowe. Najwyraźniej to, co sprawdziło się na urządzeniach mobilnych, niekoniecznie znajduje zastosowanie na komputerach. Google zatem wycofuje się z pomysłu.

Tym sposobem dwie, stosunkowo duże nowości, które wydawały się być szczególnie istotnymi z punktu widzenia integracji Chrome z usługami Google'a zostają odcięte. Co dalej? W kolejce znajduje się kilka rozwiązań. Pod znakiem zapytania stoi menedżer zakładek, który swego czasu był przez media określany jako Google Stars. Dziś jest on co prawda jedynie opcjonalnym rozszerzeniem z imponującą liczbą ponad 4 mln pobrań z Chrome Web Store. Pytanie, ile osób korzysta z niego do dziś (ja np. wróciłem do klasycznego rozwiązania). Wątpliwości może budzić też desktopowy launcher przypinany do paska zadań. Ja używam go regularnie, ale nie mam pojęcia, czy innym użytkownikom również przypadł do gustu. Widzę natomiast, że już od jakiegoś czasu w Chrome dla Windows nie ma trybu pełnoekranowego działającego w ramach interfejsu Modern UI. Z jednej strony wynika to z prostego faktu, że wraz z Windows 10 wiele się zmieniło w aplikacjach, ale z drugiej Google nie starał się jakoś szczególnie gonić za Microsoftem i zwyczajnie zrezygnował z tego trybu.

Jedna jaskółka wiosny nie czyni, zatem te zmiany mogą tak naprawdę niczego nie zmieniać i za kilka miesięcy Google znów wpadnie na genialne pomysły rozbudowania swojego programu. A możliwości ku temu jest cała masa. Wystarczy spojrzeć na to, co aktualnie robi Mozilla. Firefox nie tak dawno otrzymał wersję dla Windows 10, został zintegrowany z usługą Pocket, a także ma własny komunikator i system udostępniania treści w serwisach społecznościowych. Jak tak dalej pójdzie, przeglądarka spuchnie do niewyobrażalnych rozmiarów. Już pojawiają się pierwsze pomysły uczynienia jej bardziej modularną, aby to użytkownik decydował o aktywnych funkcjach.

Obraz Chrome jako przeglądarki ciężkiej i zasobożernej zakorzenia się w świadomości użytkowników już od dłuższego czasu i dotąd trudno było wskazać na konkretne działania, które miałyby to zmienić. Aż do teraz. Pytanie, czy twórcom wystarczy konsekwencji i determinacji. Za drzwiami bowiem już czeka konkurencja, która chętnie wykorzysta słabości giganta.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu