14

Google obiecuje, że w przejęciu Fitbita nie chodzi o wasze dane. Nie wierzę im, a Wy?

Google kupuje Fitbit, ludzie biją na alarm, Google uspokaja. Scenariusz tak sztampowy, że aż głowa boli. Jednak sprawa nie jest tak oczywista, a cała operacje może naprawdę namieszać na rynku. Czy oto jesteśmy świadkami nowej jakości urządzeń czy może jeszcze bardziej irytujących reklam?

Google często postrzegam jak wózek sklepowy z zepsutym kółkiem. Niby robi swoje, ale ciągle Cię denerwuje potrzebą korygowania jego kierunku. Właśnie tym jest (było?) dla mnie ich podejście do branży fitness. Zrobili WearOS, zrobili ciekawą aplikację, firmy chętnie by się z tym integrowały, ale komu chce się męczyć z wadliwym wózkiem w sklepie?

Coś poszło nie tak jak trzeba. Zabrakło kompletnego, zamkniętego rozwiązania, czyli wszystkiego od referencyjnych gadżetów po aplikacje. Przez ostatni rok czy dwa pojawiało się wiele przecieków na temat nowego smart zegarka z logiem Google jednak finalnie nic takiego nie powstało. No dobra, przynajmniej nic co by można było kupić. Gigant z Mountain View zrobił to w czym jest dobry czyli poszedł na zakupy. No bo skoro samemu nie można zrobić dobrego urządzenia to zawsze można kupić kogoś kto wie, jak to zrobić.

Fitbit kupiony!

Google zdecydowało się na zakup Fitbit którego nikomu chyba nie trzeba przedstawiać. Firma z ogromnym know how zarówno z perspektywy oprogramowania jak i (to chyba najważniejsze) sprzętu. Zakup na poziomie 2.1 miliarda dolarów, który skutecznie zasypuje braki po stronie króla wyszukiwarek.

Jednak kto dzisiaj ufa Google? Ciężko znaleźć kogoś takiego. Dlatego nikogo raczej nie dziwi fakt, że blisko 20 organizacji z całego świata zebrało się i wystosowało oficjalnie swoje obawy wobec wspomnianej transakcji. W swoim oświadczeniu zwracają uwagę na to, że Google zyska dostęp do danych wrażliwych na temat naszej aktywności czy zdrowia. Oczywiście raczej chodzi tu o znaczne powiększenie dostępu do tych danych, bo przecież takowe już posiada dla całkiem dużej grupy ludzi.

Google przysięga…no prawie

Oskarżenia poważne, które lądują na bardzo podatny grunt. Firmy takie jak Facebook, Google czy nawet Apple nie są uwielbiane przez ludzi dbających mocno o swoją prywatność. Dodatkowo firma musi liczyć się ze śledztwami, jak chociażby to z którym się zmaga obecnie w Stanach Zjednoczonych w związku z praktykami stosowanymi przez giganta w zakresie reklam online. Jeśli nie pójdzie ono po myśli Google to cała historia może skończyć się oficjalnym pozwem ze strony Departamentu Sprawiedliwości. Raczej tego nie chcą.

Dodatkowo z powodu wspomnianych oskarżeń, władze Unii Europejskiej tym dokładniej zaczynają się przyglądać całej transakcji. Co ciekawe według najnowszego raportu Reutersa Google jest w stanie uniknąć skomplikowanych procesów antymonopolowych. Jedyne co musi zrobić, to złożyć oficjalną deklarację, że nie zamierza wykorzystywać danych Fitbita do celów reklamowych. Żadnego namierzania, targetowania, nic, null, zero. 

Nie dziwi Was chyba fakt, że taka deklaracja nie miała jeszcze miejsce. Unia Europejska ma czas do 20 lipca, aby podjąć decyzję czy zajmie się sprawą czy pozwoli na dalsze procesowanie bez głębszych analiz. Google, póki co wydaje raczej luźne komunikaty, które mają wykazać ich dobrą wolę. 

Celem tej transakcji jest sprzęt, a nie dane. Doceniamy możliwość współpracowania z Unią Europejską nad rozwiązaniami, które zabezpieczą konsumentów przed wykorzystaniem ich danych z systemów Fitbit w celach reklamowych. 

Google cieszy się, że nie jest gigantem

Co ciekawe, to pewnie pierwszy raz, kiedy Google cieszy się, że nie dominuje na jakimś rynku. Warto zwrócić uwagę na to, że segment technologii ubieralnych jest bardzo zróżnicowany. Oczywiście dla wielu królem jest Apple i Apple Watch, ale nie o to tutaj chodzi.

Pozycja Google w tym sektorze jest słaba, a zakup Fitbit nie postawi wyniesie go na miejsce dominującego lidera. Dlaczego to takie ważne? Bo wybija to pewne argumenty z rąk organów kontrolnych w zakresie wszczęcia postępowania antymonopolowego. Tak na ten temat wypowiada się przedstawiciel Google.

Obszar technologii ubieralnych to bardzo zatłoczone miejsce, wierzymy, że połączenie rozwiązań Google i technologii Fitbit zwiększy konkurencyjność w sektorze, co jest korzyścią dla konsumentów i sprawi, że rozwiązania nowej generacji będą lepsze i tańsze.

Jakby nie patrzeć jest w tym sporo sensu. Osobiście też mam sporo obaw w zakresie tego jak dane zostaną wykorzystane. Absolutnie nie chce mi się wierzyć, że nie zostaną one w żaden sposób użyte przez Google do wsparcia systemu reklam online. Zapewne wystarczy sprytny zabieg polegający na integracji rozwiązań i przeniesieniu danych na serwery Google i po temacie. Jednak z nadzieją patrzę na to jakie urządzenia mogą powstać. Naprawdę na rynku brakuje referencyjnych gadżetów idealnie skrojonych do WearOS.  

 

grafika, grafika