44

Jakim cudem Google tak bardzo zawaliło na rynku smartwatchy?

Android Wear, do którego dziś odnosimy się jako Wear OS, powinien i miał szansę zostać Androidem rynku smartwatchy. Co to znaczy? Jego potencjał pozwalał na całkowitą dominację, jeśli chodzi o liczbę i różnorodność urządzeń, tymczasem to wszystko się gdzieś kompletnie pogubiło.

Entuzjam, potencjał i nadzieje były ogromne

Pamiętam swój początkowy entuzjazm, który zmotywował mnie do zakupu jednego z pierwszych urządzeń z Android Wear. Do dziś wspominam żart, jaki wykręciło LG Motoroli, wyśmiewając oponkę w wyświetlaczu Moto 360, gdy promowano LG G Watch R. Smartwatch, który służył mi przez kilka lat. Który doczekał się niezliczonej liczby aktualizacji. Który współpracował z Androidem i iOS-em. Który zawsze wprowadzał w błąd osoby dookoła, które uznawały go za klasyczny zegarek. Android Wear (teraz Wear OS) miewał wzloty i upadki, podobnie jak poszczególne urządzenia, które pojawiały się na rynku. Aktualnie najbardziej zauważalnym graczem na rynku Fossil, bo Samsung, LG, Sony i Huawei już sobie odpuścili. Przez chwilę sądzono, że Google odkurzy tę kategorię urządzeń i samą platformę własnymi zegarkami, ale te już w dniu premiery były przestarzałymi gadżetami, więc z nich zrezygnowano.

Obecnie na rynku smartwatchy liczy się tylko Apple Watch. Świetnie współpracujący z iPhonem zegarek o dużych możliwościach fitness i zdrowotnych, a także multimedialnych dostarcza wszystko to, czego byśmy po takim urządzeniu oczekiwali. Podobnie wyglądało to z Wear OS, który w odróżnieniu od watchOS-a jest kompatybilny z dwoma najważniejszymi platformami mobilnymi, ale zawiodło zbyt wiele rzeczy, by ten projekt zdołał powalczyć z konkurencją.

Nowy Wear OS wylądował! Jakie niespodzianki?

Po pierwsze, od samego początku ani Google, ani producenci zegarków nie mogli liczyć na odpowiednie zaplecze w kwestii procesorów. Te jeszcze-bardziej-mobilne Snapdragony są wolne i zużywają zbyt dużo energii – nie bez przypadku piszę to w czasie teraźniejszym, bo sytuacja nie zmieniła się od kilku lat. Co więcej, różnorodność usług i aplikacji instalowanych na zegarkach z Wear OS była zbyt duża, by można było mówić o spójnym ekosystemie. To, co mogło być największą zaletą Wear OS, stało się jego największą zmorą.

Co poszło nie tak z Android Wear (Wear OS)?

Duża różnorodność urządzeń, powinna przełożyć się na obecność na rynku wielu modeli smartwatchy w różnych przedziałach cenowych. Także w tym najniższym. Niestety, zegarki były od początku gadżetami dla gotowych na większy wydatek użytkowników, więc posiadający tańsze modele smartfonów klienci mogli zapomnieć o wyposażeniu się w kompana dla swojego telefonu. Co więcej, Google Fit było do niedawna zupełnie nieobecną usługą, a Apple Watch udowodnił, jak ogromne znaczenie mają dla posiadaczy tych urządzeń funkcje sportowe. To prowadzi mnie do napoczętego wcześniej podpunktu, czyli fragmentacja usług i aplikacji na Wear OS.

Na taką aktualizację Wear OS czekałem!

Każdy z producentów pragnął zaoferować swoim klientom własne rozwiązania. Czy była to zwykła aplikacja do śledzenia kroków, czy coś bardziej rozbudowanego, najczęściej wymagane było posiadanie telefonu tej samej marki, co zegarek. W świecie Androida, gdzie użytkownicy cenią sobie swobodę w wyborze, było to coś kompletnie nie do pomyślenia.

W tym wszystkim zauważalna była także absencja samego Google. Brak własnego urządzenia, brak kompletu usługi i aplikacji dla Wear OS, a także brak pomysłu na rozwój platformy (co świetnie wyszło Apple, które z Apple Watcha uczyniło świetny gadżet z funkcjami sportowymi, a nawet na pograniczu medycyny). Z kilkudziesięciu produktów na rynku pozostało kilkanaście, a ci którzy szybko spróbowali swoich sił (jak Nixon, New Balance czy Diesel itp.) tak szybko z tego rynku zrezygnowali. O marginalnym znaczeniu Wear OS świadczy także nieobecność platformy na największej konferencji Google I/O. Ta firma ma poważniejsze projekty na głowie, niż platforma dla zegarków, które rzadko się sprzedają.