11

Dlaczego najmocniej dzielą nas firmy, które najgłośniej krzyczą o globalizacji?

O tym, że jesteśmy "jedną wielką globalną rodziną" słyszymy dziś non stop. Szkoda, że w dużej mierze są to komunikaty od marek, które w realnym świecie jak najbardziej dzielą swoich klientów w zależności od miejsca zamieszkania.

Każdy z nas zna chyba ten typ reklamy, w którym roześmiani ludzie są najszczęśliwsi na świecie, bo nowy model telefonu/tabletu/usługi/czegokolwiek innego pozwolił im „na kontakt z bliskimi jak nigdy wcześniej”. Zupełnie jakby możliwość dzwonienia do ludzi została zaimplementowana w smartfonach dopiero jakieś 3 lata temu i wciąż była nowością. Anyway – jeżeli przyjrzycie się dobrze tym reklamom, zobaczycie, że są to najbardziej poprawne geopolitycznie twory, jakie tylko mogły powstać. Na takich obrazkach często widzimy grupę złożoną z osób wszystkich kolorów skóry, lokacje od San Francisko przez Wenecję po Singapur i obowiązkowo pełen przekrój wieku. I nie ma się co dziwić – nic tak nie mówi „jesteśmy globalną rodziną, nasz produkt jest dla wszystkich” jak właśnie takie sceny. Problem zaczyna się, gdy reklamową rzeczywistość ktoś chciałby choć we fragmencie przenieść do realnego życia.

Globalna wioska odchodzi w niepamięć, kiedy na scenę wchodzi Excel

Nie wiem, jak dla was, ale dla mnie jeżeli któraś firma chce się mienić „globalną” to powinna potwierdzać to, dostarczając wszystkim swoich klientom ten sam produkt. Tymczasem śledząc poczynania „globalnych” producentów widzę, że to właśnie oni najsurowiej przestrzegają umownego konceptu, jakim są „granice”. Przykłady? Można sypać nimi jak z rękawa. Nie tak dawno po raz kolejny został podniesiony temat Samsunga i tego, że w Stanach i Korei stosuje wydajniejsze Snapdragony, a w reszcie świata – Exynosy. Innymi słowy, europejscy klienci za tę samą cenę otrzymują gorszy produkt tylko dlatego, że mieszkają w Europie. Apple? Jakoś nigdzie nie ma informacji o tym, by Siri miała zadebiutować w naszym kraju. Ile musieliśmy czekać na Apple Pay? Znacznie krócej niż na Samsung Pay, którego ani widu ani słychu. Stosunek Google do naszego kraju – nieznany i nie wiadomo, jak to będzie z każdym kolejnym Pixelem. Stadia w Polsce? Jedyne, co mogę powiedzieć, to: Hahahaha! Tak samo jak o Motoroli Edge+. Co wzbudziło największe emocje podczas premiery Mavica Air 2? To że, DJI nie potraktowało nas jak kraj trzeciego świata i premiera odbyła się u nas na równi z wszystkimi innymi krajami. Nie tak, jak Xiaomi, u którego trzeba mieć doktorat ze stosunków międzynarodowych, by ogarnąć, co, gdzie, kiedy i pod jaką nazwą miało swoją premierę. Już nie mówię, o sytuacji jaka ma miejsce np. przy najnowszym Mi Band – że ten sam produkt na różnych rynkach ma software’owo wyłączane niektóre funkcjonalności, jak np. NFC. Generalnie mógłby tę listę ciągnąć praktycznie w nieskończoność, ale chyba już załapaliście, o co mi chodzi.

Nie twierdzę, że to jest tak, że wszystkie firmy uwzięły się na Polskę czy ogólniej – nasz region Europy. Co to, to nie. Taka selekcja na podstawie kraju odbywa się na całym świecie i część funkcji które są u nas nie znajdziemy gdzie indziej. Wszystko oczywiście opiera się o to, jaką mamy siłę nabywczą jako naród i na ile producentowi opłaca się inwestować w nasz rynek.

Iluzję globalizacji po prostu opłaca się podtrzymywać

Obserwując ruchy dużych producentów z perspektywy raczej biednego państwa w Europie Środkowo-Wschodniej nie da się nie odnieść wrażenia, że świat technologii zorientowany jest na konsumentów w kilku wybranych krajach. Tutaj istnieją dwa obozy – tam, gdzie najwięcej sprzedaje się wolumenowo (Indie, Ameryka Południowa, po części Chiny, ale głównie dla chińskich producentów) i tam, gdzie są najbogatsi klienci (USA, Europa Zachodnia). Jeżeli nie mieszkach w żadnym z tych regionów.. cóż, bardzo nam przykro, ale jesteś klientem drugiej kategorii i raczej takich rzeczy jak pełna funkcjonalność czy nowości na premierę nie masz co się spodziewać. Nie mówię tutaj, że tak wygląda strategia wszystkich firm (co pokazało DJI) ale sam koncept tego, że innowacje, produkty i funkcjonalności wdrażane są „per kraj” jest dla mnie kompletnym zaprzeczeniem idei globalizacji i mitu o tym, że wszyscy jesteśmy „połączeni”.

Mitu, który bardzo opłaca się podtrzymywać. Myślicie, że przeciętny klient w Stanach Zjednoczonych myśli o tym, czy gdzieś tam w Polsce Apple czy Samsung oferują taki sam zestaw usług jak w jego kraju? Nie sądzę. To właśnie pod takich ludzi tworzona jest iluzja marki, z której produktów czy usług korzystają wszyscy na całym świecie.

A to, że ten „cały świat” ogranicza się do kilku krajów – już raczej nikogo nie będzie obchodzić.