pr
7

Drodzy producenci – czy możecie przestać udawać, że internet nie istnieje?

Czy można sprzedać ten sam produkt 3 razy? W świecie tech jak widać można. Patrząc na działania PR producentów - na 3 razach może się nie skończyć.

Mając doświadczenie w pracy zarówno jako PR’owiec, jak i jako dziennikarz, mniej-więcej wiem jak wygląda to po obu stronach barykady. Jakie cele przyświecają zarówno jednej, jak i drugiej stronie. PR’owcy walczą bowiem, aby o ich klientach czy firmach w których pracują mówiło się jak najlepiej i możliwie – jak najwięcej. Dziennikarze natomiast starają się dostarczyć czytelnikom najważniejsze/najciekawsze informacje tak szybko, jak pozwala na to ich medium. Te dwa światy są od lat skazane na kooperowanie ze sobą. W wielu przypadkach jest to kooperacja zdrowa – PR’owcy będąc blisko źródła (którym są w naszym przypadku firmy z branży tech) stanowią zaufany sposób na pozyskanie informacji, pokazując ciekawe tematy i znacznie ułatwiając research. Z drugiej strony – dobrze poprowadzona kampania PR będzie skutkowała tym, że informacja o danym produkcie w taki czy inny sposób trafi do potencjalnych konsumentów. Są jednak przypadki, w którym firmy podejmują działania nie mające na celu nic innego, niż podniesienie ich ekspozycji w mediach. I wtedy już robi się mniej przyjemnie.

3 razy pokażemy ten sam produkt. Bo czemu nie?

Za przykład wezmę tu działania firmy Xiaomi. Nie dlatego, że jest wybitnym przedstawicielem tego typu praktyk, ale po prostu przykład ten jest najświeższy. Chodzi mi tu o ich telefon – Redmi Note 9S.  Pozwolę sobie prześledzić historię jego premiery. Do tego trzeba się cofnąć nieco w czasie. Mamy 2 marca 2020 r. Redmi na swoim profilu na Twitterze oficjalnie ogłasza nadejście serii Note 9. Pomimo tego, że jeszcze niewiele wiadomo, pojawiają się pierwsze przecieki. 10 dni później mamy oficjalną premierę wraz z potwierdzoną specyfikacją. Oto przed nami pojawił się Redmi Note 9 Pro.

I wszystko super. Media tech na całym świecie piszą o nowym telefonie marki, wartość AVE idzie w górę, w siedzibie Xiaomi strzelają korki od szampana. Jednak tutaj zaczynają się schody. Niecałe 2 tygodnie później Redmi ogłasza kolejną premierę – Redmi Note 9S. Myślicie, że to odchudzona wersja 9 Pro? Nic z tych rzeczy, to dokładnie ten sam model. Zmieniono mu tylko nazwę i ogłoszono jego „międzynarodową” premierę. Czy ona coś zmienia? No nie do końca, bo telefon nie jest jeszcze dostępny w sprzedaży. Media tech piszą jednak o tym artykuł, chociażby po to, żeby wyjaśnić różnice w nazwach modeli, choć mógłby się on sprowadzić do wpisu „Redmi 9 Pro w międzynarodowej wersji będzie się nazywał 9S i kosztował tyle a tyle”.  Wartość AVE idzie w górę, w siedzibie ponownie strzelają szampany.

pr

Na tym jednak się nie skończyło. Bo co to za międzynarodowa premiera bez krajowej premiery? No właśnie! Dlatego też 3 tygodnie później po raz trzeci jesteśmy raczeni dokładnie tą samą prezentacją i danymi, które były wiadome już od momentu pierwszej premiery. I ponownie – media technologiczne piszą o tym, bo ludzie chcą znać polskie ceny Xiaomi. Tak powstaje artykuł, który mógłby być po prostu dopiskiem do materiału powstałego miesiąc wcześniej. Pomóżmy to przez liczbę krajów w których zadebiutował Note 9S i po zsumowaniu wartości AVE wyjdzie nam, że do siedziby Xiaomi szampan musi być już dowożony w cysternach.

pr

Patrzę na kalendarz i nie dowierzam. Na pewno mamy 2020?

Absolutnie nie neguję tu zasadności pracy, jaką wykonała Weronika przy opisywaniu polskiej premiery Redmi. Chcę tylko powiedzieć, że nic, ale to absolutnie nic nie stało na przeszkodzie, by informacje o Redmi 9S łącznie z jego krajowymi cenami zawrzeć w jednej konferencji/informacji prasowej. Takie działanie jest jak dla mnie obliczone stricte na podbicie liczby publikacji poświęconych marce. I nie ma w tym żadnej winy PR’owców Xiaomi w Polsce – jestem przekonany, że zostało to jakiś czas temu zaplanowane w głównej siedzibie w Pekinie i teraz jest skrupulatnie egzekwowane. Dla mnie jest to zachowywanie się tak, jakby internet nie istniał. Jakby ludzie po w danym kraju po wpisaniu w Google „Redmi Note 9S” mieli tam czystą kartę aż do momentu lokalnej premiery. Jakby tego było mało, mamy tu piękny przykład zabawy z nazywaniem modeli, czy wręcz przebrandowywaniem Redmi na POCO (POCO F2 to w istocie Redmi K30 Pro). Ostatnio poznaliśmy „europejskie” ceny tego drugiego i zgadliście: polskie będą na osobnej konferencji. Jest to nic innego jak sztuczne tworzenie szumu informacyjnego skłaniającego media, aby pisały o firmie próbując wyjaśnić czytelnikom stworzony przez producenta galimatias.

Mam nadzieję, że to zjawisko się nie rozpowszechni

Żeby nie było – jestem świadomy, że różne nazywanie produktów w różnych częściach świata nie jest praktyką nową. Jeżeli spojrzymy na rynek samochodów, zobaczymy że ten sam model może mieć i 6 różnych nazw w zależności od tego, gdzie był sprzedawany. Jednak weźmy pod uwagę fakt, że dany producent aut ma w swojej ofercie zazwyczaj kilka, a nie kilkadziesiąt modeli na raz, a ich premiery odbywają się co kilka lat, a nie (jak w przypadku niektórych producentów telefonów) nawet co pół roku. Jeżeli do potrójnych premier smartfonów dodamy prezentacje systemu operacyjnego i innych produktów danej firmy: laptopów, hulajnóg, oczyszczaczy powietrza, przystawek do telewizora, głośników bezprzewodowych i wszystkiego innego, co sobie inżynierowie wymyślą, to dojdziemy do sytuacji, że w przypadku jednej dużej marki możemy mówić nawet o 2 premierach w tygodniu. Pytanie – po co? Jeżeli pójdziemy dalej tą drogą, za chwilę będziemy mieli osobne premiery dla trzech różnych wersji smartfonu z serii Mi 11 (tak jak osobne były dla serii Note 9). Albo informacje o poszczególnych komponentach telefonu będą rozsyłane co dwa dni w informacji prasowej. Pomysłów jest co niemiara.

Niestety – rozbijanie ważnych dla dziennikarza i konsumenta informacji na 3 konferencje, robienie trzech premier tego samego i udawanie, że internet nie istnieje nie ma nic wspólnego z tym, o czym mówiłem na początku – z dobrą współpracą. Tak, podnosi to liczbę wzmianek i wspomnianą już wartość AVE, ale nie dostarcza realnej wartości dla żadnej ze stron. Doprowadza to do sytuacji, w której dziennikarze przestają postrzegać komunikaty firmy jako coś wartościowego, a widzą w nich tylko chytry sposób na podbicie zainteresowania osób czytających dane medium. Jeżeli więc ktoś pyta, dlaczego współcześnie PR ma tak słabą reputację i jest sprowadzany do działań mających zwiększyć sprzedaż – oto jest jedna z odpowiedzi.