Po Godzinach

Wielka wojna Biedronki i Lidla znów rozegra się na pluszakowym froncie

PW
Paweł Winiarski
15

Jeszcze nie ucichły echa po ataku biedronkowych Gangu Słodziaków, z którymi do nierównej walki stanęły Leśne Lidlaki od Lidla. Zapomniane już zabawki kurzą się w szafach, ale już niedługo zobaczymy kolejne starcie pluszaków dwóch popularnych sieci sklepów.

a

.

.

a

.

Tego typu akcje to oczywiście marketingowy strzał w dziesiątkę i nie powinno nikogo dziwić, że obie sieci kontynuują ten pomysł. Mnie na szczęście już ominie, ale przy pierwszych Świeżakach brałem w tym udział. Oczywiście rozsądnie, ale przy okazji pomagała też rodzica dostarczając naklejki uzyskane podczas swoich zakupów. Generalnie u mnie w domu maskotki wpadały po prostu przy okazji, bo i tak robiliśmy zakupy w jednym i drugim sklepie. Niedawno pisałem o tym, że podczas pandemii przerzuciłem się na zakupy spożywcze online, a po rozluźnieniu obostrzeń taka forma bardzo mi pasuje i korzystam z niej regularnie, odwiedzając Biedronkę i Lidla raczej sporadycznie. W pewnym sensie w przypadku obu sklepów może być to więc zachęta do powrotu do zakupów stacjonarnych, nic tak nie motywuje jak radość dziecka, prawda? Oby tylko obyło się bez rękoczynów, bo przy okazji Gangu Słodziaków zdarzało mi się czytać o bardzo dziwnych, a czasami wręcz niebezpiecznych sytuacjach.

Skąd w ogóle taki szał na maskotki z akcji lojalnościowych? Dzieciaki lubią zbierać i wiemy to od lat. Sam kolekcjonowałem samochody z gum Turbo czy naklejki do albumów, na przykład z He-Mana. Mieliśmy nawet ze znajomym sposób i w zaprzyjaźnionym sklepie odginaliśmy cyrklem papierek w gumie żeby sprawdzić, czy nie ma tam powtórki. Udało nam się zebrać prawie całe 3 albumy z He-Mana - prawie, bo nigdy nie trafiliśmy dwóch czy trzech najrzadszych naklejek. Mam więc coś, co istnieje od dawna - zbieractwo, a skoro sieć sklepów zachęca w ten sposób do zakupów u siebie, to nie jest dziwnym, że kiedy konkretna zabawka ma dobry PR, podoba się dzieciakom, wszystkie chcą ją mieć. A to jednocześnie wręcz wymusza na rodzicach kupowanie w tym a nie innym sklepie. Wiem, że z perspektywy osoby bez dzieci brzmi to niedorzecznie, ale wszystko zmienia się kiedy jest się częścią tego pluszakowego szaleństwa. O ile oczywiście po tylu latach uda się jeszcze zrobić wokół akcji zamieszanie i dzieciaki faktycznie będą chciały odbierać swoje maskotki, bo jest też szansa, że w obu przypadkach pomysł nie wypali. Ale tak czy inaczej, dużo większe szanse ma w tym starciu Lidl wspierając się Disneyem. A miałby jeszcze większe, gdyby do Polski trafił wreszcie Disney +.

grafika

źródło

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy: