42

Czy prostota zabije klawiaturę?

Co to takiego? Patrzysz na nią codziennie. Uderzasz w nią, ale ona nigdy Ci nie oddaje. Często jest siedliskiem niebezpiecznych zarazków, choć może w niej rozwinąć się inteligentne życie. To poczciwa klawiatura, która niedługo może dokonać żywota. Kiedyś, kiedy jeszcze Bill Gates sam kupował sobie bułki na obiad, używało się DOSu. Wklepywało się w niego […]

Co to takiego? Patrzysz na nią codziennie. Uderzasz w nią, ale ona nigdy Ci nie oddaje. Często jest siedliskiem niebezpiecznych zarazków, choć może w niej rozwinąć się inteligentne życie. To poczciwa klawiatura, która niedługo może dokonać żywota.

Kiedyś, kiedy jeszcze Bill Gates sam kupował sobie bułki na obiad, używało się DOSu. Wklepywało się w niego komendy z palca i patrzyło, co też komputer po kilku burknięciach nam wypluje. Wtedy przed monitorami dzieliła i rządziła ona, klawiatura, a ten, kto wiedział jak zrobić z niej odpowiedni użytek był na dzielnicy bogiem. Teraz mamy dotykowe smartfony i jak mówi powiedzenie każdy głupi umie się nimi obsługiwać. A w zanadrzu czeka jeszcze sterowanie głosem i ruchem oczu.

Ten felieton piszę dla Was na klawiaturze. I to żadnej ekranowej, bo nie jestem masochistą, ale standardowej, mechanicznej, z przyjemnym skokiem. Stanowi ona jedno z centrum mojego życia, bo zarabiam na nie pisząc i nie wyobrażam sobie co bym bez niej robił. Było by ciężko… Aż tu nagle Andy Wilson pracujący w Microsofcie stwierdza, co następuje i przyciska mnie do ściany, rzucając cień na moją tkaną z nadzieją przyszłość:

Klawiatury w końcu zejdą na niszę przydatną tylko dla  programistów. Będą towarzyszyły stacjom roboczym, tym najbardziej wydajnym. Tam nadal będą niezbędne, ale bardzo niewielu użytkowników będzie wciąż z nich korzystało.

Wg niego mainstreamowe życie klawiatur wkrótce się skończy. Po głębszym zastanowieniu jestem skłonny przyznać mu rację. To wszystko dzieje się przecież właśnie teraz na naszych oczach.

A long time ago in a Cupertino far, far away

Tak naprawdę to zaczęło się dawno temu. Kiedy inżynierowie Apple’a zastanawiali się nad graficznym interfejsem użytkownika, to część z nich była przeciwna jego całkowitemu opieraniu się na myszy. Uważali po prostu ten kontroler za zbyt prymitywny, a przypominam, że o myszach dwuprzyciskowych nikt jeszcze wtedy nie słyszał.

Koniec końców myszki zdobyły należną sobie popularność, ale aż do dziś, ich jedyna ewolucja polegała na zmianie sensora i dodawaniu kolejnych przycisków. Były oczywiście małe skoki w bok, a jeden z nich zaobserwowałem niedawno w Ambasadzie Stanów Zjednoczonych w Warszawie. Właśnie w tym miejscu podczas podchodzenia do kolejnych okienek mogłem zauważyć, że Panie siedzące przed komputerami w używają trackballi. Dokładnie Logitechowego modelu M570.

572e97566708983a7844b5cf2f3390f4ad22f05a_large

Przyznam się, że nigdy nie miałem do czynienia z tego typu sprzętem, ale niewielkie poszukiwania w sieci doprowadziły mnie do jeszcze ciekawszego znaleziska. A mianowicie Penclica. Wygląda on na pierwszy rzut oka jak jakiś ubogi krewny joysticka, a przynajmniej odesłany na intensywne zajęcia odchudzające.

Jednak jak sama nazwa wskazuje trzyma się go podobnie jak długopis, manipulując dłonią tak jak byśmy poruszali myszką i naciskając palcem wskazującym lub kciukiem odpowiednie przyciski. Jeśli ktoś, z czytających ten tekst miał (nie)przyjemność obcowania z Penclicem, to byłbym bardzo ciekawy wrażeń.

mouse-and-keyboard-700x460

W ciągu minionych lat próbowano nawet połączyć klawiaturę z myszką w jednym peryferyjnym urządzeniu. Jednak wydaje mi się, że do czasu kiedy ludzie w toku ewolucji wykształcą sobie dodatkowe palce, takie pomysły są skazane na porażkę.

Nie możemy jednak zapominać o propozycjach laptopowych. Zacznę może od tej najpopularniejszej, czyli tandemu touchpad + klawiatura, z którego korzysta obecnie multum osób, a znam nawet takie, które nad myszkę przedkładają właśnie gładzik, co dla mnie jest ze względów ergonomicznych bardzo dziwne.

Obecnie na dalszy plan schodzą za to TrackPointy. Są to takie małe czerwone kropeczki wciśnięte pomiędzy klawisze G, H i B, które wśród niedawno zapowiedzianych modeli możecie znaleźć chyba tylko w linii ThinPad od Lenovo, czyli w laptopach typowo biznesowych. Wiem, że wielu ludzi bardzo mocno przyzwyczaiła się do tych właśnie manipulatorów, jeszcze z modeli, które pozbawione były gładzików i ciężko później było im przyzwyczaić się do nieco innego ułożenia rąk na klawiaturze.

trackpoint_09

Względny spokój w kwestii kontrolerów (także do gier – joysticki, gamepady… ) panował aż do 2007 roku, kiedy to Apple znowu namieszało w komputerowym światku. Pojawił się iPhone, a wraz z nim dotykowy panel. Śmiem twierdzić, ze to właśnie on jest dziś głównym środkiem komunikacji dla większości ludzi. Zwłaszcza od kiedy na świecie zaczęło sprzedawać się więcej smartfonów niż zwykłych telefonów.

Wraz z nim znacznemu uproszczeniu uległ interfejs. W końcu dokładność nie jest zbyt duża, a palec lubi się omsknąć… Ikony muszą być odpowiedniej wielkości i ich rozłożenie optymalne dla kciuka. Dziś taki Android nie umywa się funkcjonalnością do desktopowego Windowsa. A to wszystko dlatego, że ma inne pochodzenie. Typowe do odbioru, a nie wysyłania treści.

Do konsumpcji, a nie tworzenia

Klawiatur już teraz używa się coraz mniej. Nasze pismo staje się coraz bardziej obrazkowe, komunikujemy się skrótami, memami, ekotikonami, tworząc zupełnie nowy język niezrozumiały dla ludzi odciętych od sieci. Łatwy w obsłudze, idealny do kilku pacnięć paluchem w dotykowy ekran.

A mamy jeszcze przecież Kinecta, który rozpoznaje ruchy. Za pomocą odpowiednich narzędzi developerskich możemy zaprząc go do wydawania poleceń pecetowi. W kolejce na upowszechnienie czekają: rozpoznawanie komend głosowych i sterowanie ruchem gałek ocznych. A wyobraźcie sobie, że oprócz Google Glass nie potrzebujecie już żadnego innego kontrolera, bo wszystko możecie załatwić wydając polecenia inteligentnej maszynie wielkości talii kart.

Takie próby podejmował już przecież w swoich najnowszych smartfonach i Samsung i Apple. Zarówno Siri, jak i Svoice dźwigają nas na swoich barkach na kolejny stopień ewolucji kontrolowania maszyn. Jak tak dalej pójdzie to niedługo pisać teksty będziemy przesyłając informacje bezpośrednio do krzemowego notatnika w naszej głowie, który będzie mógł odczytywać fale mózgowe.

Gdzie wtedy będzie miejsce dla poczciwych klawiatur, na których tak łatwo wklepywało się hasła typu „qwerty”?

Foto 1, 2, 3, 4