6

Chiny kopiują SpaceX, Długi Marsz 8 może być jak Falcon 9

W napisanym wczoraj artykule, podsumowującym plusy i minusy naukowo-technologiczne za kończący się właśnie rok, postępy chińskiego programu kosmicznego oceniłem jako jedną z najważniejszych rzeczy w dziedzinie podboju kosmosu. Chińskie agencje przeprowadziły kilka ambitnych i samodzielnie zaprojektowanych operacji i to oni jako jedyni są na dziś w stanie gonić Amerykanów. W tych działaniach zastanawiało mnie, dlaczego Chiny nie śpieszą się ze skopiowaniem pomysłu SpaceX, czyli powracających pierwszych członów rakiet. W przyszłym roku może się to zmienić.

Długi Marsz 8

21 grudnia z platformy startowej Wenchang wystartowała kolejna chińska misja z ładunkiem pięciu satelitów. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że był to debiut nowego typu rakiety z rodziny Długi Marsz o numerze 8. Rakiety ważnej dla chińskiego programu z co najmniej kilku powodów.

Po pierwsze, to kolejna rakieta nowej generacji, w której silnie toksyczny duet 1,1-Dimetylohydrazynu i Tetratlenku diazotu zastąpiono naftą (RP-1) i ciekłym tlenem (1 człon i bustery) i ciekłym wodorem i tlenem (2 człon). Konstrukcja Długiego Marszu 8 bazuje na używanych już przez agencję rakietach Długi Marsz 7 (1 człon) oraz Długi Marsz 3A (2 człon). Dodatkowo używane dą dwa zaprojektowane wcześniej dla 7-ki boostery K-2.

Po drugie, rakieta ma być bardziej uniwersalna i pozwalać na wynoszenie obiektów zarówno na orbity geo-, jak i heliosynchroniczne. Ładowność rakiety to ponad 8 ton dla LEO, 2,8 t dla orbity GEO i 4,5 t dla SSO. Jej głównym przeznaczeniem jest wynoszenie ładunków na niskie i średnie orbity ziemskie i ma być atrakcyjne kosztowa jako usługa na rynkach międzynarodowych.

Być jak Falcon 9

Z tego właśnie względu wynika „po trzecie”. Projekt rakiety przewiduje wspomnianą we wstępie umiejętność powrotu, na zasadzie takiej jak robią to Falcony 9 od SpaceX. W czasie aktualnego startu przeprowadzono testy kontroli ciągu silników, która jest jednym z kluczy do przeprowadzenia takiego manewru. Z informacji podanej przez chińskich oficjeli, w 2021 r. zostaną przeprowadzone kolejne, bardziej zaawansowane testy mające umożliwić pionowe podchodzenie do lądowania.

Chińczycy mają nadzieję, że pozwoli im to na znaczące obniżenie kosztów, przy jednoczesnym zwiększeniu ilości misji możliwych do przeprowadzenia. Ambicją zespołu jest stworzenie możliwości ponownego użycia rakiety w ciągu 10 dni od poprzedniego startu.

Kolejna udana misja

Sama misja przebiegła bez żadnych problemów i ładunek składający się z kilku eksperymentalnych satelitów trafił na orbitę. Był to 38 start chińskiej rakiety w tym roku. Łyżką dziegciu, w beczce miodu dla Chińczyków są chyba tylko problemy rakiet z rodziny Kuaizhou. W ich przypadku dwa na cztery starty w 2020 r. zakończyły się awariami i zniszczeniem rakiet.

Warto też dodać, że oprócz agencji państwowych, powoli rozkręca się rynek prywatnych chińskich firm kosmicznych. W listopadzie udany start zanotowała firma Galactic Energy z rakietą Tianqi 11, a w i-Space trwają przygotowania do startu nowej, także powracającej, rakiety Hyperbola-2. Krótko mówiąc, w przyszłym roku Chiny w kosmosie będą się rozpychać łokciami na całego.

Źródła: [1], [2]