5

Chińczycy rozpoczęli długi marsz na Marsa

Nie ma się co oszukiwać, rywalizacja chińsko-amerykańska może przynieść światu dość nieciekawe skutki. Nie mniej jednak są pola, które dzięki ambicjom obu stron mogą sporo zyskać. Jednym z nich wydaje się podbój kosmosu, z najważniejszym trofeum pt. „Człowiek na Marsie” do zdobycia. Po latach ogólnej stagnacji Amerykanie odskoczyli konkurencji, głównie dzięki rozwojowi technologii kosmicznych w sektorze prywatnym, ale Chińczycy starają się nadrobić zaległości, i to w dość spektakularny sposób.

Made in China

Misja Tianwen-1 nie jest pierwszą chińską próbą dotarcia w okolicę tej planety. Poprzednio próbowano dokonać tego w kooperacji z Rosjanami, ale nie zakończyło się to zbyt szczęśliwie. 9 lat temu ich sonda Yinghuo-1 wraz z rosyjską Fobos-Grunt zostały uszkodzone w czasie startu i w efekcie nie opuściły orbity ziemskiej.

Aktualna misja jest już samodzielnym dziełem Chińskiej Narodowej Agencji Kosmicznej i w ocenie wszystkich może stanowić milowy krok dla programów kosmicznych w tym kraju. Jeśli całość zakończy się sukcesem, Chiny będą trzecim krajem, któremu udałoby się umieścić swoje urządzenia na powierzchni Marsa. Dotychczas dokonały tego tylko Stany Zjednoczone i… trochę Związek Radziecki (jeden lądownik działał kilkadziesiąt sekund, drugi prawdopodobnie się rozbił). Chińska misja była przygotowywana przez cztery ostatnie lata, a odpowiedzialnym za jej techniczną stronę był państwowy koncern China Aerospace Science and Technology Corporation (CASC).

Długi Marsz na Marsa

Zespół urządzeń, przeznaczonych do tej misji, został wyniesiony w przestrzeń kosmiczną przy pomocy rakiety Długi Marsz 5 (Chang Zheng 5), składającej się z głównego modułu oraz czterech dodatkowych silników. Jeśli wszystko dobrze pójdzie Tianwen-1 dotrze na orbitę Marsa w lutym 2021 r. Tam orbiter spędzi około 2 – 3 miesięcy poszukując optymalnego miejsca do lądowania. Jako ogólny rejon do lądowania przewidziano równinę Utopia Planitia w okołobiegunowym północnym rejonie planety.

Po ustaleniu dokładnego miejsca badań orbiter uwolni lądownik, który dostarczy na powierzchnię zasilanego ogniwami słonecznymi łazika. Pojazd spędzi około 90 dni, badając okolicę przy pomocy instrumentów naukowych takich jak kamera multispektralna, radar powierzchniowy, detektor składu powietrza czy pola magnetycznego.

W tym samym czasie orbiter ustawi się na specyficznej, bardzo wydłużonej orbicie nad polem biegunowym. W najniższym punkcie osiągnie wysokość 265 km od powierzchni, w najwyższym aż 12000 km. Jego zadaniem będzie komunikacja z łazikiem oraz własne badania przy pomocy kamer, spektrometru, radaru eksploracji podpowierzchniowej, magnetometru oraz analizatorów cząstek i jonów.

Cele misji

Członkowie misji określili swoje naukowe cele na łamach Nature Astronomy, stąd wiemy, że badania przewidują mapowanie morfologii i struktury geologicznej; badanie właściwości powierzchniowych gleby, rozkładu wody i lodu; analizę składu materiału powierzchniowego. Orbiter będzie prowadził pomiary jonosfery, badał charakterystykę marsjańskiego klimatu, pól elektromagnetycznych i grawitacyjnych, a także wewnętrznej struktury Marsa.

Robi się… ciasno ;)

Wygląda na to, że wokół Marsa zrobi się naprawdę ciasno. Raptem kilka dni temu wystartowała w jego kierunku arabska misja Hope (pierwsza samodzielna misja międzyplanetarna krajów arabskich). Za kilka dni, z kolei Amerykanie wyślą w kierunku Czerwonej planety swojego kolejnego Łazika. Tak więc w przyszłym roku można się spodziewać wysypu ciekawostek na temat tej planety, tak cennych w obliczu tego, że to właśnie ona jest naszym długofalowym, załogowym celem.

Źródła: [1], [2], [3],