83

Asystent Google w Polsce – czyli beczka dziegciu w łyżce miodu

Miała być wielka premiera Asystenta Google w Polsce. Miały być tłumy zadowolonych użytkowników. Miało być pięknie, niesamowicie... a wyszło po prostu średnio. Być może to efekt ogromnych oczekiwań wobec Google, ale jakie "inne" oczekiwania mogłem mieć względem światowego giganta technologicznego?

Jako konsument, nie jako bloger, dziennikarz, czy entuzjasta uważam, że Polska nie otrzymała wcale pełnoprawnego Asystenta Google – takiego jakiego powinniśmy dostać. Polski rynek otrzymał coś na wzór MVP (Minimum Viable Product) – produkt, który przedstawia wymagane do wdrożenia minimum swoich nominalnych możliwości. Istotą MVP jest idea, wedle której można zyskać jak najwięcej informacji o postępach produktu przy okazji jak najmniejszych wysiłków w jego rozwoju, czy też wdrażania. Zrozumiałbym to w kontekście startupu, który nie ma pieniędzy na szarżowanie, ale w przypadku Google, które na dobrą sprawę może ocieplać swoje budynki papką z zarobionych dolarów i nie zbiednieje, takiego podejścia nie rozumiem.

Zobacz więcej: Asystent Google na iOS. Co trzeba o nim wiedzieć?

Tym bardziej, że istotą Asystenta Google są jego możliwości i uniwersalność. Co w tym momencie potrafi wirtualny pomocnik giganta w Polsce? Niestety – całkiem niewiele. Wcale nie oczekiwałem od niego, że już pierwszego dnia będę mógł za jego pomocą zamówić pizzę. Miałem nadzieję, że takie drobnostki jak sterowanie sprzętami w domu będzie przebiegało tak jak trzeba – tymczasem posiadacze np. żarówek Philips Hue masowo piszą, że Asystent daje sobie z nimi radę, ale mimo wszystko, w obcym języku zgłasza błąd. Google już ponoć nad tą niedogodnością pracuje – to chyba największe pocieszenie.

Problemy sprawia również integracja polskiego Asystenta z Fibaro, nie zawsze działa sterowanie sprzętami Chromecast. Co więcej, niezwykle przydatna funkcja, tzw. „rutyny” okazały się być niedostępne w „naszej” wersji wirtualnego pomocnika. Po prostu słabo.

Cieszy mnie jednak dostępność Asystenta Google w Android Auto

Jak podaje twórca Fuelio oraz mój dobry znajomy – Adrian Kajda, Asystent Google daje sobie radę w interfejsie Android Auto: oznacza to więc, że kierowcy będą mogli zwiększyć bezpieczeństwo swoje i pasażerów w trakcie obsługi multimediów / telefonu komórkowego w trakcie jazdy. O ile w tym tekście zasadniczo rugam Google, ten punkt muszę zaliczyć zdecydowanie na plus. Wolałbym jednak, żebym o wszystkich funkcjach Asystenta mógł mówić w taki właśnie sposób.

Przeczytaj również: 5 rzeczy, które warto wypróbować w Asystencie Google

Kompletnie nie rozumiem natomiast braku polskiego Asystenta na głośnikach. To już jest kuriozum

W jednej z kuluarowych rozmów otrzymałem informację, wedle której „to normalne, że Asystent pojawia się najpierw na telefonach, a dopiero potem na głośnikach”. Tak rzekomo było również na innych rynkach i tak z reguły wygląda proces wdrażania asystenta głosowego w nowym kraju. Mnie to jakoś nie przekonuje – w momencie, gdy rynek inteligentnych głośników rozrasta się tak potężnie, a Google czuje ciężki oddech Amazonu na plecach (ten nie próżnuje: głośniki Echo sprzedają się świetnie) urządzenia domowe powinny być traktowane szczególnie.

Rozumiem, Google może nie być „pewne” powodzenia głośników Google Home nad Wisłą (chociaż 2 stówki za Google Home Mini to niewiele jak na gadżet, który oferuje dokładnie taką samą funkcjonalność jak większy sprzęt) – jak więc zamierza to sprawdzić na telefonach i… na słuchawkach? W przypadku nowych technologii potrzeby powinno się kreować – mając przy tej okazji dobre argumenty.

Asystent Google nie przemówił jeszcze u wszystkich

Testy polskiego Asystenta wcale nie trwały szczególnie krótko – a i tak tuż po premierze dowiedzieliśmy się, że najbardziej pechowi użytkownicy poczekają na niego jeszcze maksymalnie kilka tygodni. Wczoraj miałem jeszcze nadzieję, że może otrzymam go w „pierwszej fali” – teraz już powoli godzę się z tym, że przy moim ogromnym szczęściu znajdę go u siebie w telefonie ostatniego dnia rolloutu w naszym kraju.

Dlatego właśnie, w obecnych dyskusjach na temat polskiego Asystenta Google najczęściej pojawia się: „ja jeszcze nie mam”. Odrobinę dziwnie to wygląda – szczególnie w sytuacji, gdy media technologiczne dały się porwać klimatowi tej premiery i uznały 16 stycznia czymś w rodzaju „święta”.

Aktualizacja: równo o godzinie 15:32 Asystent Google wylądował w moim telefonie. No, powiem że jestem nieco mniej zawiedziony. ;)

To trochę smutne – oczekiwaliśmy czegoś wielkiego, niesamowitego, nowego na polskim rynku. Choć wiadomo było, że otrzymamy „biedniejszą” wersję Asystenta, mało kto spodziewał się, że różnice między polskim wariantem, a tymi już wprowadzonymi na innych rynkach będą tak duże. Niemniej, mam nadzieję, że wkrótce wiele w Asystencie zmieni się na dobre dla użytkowników i z każdym miesiącem będzie zyskiwał na funkcjonalności.