Apple

Apple Watch wspiera naturalne planowanie rodziny. Katolicy polubią nowego Watcha?

Tomasz Szwast
12

Apple Watch Series 8 to jedna z tych premier, o których raczej wolelibyśmy zapomnieć. Kolejny odgrzewany kotlet dołączył do portfolio Apple, nie wywołując żadnych emocji. Ma jednak wbudowany termometr, który śledzi zmiany temperatury ciała. Apple Watch zyskał kalendarzyk?

Niniejszy materiał będzie najprawdopodobniej jednym z ostatnich, które w jakikolwiek sposób odnoszą się do jesiennej prezentacji Apple. Produkty, które wówczas zaprezentowano, przyjęliśmy dość ambiwalentnie. O ile iPhone 14 Pro i iPhone 14 Pro Max wzbudziły ciekawość, głównie przez Dynamic Island, tak w pozostałych przypadkach wiało nudą. Odświeżone słuchawki AirPods Pro nie stanowią rewolucji względem poprzedniego modelu, a o smartfonach iPhone 14 i iPhone 14 Plus szkoda mówić. Zostały jeszcze zegarki, które również nie zachwyciły. Owszem, Apple Watch Ultra jest jakąś ciekawostką, jednak z całą pewnością nie dla szerszego grona odbiorców. Odświeżony Apple Watch SE? Ten produkt również przemilczmy. Powiedzmy sobie jeszcze tylko kilka słów na temat Apple Watch Series 8 i możemy zamykać temat konferencji.

Różnice między Apple Watch Series 8 i Apple Watch Series 7 również należy rozpatrywać w charakterze delikatnego liftingu. Zegarek wygląda niemal identycznie, a jakiekolwiek większe zmiany dotyczą funkcji zdrowotnych. Dla przykładu, nowy Apple Watch potrafi wykrywać upadki. Gdy odczyt z czujników wskaże, że znaleźliśmy się w niebezpieczeństwie, nowy zegarek z Cupertino może podjąć próbę wezwania pomocy, łącząc się z numerem alarmowym i wysyłając wiadomości do wskazanych kontaktów.

Co jeszcze zmieniło się względem poprzedniego modelu? W specyfikacji pojawił się termometr, jednak jego zastosowanie jest dość wąskie. Ma służyć kobietom do monitorowania cyklu miesiączkowego. Zmiany w temperaturze ciała mogą bowiem świadczyć o tym, że właśnie trwa owulacja. Do czego można wykorzystać taką wiedzę? Chociażby do zastosowania jednej z naturalnych metod planowania rodziny. Apple Watch zyskał funkcję kalendarzyka? Nie do końca. Dlaczego pod żadnym pozorem nie można go wykorzystywać jako metody antykoncepcji? O tym poniżej.

Apple Watch podpowie, kiedy można zajść w ciążę? Niekoniecznie

Przyznam szczerze, że pierwszy i ostatni kontakt z naturalnymi metodami planowania rodziny zaliczyłem ładnych kilka lat temu, oczywiście podczas kursu przedmałżeńskiego. Od sympatycznej pani prowadzącej dowiedziałem się wówczas, że istnieje kilka metod obserwacji zmian pewnych parametrów organizmu, które po kilku miesiącach obserwacji powinny pomóc w uprawdopodobnieniu (w żadnym wypadku nie mylić z pewnością) występowania dni płodnych. Jako że wszystkie przedstawione wówczas metody są bardzo uciążliwe w stosowaniu, a przede wszystkim cechują się relatywnie niską skutecznością, absolutna większość (w tym ja) zapomina o nich tuż po uzyskaniu stosownego dokumentu.

A gdyby tak stosowanie tak zwanego kalendarzyka było znacznie prostsze? Gdyby pomiary dokonywały się automatycznie, a ich wyniki były od razu zapisywane w pamięci urządzenia? Po uzupełnieniu tych informacji o daty wystąpienia miesiączki można by było uzyskać naprawdę przydatne narzędzie dla wszystkich tych, którzy preferują właśnie te metody antykoncepcji. Kiedy przyjrzymy się temu, jak działa narzędzie śledzenia cyklu w zegarku Apple Watch, zwłaszcza po uzupełnieniu danych o zmiany w temperaturze ciała, możemy dojść do wniosku, że właśnie zyskaliśmy kalendarzyk na miarę 2022 roku.

Mam zegarek od Apple, więc nie muszę się zabezpieczać?

Bazując na historycznych danych o cyklu, a także odczytów rejestrowanych przez termometr, Apple Watch Series 8 może wyświetlić powiadomienie następującej treści: Przewidywana data owulacji – prawdopodobnie miałaś owulację w dniu... Skoro tak, to można pozwolić sobie na swobodne współżycie kiedy tylko przyjdzie chęć i ochota, a jak zegarek wyświetli powiadomienie to przez kilka dni trzeba uważać. Przecież skoro Apple to opracowało, to wszystko będzie dobrze, prawda? Nie będzie!

Wyobrażacie sobie setki pozwów niezadowolonych klientek i ich partnerów, których intymna relacja zakończyła się poczęciem mimo braku powiadomienia z zegarka? Apple przewidziało tą sytuację i zabezpieczyło się poprzez opatrzenie opisu funkcji odpowiednim komentarzem. W opisie produktu na stronie internetowej Apple, wśród innych ostrzeżeń pisanych drobnym druczkiem, znalazło się również takie: Aplikacja Śledzenie cyklu nie powinna służyć jako metoda antykoncepcji. Danych z aplikacji Śledzenie cyklu nie należy używać do diagnozowania stanu zdrowia.

Skoro tak to nie działa, to po co ten termometr?

Powyższa adnotacja ze strony Apple zdaje się wyjaśniać wszystko. Zegarka nie można używać jako metody antykoncepcji, a rejestrowane dane nie służą do diagnozowania stanu zdrowia. Po co zatem w specyfikacji zegarka znalazł się termometr, skoro jego działanie zostało tak mocno obwarowane kruczkami pisanymi drobnym drukiem? Z jednej strony właśnie z przyczyn prawnych, ponieważ Apple z pewnością nie chciałoby wziąć na siebie odpowiedzialności za zdrowie i konsekwencje decyzji użytkowników Apple Watcha. Z drugiej zaś po to, by uświadomić klientów, że oferowane funkcje nie są wyrocznią. Inteligentny zegarek, choć potrafi coraz więcej, wciąż nie może zastąpić czy to skutecznych metod antykoncepcji, czy konsultacji lekarskiej.

Jak należy zatem podchodzić do udoskonalonej funkcji śledzenia cyklu? Najprościej rzecz ujmując traktować zegarek nie jako narzędzie antykoncepcji, ale jako książeczkę i długopis do zapisywania obserwacji dotyczących swojego ciała. Z kolei termometr jest tylko... termometrem. Robi dokładnie to samo, co termometr, którym dana użytkowniczka posługiwałaby się monitorując zmiany temperatury swojego ciała w trakcie trwania cyklu.

Podobnie jak w przypadku pozostałych funkcji zdrowotnych zegarka od Apple, również te nowe spełniają tylko i wyłącznie funkcję orientacyjną. Odczytów z pulsometru, pulsoksymetru czy EKG również nie należy traktować jak wyrocznię, która w cudowny sposób zastąpi badania lekarskie. Odczyty wykazują coś niepokojącego – udaj się do lekarza. Odczyty nie wykazują niczego niepokojącego, ale źle się czujesz – udaj się do lekarza. Dostrzegasz niewystępujące dotąd anomalie w cyklu miesiączkowym – skonsultuj to z lekarzem.

Na ile jednak termometr w zegarku Apple Watch Series 8 okaże się przydatny? To z pewnością okaże się dopiero po jakimś czasie od premiery, gdy odczyty uda się porównać z pomiarami tradycyjnym termometrem. Mam jednak przeczucie, że wcale nie jest to przełomowe rozwiązanie, a wręcz przeciwnie. Apple szukało czegokolwiek, by tylko zaktualizować Series 7 możliwie jak najniższym kosztem. Może na prezentacji wyglądało to nieźle, jednak czy kogokolwiek przekonało do przesiadki na nowszy model? Śmiem wątpić.

A tak poza tym to fajny, ale kompletnie nudny zegarek

Wspomniałem już wcześniej, że Apple Watch Series 8, z całą pewnością, był jednym z mniej ciekawych momentów podczas ostatniej prezentacji Apple. To między innymi jego premiera sprawiła, że w innym materiale pokusiłem się o kilka gorzkich słów pod adresem Apple i Tima Cooka. Pod wodzą mistrza księgowości firma osiągnęła astronomiczne zyski, za co może budzić podziw na całym świecie. Osiągnęła również coś innego, o czym raczej wolelibyśmy nie mówić. Apple do perfekcji opanowało sztukę odgrzewania kotletów.

iPhone 14? Nuda. Apple Watch Series 8? Nuda. Apple Watch SE 2022? Nuda. Nie tego spodziewalibyśmy się po konferencjach Apple, a właśnie takie niezbyt smaczne dania nam zaserwowano. Nie zrozummy się jednak źle. Apple Watch najnowszej generacji to wciąż bardzo dobry zegarek. Ba, obecnie to jeden z najlepszych, a najprawdopodobniej najlepszy smartwatch, jaki możemy kupić z przeznaczeniem do pracy w tandemie z iPhonem. Wciąż oferuje wszystko to, z czego słyną Apple Watche. Jest bardzo dobrze wykonany, świetnie integruje się ze smartfonami Apple, można nim płacić przez Apple Pay, dokładnie śledzi aktywność fizyczną użytkownika i posiada jedne z najlepszych czujników na rynku.

Czy powyższe oznacza, że warto kupić zegarek Apple Watch Series 8? Tak, warto go kupić, jednak pod warunkiem, że obecnie nie korzystasz z któregoś ze starszych smartwatchy od Apple. Przewaga nad Series 5, Series 6 czy Series 7 jest na tyle niewielka, że wydawanie tak dużej kwoty raczej nie ma sensu. W żadnym wypadku nie uświadczysz tu rewolucji a wręcz przeciwnie.

Do zmiany na nowszy model nie przekonuje mnie także funkcja wykrywania wypadków. Owszem, w kryzysowej sytuacji mogłaby się przydać, jednak tu również nie mamy żadnej gwarancji, że wszystko zadziała dokładnie tak, jak powinno. Poza tym współczesne samochody wcale nie potrzebują, by w zegarku pasażerów była dostępna jakaś funkcja wykrywania wypadków. Stosowne rozwiązanie znajduje się na ich wyposażeniu standardowym. Wszystkie samochody, które zostały homologowane na rynek europejski od 1 kwietnia 2018 roku mają na wyposażeniu system eCall. To właśnie to rozwiązanie gwarantuje właściwą komunikację ze służbami ratunkowymi w razie wypadku.

Apple Watch Series 8 – co o nim sądzicie?

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu