Felietony

7 lat później i 70 tys. złotych więcej. Jak zmieniły się nowe samochody?

Kamil Pieczonka
7 lat później i 70 tys. złotych więcej. Jak zmieniły się nowe samochody?
31

Wybór samochodu rodzinnego nie jest prostym zadaniem. Nawet będąc na bieżąco z testami i zapowiedziami, których sporo publikujemy na lamach Antyweba, nie jest łatwo zdecydować się na konkretny model. Sam ostatnio przeprowadziłem taką selekcję i chciałbym podzielić się z wami własnymi przemyśleniami.

Zamienił stryjek siekierkę na kijek

Mniej więcej 7 lat temu kupiłem swój pierwszy nowy samochód - Forda Focusa. 2017 rok to były całkowicie inne czasy, przeciętne auta kompaktowe kosztowały po 60 tys. złotych (np. Fiat Tipo), a dealerzy byli skorzy do dawania sporych upustów na swoje samochody. Nie inaczej było w moim przypadku, auto cennikowo wycenione na 97 tys. złotych kupiłem za niespełna 80 tys. złotych, co wtedy i tak wydawało się wysoką ceną jak za przedstawiciela segmentu C. W tamtym czasie był to całkiem nieźle wyposażony model z silnikiem 1.5 Ecoboost o mocy 150 KM i manualną skrzynią biegów, a także takimi dodatkami jak system automatycznego parkowania, kamera cofania, obsługa Android Auto/Apple Car Play czy automatyczne światła.

Focus miał jednak jedną wadę, jest dosyć mały w środku, a gdy dzieci stają się nastolatkami robi się to coraz większym problemem więc nadeszła pora na zmianę. Rynek samochodów jest teraz całkiem inny niż te 7 lat temu. Ma to swoje wady i zalety. Korzystny jest fakt, że pomimo 7 lat na karku Focus wcale nie stracił tak dużo na wartości. Od ceny katalogowej to owszem ponad 50%, ale jeśli weźmiemy pod uwagę faktyczną cenę zakupu to spadek wartości jest bliżej 40%. Nie jest to chyba zły wynik, biorąc pod uwagę, że w tym czasie nie wymagał żadnej poważnej naprawy. Ponosiłem tylko koszty eksploatacyjne jak wymiany płynów/filtrów czy klocków hamulcowych. Nie mogłem narzekać na to auto i pewnie wybrałbym następcę gdyby w ofercie miał coś ciekawszego niż silnik 1.0 Ecoboost z układem miękkiej hybrydy. Niestety Focus ST pozostaje poza zasięgiem ;-).

Cenniki popularnych modeli z segmentu C zaczynają się dzisiaj nie od 50-60 tys. a bardziej od 100 tys. złotych. Co więcej coraz trudniej kupić zwykłe kombi, większość producentów rozwija swoją ofertę w segmencie crossoverów i niewielkich SUVów, a do mnie takie nadwozie nie przemawia. Na placu boju w zasadzie jest tylko kilka ciekawych modeli jak Kia Ceed/Proceed, Hyundai i30, Toyota Corolla, Skoda Octavia, Volkswagen Golf czy Seat/Cupra Leon. Po 7 latach zmieniły się też trochę moje wymagania, chciałbym mieć napęd hybrydowy z automatyczną skrzynią biegów, więcej miejsca w drugim rzędzie, światła LED zamiast żarówek H7 i hak na bagażnik rowerowy. I okazało się, że to wszystko wcale nie jest takie oczywiste.

Wybór kompaktów jest ograniczony

Focus, którym do tej pory jeździłem był z 2017 roku, ale tak naprawdę na rynku debiutował w tej wersji w 2014 roku, więc jego konstrukcja miała już dekadę. Patrząc jednak na ofertę nowych samochodów, wcale nie widać wielkiej przepaści. Pewnie to kwestia przyzwyczajenia, ale konsola środkowa znacznie lepiej odpowiadała mi w Fordzie niż w nowych pojazdach gdzie króluje wielki ekran systemu inforozrywki. Również w kwestiach mechanicznych nie jest lepiej, dzisiaj w segmencie C zawieszenie niezależne na tylnej osi to rzadkość. Po jazdach próbnych kilkoma modelami żaden mnie nie oczarował. W zasadzie na placu boju została Toyota Corolla z napędem hybrydowym oraz Skoda Octavia z miękką hybrydą.

Corolla ma niestety dwie wady, które ostatecznie zniechęciły mnie do tego samochodu. Pierwsza z nich to deska rozdzielcza z wielkim, wystającym i zasłaniającym częściowo przednią szybę ekranem. Nie chciałbym na to codziennie patrzeć. Drugi problem to wyciszenie wnętrza, które delikatnie mówiąc nie zachwyca. To akurat można poprawić w wyspecjalizowanych zakładach, ale to dodatkowy koszt. W Corolli czuć też, że to już dosyć leciwa konstrukcja z przełomu 2018/2019 roku. Japończycy powinni już powoli myśleć nad nowym modelem, z deską rozdzielczą podobną jak w nowym Priusie. Wtedy chętnie do nich wrócę.

Na placu boju została zatem Skoda Octavia. To też już nieco starszy model, bo premierę miał w 2020 roku. Teraz w salonach pojawiła się wersja odświeżona, więc schodzący model można było kupić z dodatkowym rabatem. Biorąc pod uwagę niewielkie zmiany po lifcie i znacznie wyższą katalogowo cenę tego modelu, nie było się za bardzo nad czym zastanawiać. Niestety jeśli chcecie kupić model lepiej wyposażony, to trzeba liczyć się ze znacznie wyższymi kosztami. W zasadzie powoli zaczynamy się wtedy ocierać o wyższy segment D i można nawet rozglądać się za Superbem. Ostatecznie wybór padł jednak na Octavie z nadwoziem kombi, która z dodatkowym wyposażeniem katalogowo wyceniona była na niemal 160 tys. złotych.

Jest lepiej, ale nie idealnie

Dokładając niemal drugie tyle co kilka lat wcześniej zapłaciłem za Focusa spodziewałbym się większego efektu "wow", ale nic takiego nie miało miejsca. Silnik jest praktycznie taki sam, bo 1.5 eTSI z układem miękkiej hybrydy generuje 150 KM i 250 Nm, czyli podobnie jak Focus. Postęp widać w kwestii oszczędności paliwa, za co odpowiada nie tyle hybryda co mechanizm odłączania dwóch cylindrów. Na temat tego napędu napiszę pewnie zresztą jeszcze osobny artykuł, bo mam kilka spostrzeżeń, których próżno szukać w recenzjach gdy tester jeździ autem ledwo przez tydzień. Dostałem jednak to co chciałem, czyli automatyczną skrzynię DSG, znacznie więcej miejsca z tyłu i jeszcze większy bagażnik. Największą różnicę jakościowo robią jednak przednie reflektory LED z technologią matrycową. Jazda w nocy w porównaniu do świateł tradycyjnych z żarówkami H7 jest ogromna i polecam wszystkim dopłatę do lepszego oświetlenia w waszych samochodach. To nie tylko kwestia bezpieczeństwa ale i komfortu podróżowania nocą.

Zawiedziony jestem za to kwestią technologiczną. Owszem, jest wsparcie dla Android Auto i Apple Car Play, w dodatku bezprzewodowo, ale brakuje np. wbudowanej nawigacji. Mogę ją sobie dokupić w sklepie Skody za jedyne 1800 złotych :-). Octavia wymagałaby też dopłaty do systemu automatycznego parkowania, który był w Fordzie lata temu, a z którego skorzystałem pewnie z 5 razy. Całe szczęście, że w wersji Style dają czujniki parkowania z przodu i z tyłu oraz kamerę cofania ;-). System ostrzegania przed najechaniem na pojazd przed nami czy utrzymania na pasie ruchu jest teraz obowiązkowy i nawet mocno nie drażni, ale na tym w zasadzie te dodatkowe systemy w aucie za 160 tys. złotych się kończą. Wypada się chyba cieszyć, że nie ma systemu ISA, który staje się od jutra obowiązkowy w nowych pojazdach. Rozpoznawania znaków też nie ma, ale można dokupić w sklepie za 200 złotych...

Przyznam, że spodziewałem się większej różnicy wynikającej z upływającego czasu. Niestety producenci samochodów poza podniesieniem cen, które argumentują dodatkowymi technologiami, wiele nie poprawili. Segment C to nadal auta z przeciętnym wyciszeniem, przeciętnym zawieszeniem i przeciętnymi silnikami. Niestety to też segment, który traktowany jest coraz bardziej po macoszemu i trudno mieć nadzieje, na jego rozkwit w przyszłości. Być może coś w tej kwestii mogłaby poprawić zmiana napędu na eklektyczny, ale obecnie nie widzę żadnego ciekawego modelu o podobnych możliwościach transportowych jak Octavia. Pozostaje mi zatem spędzić kolejne kilka lat z pospolitą Czeszką i czekać na lepsze czasy.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu