16

Za wiadomość na WhatsApp „f*** you” 2 lata więzienia. W Polsce policja miałaby pełne ręce roboty

Jest taki kraj na świecie, gdzie szczególnie trzeba uważać na to, co i komu się pisze na komunikatorze. Przekonała się o tym ostatnio obywatelka Wielkiej Brytanii podczas pobytu w Dubaju, a w zasadzie podczas próby jego opuszczenia i powrotu do kraju.

Osoby, które znają zwyczaje czy prawo w niektórych arabskich krajach, może i nie będą tym zdarzeniem zdziwione. Osobiście dziwią mnie jednak jego okoliczności.

Brytyjka, o której pisze dziś portal Polsat News mieszkała od 2018 roku w Dubaju, dzieląc mieszkanie z inną kobietą, również obywatelką europejskiego kraju, a mianowicie Ukrainy.

Wiadomo, jak to pod jednym dachem bywają niesnaski i kłótnie różnego rodzaju. Jedna z nich miała miejsce w październiku ubiegłego roku, kiedy to Ukraince nie spodobało się, że współlokatorka podczas lockdownu pracowała przy stole w jadalni. Po ostrej wymianie zdań, kłótnia przeniosła się na komunikator WhatsApp, przez który to Brytyjka wysłała jedną, zgubną jak się okazało później wiadomość o treści „f*** you”.

Young woman using cell phone to send text message on social network at night. Closeup of hands with computer laptop in background

Można przypuszczać, że sprawa rozeszła się po kościach, a nawet współlokatorki pogodziły się później i przez te kilka miesięcy normalnie funkcjonowały w tym wspólnym mieszkaniu. Nic bardziej mylnego, pod koniec stycznia Brytyjka dostała nową pracę w Wielkiej Brytanii i postanowiła wrócić do kraju, wcześniej wysyłając do domu swoje rzeczy. Kupiła później bilet na samolot i w minioną sobotę miała opuścić już Dubaj, ale na lotnisku dowiedziała się, że nie może opuścić tego kraju, bo współlokatorka złożyła na nią doniesienie, za tamtą wiadomość. Teraz grożą jej za nią 2 lata więzienia lub bardzo wysoka grzywna.

Osobiście nie popieram tego typu zachowań, nie powinno się nikogo obrażać w ten czy inny sposób, ani na WhatsApp, na ulicy czy gdziekolwiek indziej. Niemniej w tym zdarzeniu nie sposób nie dostrzec drugiego dna lub zwykłej złośliwości ze strony wprawdzie urażonej w jakiś sposób współlokatorki, ale było to przecież kilka miesięcy temu. Można tu jeszcze przypuszczać, że złożyła to doniesienie bezpośrednio po zdarzeniu w emocjach, ale w żaden sposób nie chciała go wycofać teraz po czasie, na usilne prośby Brytyjki.

Próbuję sobie wyobrazić podobne prawo funkcjonujące w Polsce czy w innym kraju i przychodzi mi na myśl tylko to jedno zdanie z tytułu tego wpisu. I nie mam tu na myśli z premedytacją wypowiadanych słów i rzeczywistego obrażania innych osób, ale szereg podobnych zdarzeń, które mogłyby być wykorzystywane, nadinterpretowane i nadużywane, właśnie nawet po czasie, w stosunku do kogoś z kim mamy utarczki na zupełnie innym polu. Nie wspominając o komentarzach w sieci od zupełnie nieznanych osób, które również można w ZEA zgłaszać, a ich autorzy zgodnie z prawem będą za nie ścigani.

Źródło: Polsat News via Detained in Dubai.
Stock Image from Depositphotos.