28

Połowę gigabajtów od operatora mogę wyrzucić na śmietnik, bo i tak z nich nie korzystam

Przeglądając niedawno komentarze na Antywebie byłem świadkiem pewnej dyskusji dotyczącej pakietów danych w smartfonie. Dwie osoby prawie się pozabijały, bo jedna w tej samej cenie miała kilka gigabajtów więcej od drugiej. A wiecie co? U mnie od jakiegoś czasu 30 giga to więcej niż jestem w stanie miesięcznie zużyć.

Gigabajtów nigdy za mało?

Jestem jednym z tych użytkowników internetu, który doskonale pamięta pakiety danych. I nie chodzi o mobilny dostęp do sieci – część z Was pewnie w to nie uwierzy, ale limity nakładane były również na kablowe usługi. Aster, który później zmienił się w UPC oferował na przykład 15 gigabajtów. Od tego czasu minęło już kilkanaście lat, a do limitu naprawdę ciężko było dobić – to były zupełnie inne czasy. Ale jednak gdzieś w głowie lampka czekała na światełko i warto było o tym ograniczeniu pamiętać. Bardzo źle wspominam również swój pierwszy bezprzewodowy dostęp do domowej sieci – był taki moment kiedy po przeprowadzce nie było innej opcji i zdecydowałem się na mocno “przepłacone” LTE od Polsatu. Limity na internet w smartfonie miałem jednak zawsze i praktycznie za każdym razem ledwo się w nich mieściłem. A i tak kiedy tylko mogłem, korzystałem z sieci WiFi. Ale tu wpadły jakieś większe maile, tu za długo siedziałem na stronach, innym razem zapomniałem się na YouTube. Wielokrotnie dokupowałem paczki z gigabajtami, a przede wszystkim pilnowałem żeby zbliżając się do limitu, trochę przystopować z używaniem sieci w telefonie.

Do momentu aż nie zdecydowałem się na abonament z 30GB pakietu danych. I to już dla mnie “eldorado”, którego nie jestem w stanie wykorzystać. Czy to dużo? Teoretycznie nie i znam przynajmniej kilka osób, które szybko by ten limit wyczerpały. I ja też uważałem, że nie będę miał z tym problemów, aż zajrzałem do miesięcznych aktywności w aplikacji operatora. Poprzedni okres rozliczeniowy wygląda następująco:

Wcześniejszy, w którym dodatkowo częściej wyjeżdżałem w weekendy:

I jeszcze wcześniejszy. Choć tu wpadły zagraniczne wakacje, gdzie trzeba było dopłacić do wykorzystanego poza Polską, przyznanego pakietu (uciętego przez kolejne zmiany w zasadach roamingowych:

Przez ostatnie miesiące nie udało mi się wykorzystać nawet 1/3 posiadanego pakietu danych, a z tego co pamiętam, wcześniej nie było inaczej. A to oznacza, że nie tylko marnuję gigabajty, które przecież przepadają, ale marnuję też swoje pieniądze. I jest mi z tego powodu zwyczajnie przykro.

Dlaczego nie jestem w stanie wykorzystać 30 GB danych w smartfonie?

Powodów jest oczywiście kilka i bez wątpienia główny to WiFi. Zarówno w domu, jak i w biurze podłączam się do lokalnej sieci bezprzewodowej i niejako z przyzwyczajenia to właśnie tam pobieram z mobilnych sklepów najwięcej danych. Ale ostatnio – wiedząc, że nie muszę się ograniczać robię to również poza domem. Po przeskoczeniu na 30 GB przestałem też pobierać offline albumy na Spotify i kiedy zabieram słuchawki na spacer, rower, siłownię czy do samochodu – puszczam po prostu muzykę prze LTE. Zrezygnowałem też z pobierania seriali na Netflix, choć po zakupie iPada oglądam je na smartfonie raczej sporadycznie. Kompletnie nie ograniczam się jeśli chodzi o wysyłanie zdjęć i filmów mailem czy w komunikatorów. Niczego sam nie kompresuję, puszczam w takim rozmiarze, w jakim wylądują w rolce aparatu.  A i tak nie dociągam do 10 GB miesięcznie. Czyżby część usługodawców tak dobrze zoptymalizowała algorytmy kompresji, że YouTube nie zjada już błyskawicznie posiadanego pakietu danych? Na to wygląda. A dodam, że zdarza mi się też czasem zrobić coś mobilnie do pracy i tworzę hotspot z telefonu – tu też raczej się nie ograniczam.

Zobacz też: Kupno tabletu z Androidem nie ma sensu

Piszę o tym głównie dlatego, że od jakiegoś czasu obserwuję jakiś niezdrowy pęd do posiadania jak największego pakietu danych w smartfonie. Wszystko zaczęło się kiedy Polacy zaczęli korzystać z ofert sumujących gigabajty i dodających kolejne pakiety za czas posiadania usługi. I tak czytam w komentarzach, że ktoś uzbierał już tych gigabajtów kilkaset – a potem zastanawiam się, po co właściwie je posiada? Co będzie pobierał? Jak je wykorzysta – po co mu możliwość pobrania i wysłania tylu danych na smartfonie? Czeka domowy internet padnie na tydzień i będzie musiał posiłkować się hotspotem ze smartfona?

Ale ok. Prawda jest taka, że lepiej mieć więcej niż mniej

Gdzieś z tyłu głowy zapaliła się lampka, że marnuję pieniądze i powinienem rozejrzeć się za jakimś mniejszym, tańszym pakietem (o ile jeszcze u mojego operatora w ogóle taki jest – choć i tak przecież w trakcie trwania umowy nie mogę zmienić usługi na gorszą), to jednak kestem jedną z tych osób, która nie lubi stresować się niepotrzebnie. Mając więc do wyboru nie wykorzystywać pakietu i korzystać ze smartfona w spokoju albo zastanawiać się czy w tym miesiącu wystarczy mi 6 lub 10 GB i wrócić do pobierania albumów offline w Spotify – wolę pierwszą opcję. Gdyby jeszcze w całym kraju LTE działało bez problemu, byłoby cudownie. Szczególnie, że przecież dziś kilkadziesiąt gigabajtów transferu w smartfonie nie kosztuje majątku, a poszczególni dostawcy cały czas walczą o klienta jeszcze ciekawszymi ofertami. I mówiąc szczerze – nigdy nie przypuszczałem, że nadejdzie czas kiedy stwierdzę, że „mam w smartfonie za duży pakiet danych”.

grafika: 1, 2