Mobile

Xiaomi zamierza pokonać Apple i Samsunga

MS
Maciej Sikorski
11

Xiaomi numerem jeden na rynku smartfonów - możliwe? Zdaniem szefa firmy, za 5 do 10 lat chiński producent zdoła wejść na szczyt. Inwestują, wchodzą na kolejne rynki, rozszerzają swoją działalność - za jakiś czas powinno to zacząć procentować. Sukces nie jest jednak pewny: przedstawiciel Apple koment...

Xiaomi numerem jeden na rynku smartfonów - możliwe? Zdaniem szefa firmy, za 5 do 10 lat chiński producent zdoła wejść na szczyt. Inwestują, wchodzą na kolejne rynki, rozszerzają swoją działalność - za jakiś czas powinno to zacząć procentować. Sukces nie jest jednak pewny: przedstawiciel Apple komentując plany Xiaomi stwierdził, że łatwo jest coś powiedzieć, ale znacznie trudniej zrealizować zapowiedź.

CEO Xiaomi, Lei Jun, nie zamierza zadowalać się trzecim miejscem na liście największych producentów smartfonów (po przejęciu Motoroli przez Lenovo spadną pewnie na czwarte miejsce). Celem firmy jest miejsce pierwsze w tym biznesie:

Within five or 10 years, we have the opportunity to become the number one smartphone company in the world.

Odważna zapowiedź, nawet, jeśli przyjmiemy, że producentowi uda się zrealizować plan dopiero w następnej dekadzie. W takim ujęciu należy zwrócić uwagę m.in. na to, że przestajemy mówić o jakimś sezonowym biznesie, który rozbłyśnie na rok czy dwa i szybko zniknie z głównej sceny. CEO firmy mówi o 10-letniej perspektywie, więc sięga wyobraźnią dalej, niż rok 2016 czy 2017. Zresztą, dowodów na to nie brakuje na polu inwestycyjnym: Xiaomi wydaje spore pieniądze w biznesach ultramobilnym i tv licząc na to, że setki milionów dolarów wpompowane dzisiaj w te sektory przyniosą miliardy dolarów zysków w kolejnych latach.

Wspomniany we wstępie przedstawiciel Apple studzi ten zapał, ale warto mieć na uwadze, że jeszcze kilka lat temu Xiaomi nie istniało, a dzisiaj nieustannie się o nich pisze i mówi. Nie bez przyczyny. Gdyby CEO chińskiej firmy na początku dekady poinformował, że Xiaomi wdrapie się na podium największych producentów przed rokiem 2015, to pewnie usłyszelibyśmy gromki śmiech i zobaczyli pukanie się w czoło. No bo jak mała firma może konkurować z Apple, Samsungiem, Nokią, HTC czy dużymi korporacjami z Państwa Środka. Tymczasem... Wiecie, jak się potoczyły losy tego gracza. Nie wykluczam zatem, że racja będzie po stornie Xiaomi.

Należy przy tym podkreślić ważną rzecz: Xiaomi może zostać największym producentem smartfonów, ale na razie wydaje się mało prawdopodobne, by firma stała się prawdziwym liderem tej branży. Oznacza to, że będą produkować i sprzedawać mnóstwo sprzętu, ale nie będą innowatorami, którzy zmienią oblicze tego biznesu na niwie technologicznej. Przynajmniej nie nastąpi to w najbliższym czasie. Mogą być mistrzami marketingu i odświeżyć płaszczyzny komunikacji z klientem czy systemu sprzedaży, lecz innowacje czysto techniczne stanowią osobny, trudniejszy rozdział. Możliwe, że i to przyjdzie z czasem.

Pozostaje jeszcze kwestia ekspansji na inne rynki. Niedawno pisałem, że zachodnie korporacje czekają już z pozwami na chińskich producentów nowej fali. To faktycznie może być problem dla Xiaomi czy Meizu, które wczoraj pochwaliło się nowym flagowcem, ale zwrócę uwagę na pewien istotny fakt. Łączna liczba obywateli USA i Europy (całej, nie tylko UE) to jakiś miliard ludzi. No, miliard i wąs wynoszący około 60 mln osób. Chińczyków jest więcej o 300 mln. Xiaomi weszło też do Indii, w których żyje ponad 1,2 mld ludzi. Oba te kraje należą do grona państw rozwijających się, ich rynki nie są jeszcze nasycone sprzętem mobilnym. Xiaomi może sobie zapewnić pozycję lidera w skali globalnej bez ofensywy na rynkach zachodnich - sprawę załatwią tanie smartfony sprzedawane rodzimym klientom i Hindusom. A przecież w Azji znajdziemy kilka innych ludnych państw, na które Xiaomi ostrzy zęby. Jeśli producent poszerzy swoją ofertę o bardzo tani telefon, o którym pisałem jakiś czas temu, to może nadal poprawiać wyniki w sposób będący dzisiaj poza zasięgiem innych graczy.

Wiadomo, jakich środków mogą użyć europejskie i amerykańskie firmy, by ostudzić zapał Xiaomi w Europie albo w USA. Ale czy te same metody zostaną wykorzystane/przyniosą skutek w Indonezji, Wietnamie albo w Malezji? Nawet jeśli podejmą jakieś działania, to Xiaomi nie przerwie sprzedaży i szybko może stać się znaczącym graczem we wspomnianych krajach. Pytanie, czy poza rodzimym rynkiem ich sprzęt będzie równie popularny i rozchwytywany? Sporo kwestii, które czekają na wyjaśnienie. I doczekają się.

Źródła grafik: mi.com, youtube.com

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

AppleMobileSmartfonXiaomi