Felietony

Xiaomi chce być rywalem dla Apple. Świetny pomysł, tylko chyba czas nie ten

MM
Mirosław Mazanec
15

Lei Jun, założyciel firmy, we wpisie na Weibo (chińskim portalu społecznościowym) poinformował, że jego marka chce konkurować z Apple. Dlatego można się po nich spodziewać większego skupienia na high-endowych produktach.

O sprawie pisał Kamil Świtalski.

Oczywiście zaraz znajdzie sie tłum tak przeciwników, jak i zwolenników Xiaomi. Ci pierwsi będą narzekać na „chińską tandetę”, drudzy wychwalać firmę. Dyskusja z kategorii o wyższości świąt Bożego Narodzenia nad świętami Wielkiej Nocy, więc nie będziemy w nią wchodzić. Każdy lubi co innego i tyle.

Jakie Xiaomi ma szanse

Warto jednak na chłodno zastanowić się, czy słowa szefa Xiaomi mają szansę się ziścić. I ile zależy od samej firmy, a ile jest poza nią.

Co do samych zamierzeń Xiaomi – są jak najbardziej słuszne. Wielka dziura po Huawei wciąż zionie, firma udowodniła, że prócz Apple i Samsunga jest miejsce dla trzeciego mocnego gracza. Amerykański ban był prezentem zwłaszcza dla Koreańczyków, którzy w zasadzie nie musieli wiele robić – po prostu patrzyli, jak rosną im słupki sprzedaży i wracają do nich klienci, którzy skusili się wcześniej na konkurencyjne smartfony. W takich sytuacjach decyduje siła marki i tą Samsung ma bez dwóch zdań. A zawiedziony użytkownik zastanowi się dwa razy zanim zdecyduje się znów na wybór urządzenia któregoś z chińskich producentów. Bo dziś Huawei, ale kto zagwarantuje, że jutro restrykcje nie dotkną kolejnej firmy?

To nie wszystko. Kolejną rzeczą jest globalny kryzys i braki w dostawach podzespołów. Rozmawiałem ostatnio z kilkoma przedstawicielami smartfonowej branży z różnych firm i wszyscy jak jeden mąż narzekali na niedobór. Przede wszystkim procesorów, ale i innych rzeczy też. Paradoksalnie zeszłoroczny wysyp wielu niemal bliźniaczych modeli jest związany właśnie z tym. Bo firma X chciała kontynuować produkcję swojego hitu, ale skończyły się do niego części. I nowych nie było. Stąd na rynku pojawiał się podobny model, ale z innym procesorem – zresztą nie zawsze lepszym. Częściej – po prostu dostępnym. A potem kolejny i kolejny.

Zawiedzenie klienci odczuwają to jako stagnację na rynku. Tymczasem z drugiej strony to dramatyczna walka już nawet nie o spełnienie oczekiwań użytkowników, ale o wywiązanie się z obowiązku i dostarczenie zakontraktowanej ilości urządzeń. Bo przecież mówimy tu nie tylko o sprzedaży detalicznej, ale i sprzedaży operatorskiej. Tam miłości nie ma – nie zrealizujesz kontraktu – płacisz kary. A na twoje miejsce wskakuje ktoś inny, o ile oczywiście ma z czym.

Kolejną niekorzystną rzeczą jest presja cenowa. Klienci chcą, by smartfony  były dobre i tanie. Ale producenci muszą teraz płacić więcej w zasadzie za wszystko. Koszty dostaw – wzrosły drastycznie. Koszty magazynowania – również. Nawet takie rzeczy jak koszt opakowania mają wpływ na cenę końcową, a ich dostawcy podnoszą ceny nawet o kilkaset procent. Bo na rynku brakuje papieru.

Odsuwamy od siebie myśli o globalnym kryzysie gospodarczym, częściej nasze myśli krążą gdzieś przy sprawach bezpieczeństwa i nie ma się temu co dziwić. Ale trzeba sobie zdawać sprawę, że niestety prędzej czy później nas dosięgnie.

Abdykacja na własne życzenie

W takiej oto sytuacji Xiaomi chce wejść w półkę Premium. Posunięcie chyba jednak dość ryzykowne. Jak mówił mi ostatnio jeden z przedstawicieli branży, wyraźnie widać spadek sprzedaży drogich telefonów w zestawieniu styczeń do stycznia rok do roku. Oraz gigantyczny spadek sprzedaży smartfonów branych na raty. Dobrze ma się klasa średnia w okolicach tysiąca, tysiąca pięciuset złotych.

To miejsce, w którym przez lata Xiaomi było królem. Ale właśnie postanowiło z niego wyjść, w miejsce  gdzie liczy się przyzwyczajenie klientów i wyrobiona marka. Jasne, tam też są wyższe marże, ale pod warunkiem, że skusimy kogoś do zakupu.

Czy Xiaomi się uda, tego nie wiem. Ale wydaje mi się, że bez gigantycznych nakładów na marketing i przekonanie użytkowników o wyjątkowości swoich produktów nic z tego nie będzie. Nie wspominając już o tym, że i sam produkt musi być Premium. Tu nie ma miejsca na błędy i nie ma miejsca na żadne oszczędności i cięcie kosztów. W niższych półkach tak, ale tu już nie.

Xiaomi oczywiście dywersyfikuje zagrożenie, brand redmi czy POCO pozostają i myślę że to one właśnie przejmą w najbliższych latach ton i będą sprzedawać się świetnie. Windowanie cen przez Xiaomi jest z jednej strony zrozumiałe, skoro na szczycie zrobiło się miejsce, grzechem byłoby nie spróbować. Tyle że czas raczej nie sprzyja i nie wiem, czy nie rozsądniej byłoby skupić się na utrzymaniu dotychczasowych pozycji. I zaatakować dopiero, gdy globalna koniunktura się poprawi. Oby jak najszybciej.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu