Technologie

Tesla nie ma spokoju - co wypadek, to trafia pod inspekcję, a nawet nie wiadomo czy korzystała z autopilota

Kamil Świtalski
0

Tesla nie ma ostatnio najlepszego czasu jeżeli chodzi o współpracę z amerykańskimi organami. Co wypadek, to śledztwo...

Kilka tygodni temu Krzysiek pisał o tym, że jednym z największych problemów z autonomicznymi samochodami jest to, że wszyscy tak bacznie się im przyglądają. I z jednej strony zgadzam się z nim w stu procentach, ale z drugiej — ani trochę nie dziwi mnie to, że ludzie śledzą ich poczynania jak tylko się da, punktując wszystkie groźne sytuacje. Boją się o zdrowie oraz życie swoje i swoich najbliższych. No a poza tym przyglądają się wszystkiemo co z nimi związane. Jak wiadomo - na drodze jest już trochę takich samochodów. Jedne autonomiczne i jeżdżące bez udziału kogokolwiek, inne po prostu (aż) wspomagające kierowców.

Źródło: Depositphotos

O wypadkach z udziałem Tesli słyszymy regularnie. Czasem są to niegroźne stłuczki, czasem poważniejsze zdarzenia z udziałem butnych kierowców którzy wiedzą lepiej — i za namową wizjonera Elona Muska idą spać na tylnym siedzeniu, kiedy samochód wiezie ich na miejsce. W ostatnich tygodniach doszło jednak do śmiertelnych wypadków z udziałem samochodów firmy, które trafiły pod lupę National Highway Traffic Safety Administration. W pierwszym z nich samochód uderzył w tył stojącej przyczepy. Podczas wypadku zginęły dwie osoby: kierowca oraz pasażer — i choć trwa śledztwo, na tę chwilę nie wiadomo czy tryb Autopilota był aktywowany gdy doszło do zdarzenia, sprawa jest wyjaśniana z producentem samochodu. I jest to jeden z wielu wypadków z udziałem Tesli z ostatniego czasu, któremu przygląda się instytucja National Highway Traffic Safety Administration. Między 20 czerwca 2021, 21 maja 2022 doszło do 273 wypadków z udziałem Tesli korzystających z Autopilota na terenie samych Stanów Zjednoczonych. I choć nie wygląda to dobrze, to kiedy przyjrzymy się innym wypadkom — to pozostałe liczby są jeszcze bardziej przerażające.

Ale choć wielu w autonomicznych samochodach upatruje wygody której nie może się doczekać, to nie brakuje także ludzi bardzo sceptycznie nastawionych do tematu. Widać to było jak na dłoni kilka dni temu na ulicach miasta Tempe w stanie Arizona, kiedy to jeden z przechodniów ni z tego, ni z owego, zaatakował samochód Waymo. Chodzi o autonomiczne auto, które jeździ po tamtejszych ulicach w formie testowej — choć na tę chwilę stale z człowiekiem w środku, który nadzoruje całą procedurę i w razie jakichkolwiek nieprawidłowości - przełącza się na tryb manualny. Widząc pieszego - postanowił on zatem zmienić tryb jazdy i zatrzymać się w wyznaczonym miejscu. Nie powstrzymało to jednak rozwścieczonego przechodnia by rzucić się na samochód i rozbić mu przednią szybę. Na szczęście w tym przypadku - nikomu nic poważnego się nie stało. To jednak pokazuje nastroje panujące wokół takich rozwiązań: nie wszyscy są z nich zadowoleni.

Temat autonomicznych samochodów niewątpliwie będzie jeszcze wielokrotnie powracał jak bumerang. Każdy przełom, każdy wypadek, każda nowość będzie omawiana z każdej możliwej perspektywy. Czy mnie to dziwi? Absolutnie nie — to w końcu ogromna rewolucja która zmierza ku drogom z całego świata. Jednak przyglądając się (regularnie) bezmyślności kierowców na polskich drogach żyję w przekonaniu, że gorzej nie będzie. Czy lepiej? Tego nie wiem, ale myślę, że kiedy autonomiczne samochody na ulicach europejskich miast staną się codziennością, jest chociaż cień szansy na to, że na drogach dziennie będzie ginąć mniej ludzi niż dotychczas. A jak pokazują świeże dane — liczba ofiar śmiertelnych na drogach stale rośnie...

Źródło

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu