2

Lenovo zaprezentowało dobre wyniki kwartalne. Ale to nie świetna sprzedaż smartfonów czy pecetów nakręciła wzrosty

Chociaż powoli kończy się sierpień, nadal spływają raporty kwartalne za okres od marca do czerwca. Wynikami pochwaliło się np. Lenovo. Chińska firma w ostatnich kwartałach trochę wyhamowała, próżno było szukać w raportach dynamicznego rozwoju, jaki oglądaliśmy jeszcze parę lat temu. Powtarzano jednak, że to okres przejściowy, że po przejęciu kilku dużych biznesów, potrzebny jest czas na restrukturyzację i ustawienie wszystkiego na właściwych torach. Zrozumiałe i oczywiste. Patrząc na niektóre liczby z najświeższego raportu, można odnieść wrażenie, że sprzątanie już się zakończyło. Ale to chyba przedwczesny optymizm.

Wyniki Lenovo nie są złe – to nie raporty HTC z ciężkich kwartałów czy Nokii z chwil najgłębszego kryzysu. Trudno jednak nazwać je dobrymi. I chociaż firma nadal przekonuje, że trwa „remont”, że sytuacja makroekonomiczna jest kiepska, że swoje robią zawirowania walutowe, to trudno nie odnieść wrażenia, iż nie wszystko idzie po myśli chińskiego producenta.

Przychody w dół, rośnie zysk

W poprzednim kwartale przychody Lenovo wyniosły 10,1 mld dolarów i w porównaniu z analogicznym kwartałem 2015 roku były niższe o 6%. Jednocześnie wzrósł jednak zysk netto: aż o 64% do 173 mln dolarów. To dobra wiadomość, która mogła pozytywnie zaskoczyć analityków oraz inwestorów. Na pierwszy rzut oka sprawa wygląda dobrze – zwłaszcza, że w komunikacie skierowanym do mediów czytamy, że pozytywne zmiany nastąpiły w każdym pionie działalności. Pogratulować. Pewien zgrzyt pojawia się, gdy zacznie się szperać. The Wall Street Journal donosi np., że poprawa rubryk prezentujących zysk to w dużej mierze zasługa sprzedaży nieruchomości w Pekinie. Gdyby nie miliony dolarów pochodzące z tej transakcji, rezultaty byłyby gorsze. Wyniki Lenovo nie prezentują zatem w pełni sytuacji firmy w okresie od marca do czerwca.

Wyniki Lenovo odpowiadają sytuacji na rynku

W swym raporcie firma zwraca uwagę na trudną sytuację w segmentach PC, tabletów, a nawet serwerów i smartfonów:

Wyniki Lenovo za pierwszy kwartał został zrealizowane w okresie, kiedy główne rynki odnotowały niewielki wzrost albo spadki w branży w porównaniu do roku ubiegłego: w sprzedaży PC nastąpił 4,1 procentowy spadek, w dostawach tabletów spadek wyniósł 11,1 procent, natomiast dostawy serwerów otrzymały się zasadniczo na równym poziomie, podczas gdy na rynkach smartfonów nastąpił wzrost o 0,7 procent. Jednocześnie wartość RMB nadal spadała, ograniczając ogólny potencjał wzrostu w tym kwartale.

Na dobrą sprawę, trudno z tym polemizować – spadki lub niewielkie wzrosty sprzedaży rzeczywiście sprawiają problemy niektórym producentom i to widać w ich raportach. O gorszej sytuacji pecetów pisze się od dawna, sprawy nie uratowały tablety, które też tracą na znaczeniu (dotyczy do nawet iPada), biznes smartfonów nie rośnie w tak oszałamiającym tempie, jak jeszcze parę lat temu. Jeśli chce się zwiększać rynkowe udziały, trzeba grać agresywnie i odbierać je konkurencji, która też przecież nie próżnuje i ma podobny cel. Dlatego warto zwrócić uwagę na słowa prezesa Lenovo – Yuanqing Yang tak widzi przyszłość:

W przyszłości w pionie PC będziemy koncentrować się na segmentach o wysokim poziomie wzrostu i wykorzystywać konsolidację branży do powrotu na ścieżkę wzrostu. W obszarze smartfonów będziemy wykorzystywać innowacyjne, zróżnicowane produkty i kontynuować przechodzenie do wyższych segmentów cenowych z myślą o pobudzeniu wzrostu i osiągnięciu poprawy w tym pionie. W centrach przetwarzania danych będziemy nadal rozwijać technologię infrastruktury hiperkonwergentnej i poprawiać rentowność w obszarze hiperskali.

Sporo w tym zbędnych słów i ogólnych sformułowań, ale uwagę przyciąga np. kwestia smartfonów – Lenovo widzi, że walka o niską i średnią półkę nie przynosi spodziewanych rezultatów, jest kosztowna, a ostatecznie i tak klientów (z cienkim portfelem) zgarniają inni. Kilka dni temu pisałem, że firma nie znalazła się w pierwszej piątce największych graczy w Chinach, korporacja przegrała nie tylko z Apple czy Huawei, ale też z trzema młodszymi producentami. Teraz chcą powalczyć o wyższe segmenty cenowe. Bo to tam zarabia Samsung, tam od jakiegoś czasu markę buduje Huawei, tam zamierza się ulokować Xiaomi.

Ile da się wycisnąć z Motoroli?

Zapowiedzi dotyczące zmian w biznesie mobilnym należy zestawić z dotychczasowymi poczynaniami firmy. Gdy przejmowała ona od Google Motorolę Mobility, wydawało się, że szybko i sprawnie zrobi użytek z tej marki. Tak, jak wcześniej zrobiła użytek z biznesu pecetowego kupionego od IBM. Tak się jednak nie stało – wartość sprzedaży tego biznesu spadła w ciągu roku o 6% i stanowiła w poprzednim kwartale 1,7 mld dolarów – to relatywnie niewielka część całości. Dla porównania smartfony napędzają biznes Apple czy Samsunga. Korporacja dopłaca do tego interesu i staje się jasne, że restrukturyzacja jeszcze trochę potrwa. Ciekawe, czy efekty będą zadowalające?

Zadanie proste nie jest, bo prócz wspomnianych Samsunga, Apple czy Huawei, pojawiła się grupa świeżych chińskich graczy o sporych ambicjach. To oni sprawili, że Lenovo nie jest w gronie liderów chińskiego rynku, to oni mogą naciskać z każdym kwartałem. Oby za kilka lat nie okazało się, że inwestycja w Motorolę była równie nieudana, co przejęcie komórkowego oddziału Nokii przez Microsoft.

Firma pecetami stoi

Na wyniki Lenovo nadal największy wpływ ma sprzedaż pecetów. Ten pion (zalicza się do niego także tablety) osiągnął w poprzednim kwartale 7 mld dolarów przychodów, a to oznacza 7-procentowy spadek w ujęciu rocznym. Godne uwagi jest to, że Lenovo od 13 kwartałów pozostaje liderem rynku PC, w omawianym okresie kontrolowało ponad 21% rynku. Celem jest jednak poziom 30% – łatwo z pewnością nie będzie, bo pozostali producenci będą się mocno bronić przed tą ekspansją. To jest już kwestia przetrwania: wyrwanie tych kilku procent oznacza wielki cios dla innych. Ktoś mógłby tego nie przetrwać. A potencjalnych ofiar nie brakuje, wystarczy przywołać japońskich producentów, którzy zmagają się ze sporymi problemami, czego jaskrawym przykładem Toshiba.

Pecety pozostają silnikiem Lenovo, ale problem polega na tym, że ten rynek nie rośnie. Korporacja kilka lat temu postanowiła uchronić się przed negatywnymi zmianami na rynku i chciała zdywersyfikować biznes. Tyle, że na razie nie przynosi to spodziewanych efektów. Na smartfonowym poletku traci, ewentualnie nie zyskuje, biznes serwerów nie rośnie w oszałamiającym tempie. Przynajmniej nie rośnie w ich wykonaniu.

W grupie branżowej centrów danych (DCG), do której zaliczają się serwery, urządzenia pamięciowe, oprogramowanie i usługi sprzedawane pod markami Lenovo ThinkServer i System x, sprzedaż wyniosła 1,1 mld USD, co stanowi 1-procentowy wzrost. Wykazany przez DCG zysk przed opodatkowaniem – z uwzględnieniem bezgotówkowych obciążeń z tytułu fuzji i przejęć – osiągnął ujemny poziom 64 mln USD, zaś marża zysku wyniosłą minus 5,9 procent.

Informacje o wzroście zysku mogły wywołać pozytywne reakcje, ale wyniki Lenovo są dalekie od dobrego raportu. W żadnym wypadku nie można mówić o kryzysie, sytuacja jest stabilna, lecz trudno wskazać, kiedy zacznie się wspinaczka, którą zapowiadali i nadal zapowiadają przedstawiciele firmy.