Felietony

Wszedłem na giełdę kryptowalut po crypto crashu. Stres, pot i łzy

KC
Kacper Cembrowski
13

Chodziło mi to po głowie od jakiegoś czasu, ale nigdy nie miałem odwagi, by to zrobić. W końcu jednak wszedłem na giełdę kryptowalut.

Crypto crash zadziałał odwrotnie, niż powinien

Zrobiłem to w chyba najmniej odpowiednim momencie. Głośny crypto crash, niektóre kryptowaluty straciły niemal całą swoją wartość, wykresy wręcz toną w czerwonym kolorze. Cyfrowe waluty zwyczajnie runęły i niezwykle prawdopodobne jest to, że spora część z nich nie zdoła przetrwać.

O spróbowaniu swoich sił na niewielką skalę na giełdzie krypto myślałem już od dłuższego czasu, jednak znajomi którzy obracają wirtualną walutą skutecznie mnie do tego zniechęcali. Ludzie inwestujący w cyfrowe waluty są trochę jak natrętni konsultanci, którzy codziennie oferują instalację fotowoltaiki - chociaż chciałbym spróbować, to skutecznie obrzydzają mi cały temat.

Unsplash @Kanchanara

Po krachu kryptowalut, a co za tym idzie, falą złych nastrojów i straconych (w niektórych przypadkach naprawdę ogromnych) pieniędzy. Z tego względu przestałem w prywatnych wiadomościach czytać o tym, jaki to jest świetny sposób na zarobienie milionów - i wtedy stwierdziłem, że w sumie dlaczego by nie spróbować.

Przez tydzień bawiłem się dziecięcymi kwotami

Mimo wszystko, podchodziłem do całości bardzo rozsądnie, inwestując malutkie pieniądze i traktując to jako zabawę. W sumie wpłaciłem 14 euro i z początku zainwestowałem w Cardano (ADA), na którym straciłem kilka euro w ciągu pierwszych dni. Postanowiłem sprzedać całość i pozostałą część rozdzielić między TRON (TRX) i AKTIO. Licząc na szczęście i przerzucając tę niewielką kwotę, udało mi się zarobić blisko 16 euro, kończąc bilans na 30.

Nie będę kłamał - nie miałem do końca pojęcia, co robiłem. Słuchając się rad osoby, która ma do czynienia z tym rynkiem już wiele lat, obraca kwotami których osobiście nigdy w życiu bym nie wpłacił na giełdę i stwierdza, że krypto to teraz giełda traderów, kupowałem na czerwonym i sprzedawałem na zielonym - ot co. Często jednak musiałem dokupić daną sumę wybranej waluty po to, żeby móc ją sprzedać, spełniając minimum - to potwierdza brak pokaźnych inwestycji z mojej strony, lecz jednocześnie zdarzało mi się przez to tracić pewną część pieniędzy. Kwestia złego przeliczenia i braku wiedzy z początku - jeśli zdecyduję się na dalsze inwestycje, z pewnością będę w stanie to ominąć. Jest to jednak naturalna rzecz na każdej giełdzie, więc wina leżała w pełni po mojej stronie.

Mimo malutkiego sukcesu, jestem pełen obaw

Chociaż w teorii wyszedłem na swojej zabawie dość dobrze, to zauważyłem, że obracając tak małymi kwotami, okropnie się wszystkim stresowałem i nie przestawałem zaglądać na kurs tych walut do tego stopnia, że potrafiłem przebudzić się w środku nocy, sięgnąć po telefon i zerknąć na wykres. Niejednokrotnie się też irytowałem, kiedy sprzedałem “na zielonym”, które potem jednak podskoczyło do jeszcze większych wartości.

To wszystko było dość przerażającym doświadczeniem, szczególnie biorąc pod uwagę malutką skalę całego przedsięwzięcia. Generalnie stale odczuwałem poczucie porażki, braku spełnienia i świadomości, że mogłem coś zrobić lepiej, wyjść na tym bardziej korzystnie - to trochę jak granie w wysokie poziomy Candy Crush, tylko że tu rozchodzi się o pieniądze, co zdecydowanie podwyższa stawkę.

Nie jestem przekonany, czy chcę dalej brnąć w te inwestycje. Dla poczucia bezpieczeństwa myślę nad wypłatą zainwestowanej na początku kwoty i bawieniem się pozostałością. Nie liczę jednak na żadne ogromne korzyści i zostanie milionerem przez krypto - wręcz przeciwnie, niezmiernie podziwiam ludzi, którzy są w stanie wrzucić w to tyle pieniędzy. Muszę jednak przyznać, że jest to całkiem wciągające i pomimo dość ambiwalentnego podejścia do blockchaina, nie wykluczam, że bardziej wsiąknę w ten temat.

Stock Image from Depositphotos

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu