Windows

Wrażenia po instalacji Windows 8.1 Preview. Świecidełka i symbolika

TP
Tomasz Popielarczyk
89

Wielu użytkowników Windowsa w aktualizacji o numerze 8.1 pokładało ogromne nadzieje. Microsoft skutecznie budował napięcie i ujawniał najciekawsze funkcje oraz możliwości, które ona wprowadzi. W rezultacie budząca ogromne kontrowersje ósemka miała się stać systemem kompletnym, a właściwie takim, jak...

Wielu użytkowników Windowsa w aktualizacji o numerze 8.1 pokładało ogromne nadzieje. Microsoft skutecznie budował napięcie i ujawniał najciekawsze funkcje oraz możliwości, które ona wprowadzi. W rezultacie budząca ogromne kontrowersje ósemka miała się stać systemem kompletnym, a właściwie takim, jakim powinna być od dnia premiery. Czy się udało? Czy to początek tendencji zwyżkowej najnowszych okienek?

Dawno, dawno temu, kiedy szerokopasmowe łącze internetowe było szczytem marzeń, a Windows 95 królował na dużych białych skrzynkach ustawionych pod biurkami, włodarze z Redmond wymyślili Service Packi (wtedy wówczas jeszcze dla sieciowej wersji systemu - Windowsa NT). Miały to być zbiory poprawek oraz usprawnień, które sprawią, że wszystkie wykryte i zgłoszone przez użytkowników tuż po premierze niedociągnięcia nowego systemu zostaną naprawione i poprawione. Dziś, w roku 2013 takim Service Packiem jest Windows 8.1 (znany też jako Blue). Nie spodziewajcie się zatem rewolucji na miarę zupełnie nowego systemu, bo jej tutaj nie ma. To raczej ewolucja i rozwinięcie pewnych, mniej lub bardziej, sprawdzonych elementów oraz aspektów działania.

Instalacja aktualizacji jest banalnie prosta. Musimy w tym celu skorzystać jedynie ze strony Microsoftu, gdzie znajdziemy odnośnik do pliku instalacyjnego. Od razu trzeba tutaj zaznaczyć, że nie uświadczymy tutaj na razie języka polskiego, a więc po instalacji system będzie w całości po angielsku. Korzystając z udostępnionych wkrótce przez MS plików ISO możemy zainstalować wersję 8.1 na czysto i otrzymać pozbawiony aplikacji i ustawień system. W przeciwnym wypadku, aktualizując z poziomu Windows Store, zachowamy te wszystkie elementy nietknięte.

Pierwsze co rzuca się w oczy po uruchomieniu systemu to przycisk start w lewym dolnym rogu ekranu. Zastępuje on aktywny narożnik, który dotychczas aktywowaliśmy w tym miejscu. Jedynym profitem tego rozwiązania jest (znane już notabene z Windowsa 8, a tutaj wzbogacone o dwa polecenia: pulpit i zamknij system) menu kontekstowe dostępne pod prawym przyciskiem myszy. Znajdziemy tam odnośniki to poszczególnych apletów panelu sterowania oraz podstawowe polecenia. Microsoft w ten sposób chciał zamknąć usta wszystkim malkontentom, którzy tak bardzo narzekali na brak tego elementu. Niestety nie jest on przyciskiem w start w klasycznym tego słowa znaczeniu, a jedynie przyciskiem aktywującym ekran startowy. Czy tego oczekiwali użytkownicy? Pewnie nie. Dla mnie to właściwie bez znaczenia i żadnej poprawy komfortu nie odczuwam.

Dużych nowości doczekał się wspomniany ekran Start. Microsoft wprowadził tutaj dwa nowe rozmiary kafelków - duży i mały. Ten pierwszy zajmuje pole cztery na cztery, a pierwszy stanowi zaledwie jedną czwartą standardowego, średniego rozmiaru. Przypomina to trochę nowości wprowadzone do Windows Phone'a 8, gdzie również otrzymaliśmy większe możliwości manipulowania gabarytami kafelków na pulpicie. Oczywiście wiąże się to z większą ilością miejsca na aktywne treści wyświetlane w tym miejscu. Trzeba przyznać, ze prognoza pogody czy chociażby najnowsze wiadomości wyglądają w tej formie bardzo atrakcyjnie.

Dodatkowe możliwości personalizacji tego ekranu ograniczają się właściwie do większej liczby teł (w tym pulpitowego) oraz kolorów, których możemy użyć. Ponadto Microsoft ułatwił nazywanie poszczególnych grup kafelków. W podstawowej wersji systemu było to dość ukrytą funkcją.

Bardzo praktycznym rozwiązaniem jest ekran ze wszystkimi zainstalowanymi aplikacjami, do którego przechodzimy za pomocą strzałki w prawym dolnym rogu. Możemy je segregować tutaj według podstawowych kryteriów, a także dodać do ekranu startowego. Trzeba Wam bowiem wiedzieć, że od tej pory nowe programy będą trafiały właśnie tutaj i tylko od nas będzie zależeć, czy je sobie przypniemy czy też nie.

Microsoft wprowadził szereg nowych aplikacji, które są teraz domyślnie zainstalowane w systemie. Zauważyłem tutaj m.in. obecność Reading Lists, Bing Health & Fitness oraz SkyDrive'a. Ten ostatni jest obecny właściwie wszędzie - począwszy od lewego panelu w okienkach eksploratora, a na każdym okienku otwierania/zapisywania plików skończywszy. Co ma począć użytkownik, który ze SkyDrive'a nie korzysta? Na razie nie znalazłem żadnej możliwości wyłączenia go i przyznaję, że jest to szalenie frustrujące... Dużych zmian doczekała się również aplikacja Windows Store. Wreszcie przypomina ona sklep z prawdziwego zdarzenia, gdzie znalezienie jakiejkolwiek aplikacji nie wiąże się z czasochłonnym klikaniem i przeklinaniem pod nosem.

Nieco inaczej wygląda sytuacja z Bingiem i wyszukiwaniem treści w internecie z poziomu systemowej wyszukiwarki. Po pozbyciu się szeregu zbędnych aplikacji oraz Internet Explorera, funkcja przestała działać. Na pewno ucieszy to użytkowników, którzy nie przepadają za wciskanymi na siłę funkcjami, z których w ogóle nie korzystają.

A skoro przy IE jesteśmy, jedenasta odsłona przeglądarki to prawdziwa rewolucja. Program wspiera teraz dwie czołowe technologie nowoczesnego internetu - WebGL i SPDY. Do pełni szczęścia zabrakło jedynie WebRTC, ale cóż - nie można mieć wszystkiego. Przeglądarka Microsoftu bardzo szybko i bezproblemowo zaprowadziła mnie na strony Google'a, gdzie pobrałem Chrome i na tym nasza przygoda się skończyła. Niemniej wrażenia były bardzo pozytywne.

Nowością, która w Windowsie powinna być obecna już od samego początku jest możliwość dzielenia ekranu przez poszczególne aplikacje na dwie (a nawet trzy) równe części. Nie rozumiem co miało na celu ograniczanie tego elementu do niepraktycznych proporcji 30/70. Teraz rzeczywiście mogę efektywnie pracować, mając w jednej połówce czytnik RSS, a w drugiej Chrome z panelem administracyjnym Wordpressa.

Pozytywnie zareagowałem też na nowy ekran ustawień, który wreszcie jest rozwiązaniem kompleksowym. Właściwie znajdziemy tam większość niezbędnych ustawień i dodatkowe zaglądanie do Panelu Sterowania okazuje się zbędne. Nie ukrywam jednak, że o wiele bardziej podobałoby mi się, gdyby Microsoft w końcu zdecydował się na jedno rozwiązanie - albo jednolity ekran, albo folder Panelu Sterowania. Istnienie obu tych miejsc obok siebie wprowadza bałagan.

Pomniejszych nowości jest znacznie więcej. Warto tutaj wspomnieć chociażby o funkcji pokazu slajdów z naszych fotografii na ekranie blokady czy chociażby folderach użytkownika w "Moim Komputerze". System ma też lepiej wyglądać na ekranach o wysokiej rozdzielczości oraz efektywnie wykorzystywać nawigację za pomocą klawiatury i myszy (tu głównie mowa o interfejsie ModernUI projektowanym pod ekrany dotykowe).

Pierwsze wrażenia po instalacji Windows 8.1 są dość mieszane. Nie zaobserwowałem żadnego przyrostu szybkości działania, ani uruchamiania systemu. Odnoszę wrażenie, że tych elementów inżynierowie Microsoftu nie tknęli w ogóle. Ktoś zapyta "po co?", a chociażby po to, by możliwie najefektywniej wykorzystać moc obliczeniową dzisiejszych urządzeń. W zamian otrzymaliśmy za to przycisk start, który przyciskiem start nie jest, a jedynie jego sentymentalnym wspomnieniem oraz szereg nowości w interfejsie Modern. Widać, że Microsoft nie ugnie się pod ciężarem krytyki i będzie dalej rozwijał ten element systemu dopóty, dopóki go wreszcie nie polubimy.

Ogólnie rzecz biorąc nie widzę jakiś szczególnie dużych korzyści wynikających z instalacji aktualizacji. Jeżeli nie kręci Was nowy interfejs i już dawno zastąpiliście go jakimś zmodyfikowanym menu start, to zapewne wszystkie wprowadzone tutaj nowości są nieistotne. Trudno też spodziewać się, że nowy Internet Explorer sprawi, że porzucimy naszego Chrome/Firefoksa/Operę. Większość praktycznych nowinek tkwi w detalach i sądzę, że właśnie te małe usprawnienia są dużym atutem aktualizacji. Nie jest ich jednak na tyle dużo, by już teraz rzucać się na wersję Preview i rezygnować z polskiego interfejsu oraz wszystkich osobistych ustawień oraz aplikacji. Na palcach jednej ręki mogę też wyliczyć frustrujące dodatki, wśród których przoduje nachalny SkyDrive. Jeżeli ktokolwiek znajdzie sposób na pozbycie się go z systemu, będę niezmiernie wdzięczny...

Czego zabrakło? Generalnie liczyłem na nieco bardziej dalekoidącą unifikację poszczególnych elementów systemu. Microsoft rzeczywiście  zatarł nieco granice między interfejsem Modern, a klasycznym trybem pulpitu, ale to ciągle nie są wystarczająco duże działania, które uczyniłyby ten system spójnym. Być może za wiele wymagam, ale chciałbym otrzymać platformę, która nie dubluje funkcji, jest bardzo podatna na personalizację i modyfikację. Tymczasem, kiedy w 2013 roku widzę system, który na siłę każe mi korzystać ze SkyDrive'a (którego notabene nie mogę nawet odinstalować), opadają mi ręce. Microsoft chce, żebyśmy zaczęli korzystać z jego webowych usług i robi wszystko, by były one dostępne z poziomu podstawowych elementów systemu. Czy wobec tego użytkownik Gmaila, Google Docs i DropBoksa nie ma czego tutaj szukać? Ja się przez chwilę tak poczułem.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu