Aplikacje webowe

Pomysł na biznes? Płatne klony popularnych, darmowych gier

PK
Piotr Kurek
2

Jak zarobić i się nie narobić? Wystarczy podchwycić jakiś popularny trend i na szybko przygotować jego wersję na smartfony. Bez względu na wszystko. Chciwość jednak nie popłaca. Przekonali się o tym twórcy klonów popularnej w ostatnim czasie gry słownej Wordle.

O Wordle w Polsce zapewne mało kto słyszał - chyba, że zależy mu na ciągłym powiększaniu zasobów słownikowych z języka angielskiego lub śledzi zachodnie trendy. O grze jest głośno w anglojęzycznych krajach - głównie w Stanach Zjednoczonych, gdzie cieszy się dużą popularnością. Wordle dostępne jest w przeglądarce internetowej - na smartfonie, komputerze, czy innym urządzeniu pozwalającym przeglądać strony internetowe. Zasady są proste.

Każdego dnia pojawia 5-literowe słowo, które gracz musi odgadnąć. Ma na to 6 prób. W każdej z nich wpisuje 5 liter. Jeśli w wyrazie się pojawiają, zostają odpowiednio oznaczone. Na zielono podświetlona jest poprawna litera w poprawnym miejscu. Kolorem ciemnożółtym podświetlona jest litera, która znajduje się w słowie, ale nie w tym miejscu. Na szaro zaznaczone są te, które w wyrazie nie występuje. Nic skomplikowanego, jednak bardzo wciągające. Media społecznościowe pełne są wpisów na temat Wordle, tym bardziej, że gra od jakiegoś czasu oferuje mechanizm dzielenia się swoimi wynikami - jednak nie zdradzają one, jakie słowo jest użyte. Pokazuje jedynie postęp, jaki gracz zrobił, by je odnaleźć. Wyświetlane jest przy pomocy emoji:

Klony w natarciu. Czyli jak zarobić na popularności darmowych gier

Nic nadzwyczajnego, prawda? Jednak coś, co miało być niewielkim projektem dla ukochanej, szybko przerodziło się w coś więcej. Na przestrzeni ostatnich trzech miesięcy w Wordle zagrało już 300 tysięcy graczy, a popularność prostej gry słownej stale rośnie. I choć Josh Wardle, autor Wordle, nie planuje żadnej monetyzacji, a tym bardziej przenoszenia swojej produkcji na urządzenia mobilne, zrobili to za niego inni. I to w sposób dość cwany, co nie spodobało się części społeczności graczy. Głównie dlatego, że pomysłowi twórcy aplikacji mobilnych wpadli na najlepszy pomysł na świecie - podebrać wszystko z Wordle i na fali popularności tego tytułu - zarobić. Przede wszystkim na abonamentach, które nieświadomi użytkownicy myślący, że mają do czynienia z prawdziwym Wordle, będą płacili. Twórcy klonów chętnie dzielili się swoją radością w mediach społecznościowych. Na odpowiednią reakcję nie trzeba było długo czekać. Do walki z tego typu klonami stanęli sami internauci.

Czystka w App Store. Ze sklepu znikają klony popularnej, darmowej gry przeglądarkowej

W App Store do tej pory pojawiło się przynajmniej kilkanaście wariantów Wordle z opcjonalnymi zakupami w aplikacji, które wykorzystują popularność oryginału do zarabiania pieniędzy. Jednak radość ich twórców nie trwała długo. Zgłoszenia internautów sprawiły, że wiele z nich zostało już usuniętych - z dość oczywistych względów. A te, które wciąż pojawiają niczym grzyby po deszczu, również zostają przez Apple usuwane.

Warto jednak zaznaczyć, że Wordle nie jest niczym odkrywczym. Tego typu gry słowne istniały już wcześniej - wystarczy wspomnieć teleturniej Lingo, który obecnie emitowany jest w brytyjskiej telewizji czy papierową wersję dla dwóch graczy Jotto. Wymyślona przez Mortona M. Rosenfelda w 1955 r. obecnie należy do Endless Games.

Nie da się jednak ukryć, że na fali popularności darmowej aplikacji webowej ktoś wpadł na pomysł zrobienia swojego własnego biznesu - bez względu na wszystko. A ludzi nabrać jest bardzo łatwo. Choć Wordle nie jest dostępny w żadnym sklepie z aplikacjami mobilnymi, każdego dnia pojawiają się "podróbki" gry, które do złudzenia przypominają to, co udostępnił całkowicie za darmo Josh Wardle. Nie da się jednak ukryć, że nie stworzył on nowej gry - przeniósł jedynie znane rozwiązania do sieci. Całkowicie za darmo i bez chęci zarabiania na niej pieniędzy.

To jednak nie pierwszy przypadek, w którym klony popularnych tytułów pojawiają się w App Store i Google Play. Nieświadomość użytkowników, w szczególności tych młodszych, chętnie jest wykorzystywana przez część twórców liczących na zysk.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy: