19

Wolność. Po co Wam wolność? Macie przecież social media

Uwielbiam kawałek Kultu "Po co wolność". Jeżeli mam wskazać dzieło kultury, w którym po prostu czuć skrajne emocje, to właśnie ten. Taka czysta irytacja spowodowana tym, co dzieje się aktualnie w kraju. Aktualnie mam tak samo. Nie z powodu władzy. Nie z powodu wyborów. Nie z powodu konkretnego wydarzenia. Ale z powodu tego, że odbywa się coś, co mi się kompletnie nie podoba. Doprowadzanie do antagonizmów. Podział na "Elitę" i "Buraków".

Wiecie o czym mówię? Elita w ten weekend trzaśnie drzwiami, a buractwo zagra na dudach. Ale czy tak jest rzeczywiście? Czy dzielimy się na „Elitę” – wykształconych, w ładnych ciuchach pracowników korporacji oraz buraczanych rolasów, którzy w lecie opaleni wracają do domu i oglądają Wiadomości w TVP? Nie, Moi Drodzy. Wszyscy jesteśmy takimi samymi ludźmi. A antagonizmy to nic innego jak wymysł MEDIÓW oraz POLITYKÓW, którzy doskonale wiedzą, co robią. Społeczeństwo jest pazerne na chleb, ale również i na igrzyska. Wiecie – można być najedzonym, ale i znudzonym. Można się bawić świetnie, ale cóż to za zabawa, kiedy jest się głodnym? Nie żyje nam się źle, skrajna bieda w Polsce jest marginesem (który absolutnie wart jest uwagi). Nie mogę jednak patrzeć na to, jak intencjonalnie używa się antagonizmów. Dzieli się ludzi.

Z całą pewnością okrzyk zapewne niezbyt rozgarniętej pani obrażającej aktualnie urzędującego Prezydenta RP był absolutnie głupi (wręcz podpada pod paragraf). Ale wciąganie w to realnie wykształconych, ładnie ubranych, z wielkich miast i uskutecznianie takich antagonizmów wśród ludzi to już szczyt szczytów. Nie oszukujmy się, każdy kandydat ma swój „profil wyborcy”. O tym mówić nie będę. Ci ludzie właśnie, zgodni z tym profilem będą patrzeć na lepiej wykształconych, odrobinę bogatszych, lepiej ubranych jak na wrogów. Z czym Wam się to kojarzy, Drodzy Państwo? Z bolszewizmem. Zła inteligencja wybierze za nas i znowu będziemy okradani. Państwo nam nie da pieniędzy. Będziemy biedniejsi. Będziemy gorsi. Pokażmy, że jesteśmy lepsi. Że jesteśmy siłą i damy wycisk inteligentowi!

Czytaj również: Praca zdalna staje się standardem. Tej rewolucji już nie zatrzymamy

social media

Trudno mi pisać ten tekst. Bo niejako i ja uprawomocniam te podziały

Nawet o nich wspominając. Ale nie zgadzam się z nimi kompletnie. A teraz spójrzcie na takiego faceta, co się na piłce nożnej zna. Zbigniew Boniek. Jak wypowiedział się na Twitterze?

Ale, Panie Boniek – ci ludzie również mają prawa wyborcze. Ci ludzie mają wręcz OBOWIĄZEK zagłosować tak, jak podpowiada im… właśnie. Co? Kto? Sumienie? Propaganda? Bańka informacyjna? Kto odpowiada za ich poglądy?

Czasami ktoś zwraca się do mnie per „dziennikarz”. Po pierwsze, „dziennikarzem” się nie czuję. Bloger to dużo lepsze określenie. Nie dość, że mam ogromne poczucie obowiązku wyprowadzenia z błędu rozmówcy, to w dodatku czuję realny wstyd, gdy ktoś mnie nazywa dziennikarzem. Z kim obecnie kojarzy mi się dziennikarz? Ze współtwórcą podziałów. Wiecie – my i oni. Lewa i prawa strona. Elita i buraki. To jest nie do zniesienia.

Czytaj również: Gry będą droższe, ale bywało JESZCZE drożej

Tacy ludzie jak Pereira, Lis, mnóstwo aktorów, mnóstwo pisarzy, celebrytów nie tylko wypowiadają się na temat aktualnych wydarzeń w kraju, ale i do antagonizmów doprowadzają. Opowiadają się za jedną lub drugą stroną (a gdzie do cholery jest trzecia?!). Z plucia na siebie jadem nie wynika dosłownie nic – ludzie dalej żyją po swojemu, ale we własnych bańkach informacyjnych. Grażynki udostępniają „oświecone memy”, nowoprzybyli do warszawskiego korpo słuchają Ralpha Kamińskiego w drodze SKM-ką do roboty, a Janusze tłuką się o olej do Passata B5 na grupach wyznawców jedynego słusznego 1,9 TDI. Tak żyjemy, Drodzy Państwo.

Były momenty, w których byliśmy… jednością?

To było bardzo, bardzo dawno. Pamiętam, jak spadł rządowy Tupolew. Przez chwilę trzymaliśmy się za ręce, a potem dwie strony pokazały sobie po „faku” i wyszło szambo z zamachem. Pamiętam również śmierć Jana Pawła II – bez wątpienia wielkiego Polaka, jednego z katalizatorów upadku komunizmu w Polsce. Dla nas to była ogromna tragedia. Przez jakiś czas znowu trzymaliśmy się za ręce, mówiliśmy do siebie, że wszystko będzie dobrze. Ateiści, agnostycy, katolicy, prawi, lewi i ci z drzewa mieli poczucie ogromnej straty. Polska straciła kogoś, kogo zastąpić się nie da.

Będę za chwilę odrobinę bezczelny. Pamiętacie, jak kiedyś Jan Paweł II powiedział: „Nie lękajcie się!”? Pewnie, że pamiętacie, tych słów nie da się zapomnieć. Brakuje człowieka o podobnym autorytecie, który powiedziałby zgoła coś innego. Coś, co pasuje do naszych czasów.

Pasowałoby powiedzieć: „Nie naparzajcie się”.